fbpx
Maciej Jakubowiak Hanka Maciej Jakubowiak „Hanka" Wydawnictwo Czarne
fot. Wydawnictwo Czarne
Olga Drenda Marzec 2024

Drenda: wybieram „Daleko od szosy” zamiast Annie Ernaux

Maciej Jakubowiak chciałby oddać hołd swoim korzeniom, wpisując się w wyznaczone już wcześniej literaturą ramy, a tymczasem mama i babcia wciąż z nich umykają.

Artykuł z numeru

Pokolenie sztucznej inteligencji

Pokolenie sztucznej inteligencji

W papierowym wydaniu Miesięcznika ZNAK artykuł ukazał się pod tytułem Ktoś


Na pewnym pogrzebie usłyszałam dwie mowy na cześć zmarłej. Z jednego z pożegnań wyłaniała się osoba oddana życiu prywatnemu, serdeczna, gościnna, zapamiętana za to, że zawsze witała swoich gości gorącą herbatą. W drugim natomiast wspominano jej odwagę, obywatelską postawę i piękną kartę zapisaną w czasie wojny. Głosy te odnosiły się do tak różnych aspektów życia, jakby dotyczyły całkowicie osobnych życiorysów, choć przemawiający niewątpliwie znali zmarłą długo i bardzo dobrze. Oczywiście przeciętne życie trwa długo, wiele więc może się w nim wydarzyć, każdy też nieuchronnie się zmienia. Czasem bywa tak, że to jedno życie może pomieścić kilka sporych biograficznych rozdziałów. Jednak gdy czytałam Hankę Macieja Jakubowiaka, miałam z tyłu głowy to, jak łatwo jest stać się mimo woli reżyserem czyjejś biografii. Mimo woli, bo nasze przekonania, punkty widzenia, nasze życie podpowiadają nam, jak chcielibyśmy kogoś widzieć.

Annie Ernaux czy Daleko od szosy

Tytułowa Hanka to mama autora. Tu muszę docenić udaną szarżę Macieja Jakubowiaka: wybór takiej bohaterki narzuca odruchowo albo wspominkowy sentymentalizm, albo budowanie pomnika na piśmie, albo dla odmiany gorzkie rozrachunki. A nic z tych rzeczy w książce nie znajdziemy. Lecz Hanka to w rzeczywistości biografia potrójna, bo równolegle opowiada losy babci Albiny oraz wreszcie samego autora, a dokładniej: mówi przede wszystkim o ich ambicji i drodze do wykształcenia. Rozłożonej na raty, bo tytuł doktorski zdobędzie dopiero Maciej. I Albina, i Hanka powtarzają scenariusz niezrealizowanego marzenia, które później starają się spełnić rękami dziecka. Babcię pasjonuje nauka, nawet za sprawą ambitnego nauczyciela poznaje troszkę esperanto, ale decyzją ojca zostaje w gospodarstwie i kończy szkołę na kilku klasach. Misję ma kontynuować córka, która pomyślnie zdaje, choć nie od razu, maturę – jednak i tu coś za coś, bo Albina nie zgadza się na przeprowadzkę do Zabrza, tym samym zamykając Hance, utalentowanej lekkoatletce, drogę do sportowego zawodowstwa. Woli, by córka zajęła się nauką – tak przynajmniej relacjonowała historię swojej, być może, niedoszłej medalowej sławy sama Hanka. Jednocześnie obu bohaterkom czasami się szczęści, na skalę zwyczajnego, względnie udanego życia: Albina po wojnie porzuca chłodny i ubogi dom rodzinny, zamieszkuje wraz z mężem górnikiem w jasnym, wygodnym mieszkaniu na Śląsku. Hanka po maturze zajmuje się pracą administracyjną w kopalni, dalej uprawia sport, jej dzieci idą na studia. Jak to w zwyczajnych życiach, dzieją się tam rzeczy lepsze i gorsze, utrwalają się pewne nawyki, odkładają się żale.

Jakubowiak, owszem, prowokacyjnie rozpoczyna swoją książkę słowami, że „mama była nikim”, ale w toku opowieści szybko okazuje się, że to oczywiście nieprawda, i nawet próbując wydestylować idealną historię ludową, trzeba potykać się o osobne koleje losu, bo każdy jest na własny sposób kimś.

Chcesz przeczytać artykuł do końca?

Zaloguj się, jeden tekst w miesiącu dostępny bezpłatnie.

Zaloguj się