70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

fot. Rijksmuseum

Podwójne życie Petronelli

Holenderskie domki dla lalek tworzyły (wymyślały i zamawiały) wyłącznie kobiety. Urządzanie domku było wieloletnim, świadomie powziętym zadaniem kolekcjonerskim i projektem artystycznym, a z dzisiejszej perspektywy wręcz kuratorskim.

Ciężka barokowa oszklona nastawa, złożona na delikatnych, finezyjnie wygiętych nóżkach, kryje w sobie trzy kondygnacje i kilkanaście pomieszczeń. Na ścianach i sufitach iluzjonistyczne freski, marmury i ręcznie wyszywane tapety, na meblach kosztowna azjatycka laka, szlachetne forniry i markieterie, na podłogach orientalne dywany. Ponad tysiąc domowych sprzętów i bibelotów: kominki, eleganckie stoły i krzesła, rzeźbione szafy i kredensy, fotele i ozdobne parawany, wygodne łoże z baldachimem, atłasowym materacem i stosem mięciutkich poduszek, obrazy w złoconych ramach, lustra i kandelabry, klatki dla ptaków, wyczyszczone srebra, niezły zbiór porcelany oraz całkiem spora biblioteczka. Prócz tego praktyczne miedziane rondle, wiklinowe kosze, beczułki, szczotki, pompa do wody, kołowrotek, żelazka i prasa do bielizny, spluwaczki, ogrzewacze do stóp, niezbędne podczas chłodnych zimowych miesięcy, tak samo jak ułożone w równe stosiki brykiety torfu i butelki z czymś na rozgrzewkę. Gliniana fajeczka? Mosiężny obcinacz do knotów? Kałamarz? Poduszka do igieł? Pułapka na myszy? Fajansowy nocnik? Gdy tylko przyjdzie mi do głowy jakiś przedmiot, już po chwili go znajduję – leży na stole w salonie, na stoliczku w paradnej kuchni, czeka w schowku obok prasowalni. Kołyska? Jest i ona.

Dla porządku kilka podstawowych danych. Wymiary: 255 × 190 × 78 cm; przybliżona skala: 1:10; materiał: na zewnątrz dąb inkrustowany cyną i szylkretem, w środku różane i cedrowe drewno, rozmaite metale, szkło, porcelana, fajans, atłas, jedwab, kamień, papier, pergamin i przędza; datowanie: 1686–1710. Miejsce powstania: Amsterdam. Jesteśmy bowiem w Holandii, „w wielkim księstwie przedmiotów”, by przypomnieć Zbigniewa Herberta. A dokładniej: w amsterdamskim Rijksmuseum, gdzie od 130 lat stoi domek dla lalek Petronelli Oortman. Wokół tłoczą się turyści ze smartfonami, rodziny z dziećmi walczą o miejsce ze zmęczonymi Japonkami, które już odstały były kilka godzin w kolejce do domu Anny Frank. Podobne korki robią się w „Rijks” tylko w kilku punktach, przed Mleczarką, Wymarszem strzelców, portretem pary małżeńskiej Halsa. „Rodzice musieli Petronelkę bardzo kochać”, wzrusza się obok wytatuowana Niemka.

Mimo iż XVII-wiecznym Holendrom przypisuje się często „odkrycie dziecka i dzieciństwa”, żadna, nawet najbardziej rozpieszczona, córka nie mogłaby liczyć na prezent, którego wykonanie kosztowało niegdyś ok. 30 tys. guldenów (historycy wciąż jednak spierają się w tej kwestii). Suma ta, by pokazać ją we właściwych proporcjach, to 120-letnie zarobki wykwalifikowanego robotnika, 60-letnie dochody pastora lub 20-letnie zarobki profesora uniwersytetu. Już mniej kosztował prawdziwy dom. Luksusowa rezydencja w Lejdzie, ba, położona przy najbardziej prestiżowym kanale miasta, poszła w tym czasie za „jedyne” 20 tys. guldenów.— pełna wersja tekstu dostępna jest w drukowanych i elektronicznych wydaniach Miesięcznika Znak


 
 

Zapisz się
do newslettera
a otrzymasz:

● 35% rabatu na dowolny numer miesięcznika
● informacja o promocjach, wydarzenich i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter