70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Zapomniane matki Polki

Książka Sylwii Urbańskiej Matka Polka na odległość. Z doświadczeń migracyjnych robotnic 1989–2010 daje socjologiczny wgląd w świat kobiet z niższych warstw społecznych, na ogół nieobecnych w debacie o polskich przemianach. Opisy transformacyjnej rzeczywistości zwyczajowo spychały na margines mężczyzn, robotników i chłoporobotników, by od czasu do czasu ukazywać ich szerszej publice jako „roszczeniowe sieroty” po Polsce Ludowej. Koleje losu kobiet z „klasy ludowej” jeszcze mniej interesowały media, opinię publiczną i decydentów: były wykluczone spośród wykluczonych.

Praca Urbańskiej, socjolożki z Uniwersytetu Warszawskiego, powstała na kanwie ponad 50 wywiadów narracyjnych, przeprowadzonych w latach 2005–2010. Ponadto autorka podjęła siedmiomiesięczne badania terenowe w Belgii i w Polsce, dzięki którym uczestniczyła w życiu swoich rozmówczyń i ich rodzin zarówno w gettach migracyjnych Brukseli, jak i na polskich wsiach i w miasteczkach. Tak rozbudowana perspektywa pozwoliła jej na ukazanie wzajemnych relacji między sposobami funkcjonowania imigrantek zarobkowych w nowych dla nich środowiskach za granicą a realiami „świata utraconego”, w którym funkcje opiekuńcze / nadzorcze nad dziećmi matek imigrantek przejmowały krewne, sąsiadki, instytucje publiczne, a także ojcowie – o ile byli w stanie sprostać temu wyzwaniu.

Matka Polka, jej mit i fantazmat (o ile można je oddzielić poza analitycznym opisem), stała się zakładniczką sporów między konserwatywną klasą średnią, jej politycznymi i religijnymi reprezentantami, a środowiskami feministycznymi, przez lata rodzimych przemian reprezentującymi przede wszystkim wielkomiejskie kobiety o wyższym kapitale kulturowym i ekonomicznym. Los kobiet uboższych, matek i zmuszonych do nielegalnej emigracji zarobkowej Polek, nierzadko uciekających z domów przed mężowską i rodzinną przemocą, samotnych ze swoimi problemami i ubóstwem w państwie, które postawiło na „terapię szokową”, stanowił wyraźne tabu. Nieobecność tych kobiet w debacie publicznej i politycznej pozwalała uniknąć wielu trudnych pytań o model polskich przemian, społeczne koszta, jakie on przyniósł, oraz jego dojmujący wpływ na losy dużej części biedniejszych warstw społeczeństwa.

 

Biografie transformacji, feminizacja przetrwania

Dla socjolożki istotne są dwa konteksty, które wiążą geopolityczną przestrzeń z zachodzącymi w świecie od kilku dekad procesami cywilizacyjnymi. Pierwszy kontekst ma charakter globalny i transnarodowy (wedle określenia samej badaczki), drugi odnosi się do lokalnego polskiego doświadczenia imigrujących kobiet. Współobecność lokalności i globalności, pokazanie biografii kobiet przez pryzmat wielkich struktur sprawia, że mamy do czynienia z poruszającą migracyjną epopeją czasów globalizacji, w której przenikają się intymne sprawy polskich matek i wielkie procesy społeczno-gospodarcze końca wieku XX i początku XXI. Wyraźnie naświetla to niniejszy passus: „od co najmniej kilku dekad bohaterkami cichej, niewidzialnej, ale masowej rewolucji są imigrantki – sprzątaczki i opiekunki zamieszkujące wraz z milionami podobnych sobie globalnych robotnic getta migracyjne w metropoliach Europy i Afryki. (…) W biografiach tych kobiet i ich dzieci – rozłączonych na czas kilku- czy też kilkunastoletniej migracji matki za chlebem – uwidaczniają się globalne nierówności rynkowe, klasowe i genderowe”.

Procesy związane z migracją zarobkową kobiet zaczęły znacząco przybierać na sile od lat 70. XX w. Socjologowie, którzy rozpoznali i opisali to zjawisko, ujmują je jako feminizację globalnych migracji: miliony kobiet z krajów Trzeciego Świata, uboższego Południa, a także państw dawnego bloku „demokracji ludowych” Europy Środkowo-Wschodniej rozpoczęły masowe wędrówki „do pracy na dolnych szczeblach niskopłatnego i najczęściej nielegalnego rynku usług w bogatszych państwach postprzemysłowych Ameryki Północnej i Europy Zachodniej”. Kobiety migrantki przejęły przede wszystkim rynek opieki i zajęć reprodukcyjnych: opiekunek do dzieci, osób chorych i niepełnosprawnych, pielęgniarek, pomocy domowych, sprzątaczek.

Taka sytuacja wpłynęła na realia macierzyństwa mnóstwa migrujących kobiet. Zdaniem Raffaelli Sarti, badaczki europejskiej historii służby, do lat 70. XX w. 80–90% pomocy domowych w Europie stanowiły kobiety bezżenne i bezdzietne. Z czasem statystyki diametralnie się zmieniły, radykalnie zaczęło przybywać transnarodowych matek ze wszystkich kontynentów, które w poszukiwaniu pracy i dochodu opuściły swoje domy, rodziny, dzieci. Wszystko to dodatkowo wiąże się z „feminizacją przetrwania”, czyli przeniesieniem ciężaru troski o ubogą rodzinę na kobiety. Na marginesie: w rodzimej socjologii i debacie publicznej matki i żony z biednych domów powszechnie określa się za pomocą dość dwuznacznego przecież terminu „menadżerki ubóstwa” (używa go choćby wybitna badaczka biedy kobiet Elżbieta Tarkowska). Dlaczego odbieram to pojęcie jako dwuznaczne? Ponieważ w intrygujący sposób łączy ono biedę i pauperyzację oraz wykluczenie klas niższych z terminem kojarzącym się z życiowym sukcesem kobiet i mężczyzn ze świata biznesu / warstw bogatszych.

Istotnym czynnikiem stymulującym procesy globalnej migracji zarobkowej było stopniowe rozmontowanie modelu opiekuńczego zachodnich państw dobrobytu, wycofywanie się instytucji z dofinansowania opieki publicznej: „cięcia budżetowe skłoniły wiele rodzin do zakupu tańszych usług, świadczonych przez migrantki”. Dwuznaczność tego zjawiska polega na tym, że przez długie dekady kobiety–matki–migrantki zarobkowe wykonywały swoją pracę nielegalnie (i bezprawnie przebywały w krajach zachodnich), co dodatkowo wzmagało ich marginalizację i wykluczenie z lokalnych bogatych społeczeństw. Poza tym nielegalna praca często narażała je na szykany odpowiednich służb, a ponadto czyniła ofiarami lokalnych gangów, pasożytujących na kobietach, które nie mogły donieść policji o rozbojach i kradzieży. Nie tak rzadko skumulowanie negatywnych czynników migracyjnych powodowało, że w sytuacji zagrożenia życia lub zdrowia kobiety mogły liczyć jedynie na charytatywną działalność takich instytucji jak Polska Misja Katolicka.

Urbańska, opisując realia funkcjonowania polskich migrantek w świecie globalnej ekonomii, używa określenia „biografie dwóch dekad transformacji”. Mowa nie tylko o czysto chronologicznym porządku, ponieważ lata 1989–2010 są wewnętrznie zróżnicowane, co dodatkowo determinuje sposoby życia polskich „matek na odległość”. Lata 1989–2004 to początek transformacji i czas otwarcia granic, wraz ze wszystkimi tego konsekwencjami. Dla kobiet oznaczało to, że z zarobkowania mogły częściej wracać do swoich domów (migracja cyrkulacyjno-wahadłowa), czyli choć częściowo podtrzymywać / ratować więzy małżeńskie i rodzicielskie. Z kolei w 2004 r., wraz z akcesją Polski do Unii Europejskiej, rozpoczęło się stopniowe otwieranie rynków zachodnich państw, co dla kobiet z „klasy ludowej” stanowiło szansę na legalne podjęcie pracy, umożliwiało wyjście z „zatrudnieniowego podziemia”.

 

Własny pokój?

Jak wyglądał, i to najbardziej dosłownie, świat polskich matek na emigracji zarobkowej w badanym przez Urbańską czasie? Znaczące jest samo przyjrzenie się „przestrzeni mieszkalnej”, jaką zajmowały: były to nierzadko „piwnice mieszkalne” bez okien, strychy adoptowane na pokój, kilkunastometrowe pomieszczenia w najtańszych dzielnicach Brukseli, a także mieszkania zbiorcze, które „bardziej przypominały noclegownie dla przyjezdnych” albo hotele robotnicze: zazwyczaj stały tam „dwa lub trzy łóżka, wspólny stół, a rolę półek w szafie pełniła najczęściej podróżna, nierozpakowana torba”. Wszystko to było silnie naznaczone przygodnością, ale trzeba pamiętać, że wiele kobiet żyło tak długimi latami, wędrując między domem w Polsce a miejscem życia / noclegu na obczyźnie i imigracyjną pracą, która pochłaniała większość czasu w ciągu doby – poza niedzielą, zwyczajowo uznawaną za czas odpoczynku.

Jednym z trudniejszych i boleśniejszych wątków Matki Polki na odległość jest ukazanie przyczyn migracji zarobkowej Polek z warstw niższych po 1989 r. Istotne są kwestie ekonomiczne. Imigracja, inaczej niż w czasach Polski Ludowej, przestała być szansą na dostatnie urządzenie się w kraju, czyli np. wybudowanie własnego domu i wygodne życie ponad standard typowy dla epoki realnego socjalizmu. Praca na obczyźnie stała się sposobem na zapewnienie przeciętnego utrzymania dzieci i wsparcie bezrobotnego / relatywnie niewiele lub niewystarczająco zarabiającego męża. Warto zaznaczyć, że od początku transformacji znacznie przybyło migrujących mężczyzn i kobiet z warstw niższych, gdy w czasach PRL była to przede wszystkim strategia osób ze środowisk inteligenckich, o wyższym kapitale kulturowo-ekonomicznym.

III RP przyniosła duże przeobrażenia: zmiany przeliczników walutowych, wzrastające, nieraz szybko i znacznie, koszta egzystencji w Polsce, urynkowienie kolejnych stref rzeczywistości (szkoła, opieka medyczna, pomoc dla osób starszych), wreszcie złe pochodzenie – choćby z terenów dotkniętych strukturalnym bezrobociem – powodowały, że kobiety na emigracji pracowały do późnych godzin nocnych, a nierzadko w ciągu tygodnia wypełniały obowiązki w domach kilku pracodawców. Zarobki musiały być dzielone między sumę niezbędną do utrzymania na miejscu i środki łożone na gospodarstwo domowe w kraju. Do tego nierzadko dochodziły pomoc starszym rodzicom, opłacenie dzieciom studiów, prezenty dla krewnych i sąsiadek, które doglądały dzieci i „domowych spraw”, oraz bezzwrotne pożyczki, czyli inwestycje w skromne przedsięwzięcia biznesowe bliskich.

Wątek ekonomiczny należy uzupełnić o jeszcze jeden, społeczny, który odzwierciedla przemilczane lub chętnie bagatelizowane ciemne strony rodzimych realiów kulturowych i obyczajowych. Otóż niezależnie od ściśle finansowych motywów imigracji duża część kobiet, z którymi Urbańska rozmawiała, podejmowała swoje decyzje wskutek różnorakich niesprzyjających okoliczności małżeńskich. Zdarzały się przypadki, że to mężowie pieczeniarze, pasożytujący na pracy swoich żon, wymuszali na nich emigrację zarobkową. Poza tym dla wielu matek Polek, dla których rzeczywistość nie była tak łaskawa jak splendor „matkopolkowego” mitu, migracja była „planem separacji / rozwodu” albo formą ucieczki od przemocy mężowskiej i / lub koalicji przemocowych (mąż–teściowa–bratowa–krewni).

Ucieczka przed przemocą domową na emigrację zarobkową stanowi pewien etap ratowania się kobiety przed doświadczanym przez nią spustoszeniem psychicznym, społecznym, rodzinnym. Krótki socjologiczny opis zatraca swój naukowy chłód, gdy uświadomimy sobie ciężar osobistych doświadczeń ludzi niszczonych przez swoich najbliższych: „przemoc rzutuje i przekształca inne sfery życia, prowadzi do systematycznej utraty kontroli. I tak ucieczka z domu wiąże się z materialno-społeczną deprywacją uciekinierki, czyli z trwałym wykorzenieniem z domu oraz zwykle z utratą dorobku całego życia. W warunkach nielegalnej migracji łączy się również z przejściem w czasową bezdomność, z trudną egzystencjalnie sytuacją życiową, z ryzykiem werbunku do pracy w przemyśle erotycznym, ze zwiększonym ryzykiem eksploatacji i bycia ofiarą przemocy seksualnej”. Matka Polka, ofiara przemocy, często nie interesowała instytucji publicznych, ich pomoc nierzadko była iluzoryczna. W jednym z przypadków najlepszą radę policji dla terroryzowanej kobiety była sugestia, aby jak inne żony z przemocowych związków… wyjechała na emigrację zarobkową.

Ważnym elementem konstytuującym i legitymizującym istnienie polskiej inteligencji, owych „niepokornych” wielu epok, było to, że jej najlepsi reprezentanci z zasady stali po stronie ludu, że rozumieli jego bolączki i mieli śmiałość, by pokazywać społeczeństwu sprawy trudne, skrywane, gorzkie. Tak postępowali: Maria Dąbrowska i Stefan Żeromski, Ludwik Krzywicki i Irena Krzywicka, i wielu innych. Sądzę, że Sylwia Urbańska swoją pracą wyraźnie nawiązuje do tych starych dobrych inteligenckich postaw. Mam wielką nadzieję, że jej książka nie będzie przemilczana, że zainteresują się nią opiniotwórczy kobiety i mężczyźni współtworzący rodzimą debatę publiczną. Mamy prawo do prawdy o mało znanych realiach polskiej transformacji – tym bardziej że coraz częściej otaczają nas wzniosłe mity i groźne fobie.

_

Sylwia Urbańska

Matka Polka na odległość. Z doświadczeń migracyjnych robotnic 1989–2010

Wydawnictwo Naukowe Uniwersytetu Mikołaja Kopernika, Monografie Fundacji na rzecz Nauki Polskiej, Toruń 2015, s. 384

 
 

Zapisz się do newslettera!

Otrzymasz 35% kod rabatowy na dowolny numer miesięcznika oraz informacje o promocjach, wydarzeniach i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter