|

TEMAT MIESIĄCA:
Kościół po zawale
Kryzys? Ani pierwszy, ani ostatni...
(fragment)
KATARZYNA WIŚNIEWSKA
Błędem jest myślenie, że dopóki tropu nie zwietrzyli
dziennikarze – problem nie istnieje. Prędzej
czy później bowiem to następuje, a wtedy
oskarżenia mediów o pogoń za sensacją brzmią
jak płacz nad rozlanym mlekiem. Rozwiązywanie
problemów Kościoła nie musi dokonywać się
przed kamerami. Wystarczy, że w porę zadziałają
mechanizmy wewnętrzne, które wygrają z układami
koleżeńskimi i zwykłym strachem przed utratą
pobożnego „image’u”.
Druga część starego przysłowia
„Młyny Kościoła mielą powoli…” –
mniej popularna – brzmi: „... ale skutecznie”.
To „powoli” boleśnie nieraz
dawało się odczuć w sytuacjach
kryzysowych. A spóźniona skuteczność
niekoniecznie była doskonała.
Trudno dziwić się tej ostrożności
– Mater Ecclesia rządzi się innymi
prawami niż instytucja świecka.
Żądanie, by działała jak jednostka
policji, byłoby absurdem. Ale Kościół
ma swoje sposoby na zażegnanie kłopotów.
Oczyszczeniem bywało ujawnianie
– także na życzenie duchownych
– bulwersujących spraw opinii
publicznej.
Do największego ostatnio kryzysu
w Kościele powszechnym doprowadziły
przetaczające się od lat przez
jego szeregi skandale seksualne. Dochodzenie
w sprawie księży pedofilów
zachwiało wiarygodnością Kościoła
w Irlandii. W ciągu kilkudziesięciu
lat księża z diecezji dublińskiej
mogli dopuścić się około tysiąca
gwałtów na dzieciach, najczęściej
z katolickich szkół – takie szokujące informacje obwieściła w zeszłym
roku organizacja One in Four, która
broni praw ofiar przemocy seksualnej.
Organizację tę założył Colm
O’Gorman, w dzieciństwie zgwałcony
przez ks. Seana Fortune’a. Gdy
w 1999 roku O’Gorman wystąpił na
drogę sądową, Fortune popełnił samobójstwo,
a do sądów masowo zaczęły
zgłaszać się ofiary księży pedofilów.
To wtedy nastąpił przełom:
od dawna, tyle że po cichu, mówiono,
że Kościół ukrywał przypadki pedofilii
wśród księży.
Co na to irlandzka hierarchia?
Sprawa drgnęła dopiero kilka lat później:
wraz z opublikowaniem tzw.
raportu z Ferns w 2005 roku wyszła
na jaw skala przestępstw. Według
komisji rządowej w latach 1960–
2002 ponad 20 księży dokonało kilkudziesięciu
aktów molestowania
seksualnego. Z raportu wyłonił się
ponury obraz Kościoła irlandzkiego.
Okazało się, że hierarchia nie reagowała
na alarmujące sygnały: księża
byli na jakiś czas przenoszeni do innych
parafii, a potem wracali. Ten
wstrząs był jednak ozdrowieńczy. Po
ujawnieniu raportu Kościół hierarchiczny
wziął sprawę w swoje ręce.
Specjalnie powołana komisja wszczęła
własne śledztwo. Jego efekty zaprezentował
w 2005 roku arcybiskup
Diarmuid Martin. Ogłoszono, że od
1940 roku w diecezji działało 102
księży pedofilów. Liczba ofiar sięgnęła
400. Wydaje się zatem, że Kościół
irlandzki poradził sobie z problemem
pedofilii we własnych szeregach:
w licznych diecezjach powstały komisje
– złożone nie tylko z duchownych,
ale także świeckich. Ich zadaniem jest
natychmiastowe reagowanie na każdy
przypadek pedofilii.
Przez podobną próbę musiał
przejść Kościół w USA. Skandal z molestowaniem
seksualnym księży wybuchł
w 2002 roku w Bostonie. Okazało
się, że ofiarami księży pedofilów
padły dzieci w całej Ameryce. Większość
przypadków wydarzyła się w latach
siedemdziesiątych, osiemdziesiątych
i dziewięćdziesiątych. Dopiero
po wielu latach ofiary odważyły się
opowiedzieć o tym głośno. Amerykańskie
diecezje zaczęły wypłacać
odszkodowania. Niebotyczne sumy
szybko przekroczyły możliwości parafialnych
budżetów. Niektóre diecezje
ogłosiły wówczas bankructwo.
Przy okazji wyszły na jaw uchybienia
Kościoła: księży pedofilów nie
usuwano ze stanowisk, ale próbowano
leczyć i przenoszono z parafii do
parafii. Kardynał Bernard Law z Bostonu
podał się do dymisji, oskarżony
o tuszowanie zbrodni seksualnych.
W 2004 roku na zlecenie episkopatu
USA śledztwo wszczęli
emerytowani agenci FBI, księża
i prawnicy. Zbadali archiwa Kościoła
i przesłuchali tysiące ofiar i samych
księży. Ich raport mógł budzić
grozę: między rokiem 1950 a 2002
działało co najmniej 4,4 tys. księżypedofilów.
A hierarchom Kościoła
w USA zarzucono „lekceważenie
doniesień o przypadkach molestowania,
niedocenianie wagi problemu
lub martwienie się głównie o to, by
nie nagłaśniać skandalu”. Na szczęście
amerykańscy biskupi zaostrzyli
politykę wobec podejrzanych księży, których stopniowo odsuwano ze
stanowisk. Oprócz kardynała Law na
emeryturę odeszło jeszcze wielu
wpływowych hierarchów, którzy
w tej sprawie dopuścili się zaniedbań.
Więcej na łamach kwietniowego numeru "Znaku"
Zamów numer
KATARZYNA WIŚNIEWSKA, ur. 1979, dziennikarka „Gazety
Wyborczej”. Wcześniej publikowałą
m.in. w „Tygodniku Powszechnym”.
POCZĄTEK STRONY |