Fot. Wydawnictwo Cyranka
Kamila Dzika-Jurek sierpień 2025

W jednym kawałku

Ludzie dzielą swój świat na kontynenty, oceany, strefy klimatyczne. Wyodrębniają w nim państwa i półwyspy.

Artykuł z numeru

Glukozowe pułapki

Glukozowe pułapki

Czy cechą wyróżniającą człowieka jest potrzeba wyznaczania granic, potrzeba stawiania między sobą nawzajem – ale i między sobą i przyrodą – nawet najlichszych opłotków?

To pytanie odzywa się co chwilę w nowej – drugiej po dobrze przyjętym przez krytyków Sercu – powieści Radki Franczak pt. Godzina wieloryba. Studiując życie tych potężnych oceanicznych ssaków (a w tym studiowaniu mieszczą się opisy i obrazy zwierząt rodem wyjęte ze starych kajetów, co fragmentami przypomina wspaniały styl pisarstwa W.G. Sebalda), autorka zauważa, że wieloryby opływają wszystkie lądy na Ziemi, jakby obrysowywały kształt swojej planety. Czy człowiek nie powinien tak samo patrzeć na świat: jak na jedną przestrzeń do życia dla wszystkich istot, o którą należy dbać bez względu na to, w jakim miejscu akurat się znaleźliśmy?

Ta myśl to nie jest banał, bo pisarka pokazuje jej skutki w wielu wymiarach swojego utworu. Powieść jako gatunek jest nieprzypadkowym wyborem Franczak. Autorka – łącząc w Godzinie wieloryba różne historie, również w planie czasowym: m.in. historię o  mistyczce analfabetce z XVII w., o patagońskim zbieraczu nasion u progu XXI w. i współczesnej naukowczyni, która musi opowiedzieć komuś swój „wielorybi” sen… – chce pokazać scalającą moc ludzkiego języka, jego fenomenalną zdolność budowania pewnych całości (jeśli tak popatrzeć na literaturę) z wielu drobnych elementów. Godzina… – jak każda dobra powieść – w trzeciej dekadzie XXI w. przynosi w czytaniu dużą ulgę, bo mówi nam: świat, póki co, istnieje w jednym kawałku.


Radka Franczak Godzina wieloryba Wydawnictwo Cyranka, Warszawa 2025, s. 320