70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

David Cattermole/Getty

Andrzej Wajda (1926–2016)

Żegnamy Andrzeja Wajdę, którego imię i nazwisko wyznaczają naszą epokę. Tak jak się mówi: „to było w czasach Szekspira” albo „w czasach Moliera”, tak będzie się mówiło „to było, to się działo, oni żyli w czasach Wajdy”. I możemy być szczęśliwi, że żyliśmy w czasach Wajdy, bowiem gdyby go nie było, nasze życie pojedyncze byłoby bez porównania bardziej szare, ubogie i płytkie a zbiorowe – niezrozumiałe, chaotyczne, beznadziejne.

Wałęsa. Człowiek z nadziei – tak Andrzej Wajda zatytułował jeden z ostatnich swoich filmów i ten tytuł – człowiek z nadziei – można zaadresować także do reżysera. Wajda należy do pokolenia, które świadomie przeżywało okropności wojny i zostało w znacznej mierze przez to doświadczenie ukształtowane. Paradoksalnie, to wojenne doświadczenie wprzęgło najlepszych synów i córki tego pokolenia w służbę nadziei. Wajda – podobnie jak nieco od niego starsi Jerzy Turowicz, Jan Nowak Jeziorański, Władysław Bartoszewski, Tadeusz Mazowiecki czy Jacek Woźniakowski – należał do ludzi niestrudzonych, wciąż skierowanych ku przyszłości, nigdy nie odpoczywających na laurach i podnoszących się po każdej porażce by dalej robić swoje jak najlepiej potrafią i z myślą o wspólnym dobru. Andrzej Wajda – podobnie jak ci jego wspaniali przyjaciele – wiedział, że kłamstwo, które może dać chwilową iluzję – jest śmiertelnym wrogiem nadziei. Wiedział, że podstawą nadziei jest prawda. Dopóki jesteśmy w stanie rozpoznać prawdę o świecie i o sobie samych – nie wszystko stracone. Dlatego jego filmy – także te utrzymane w najciemniejszych barwach – powstawały, jak pisał, z myślą o „Polakach, którzy potrafią nie tylko ginąć za swoją ojczyznę ale również tworzyć jej przyszłe życie”. Mieliśmy wielkie szczęście, że Wróblewski w swych Rozstrzelaniach namalował doświadczenie wojny, zdaniem Wajdy, w sposób definitywny – i że w skutek tego pan Andrzej przeniósł się do szkoły filmowej szukając innej drogi wyrazu dla prawdy swojego własnego a zarazem pokoleniowego przeżycia. Dzięki temu w tej prawdzie miały swój udział miliony Polaków. Andrzejowi Wajdzie udała się przy tym sztuka niebywała: stworzył taki rodzaj języka filmowego, który proceder cenzury unieważnił i uczynił nieskutecznym!

I choć cenzorskie nożyce nie oszczędzały jego filmów i chcąc tworzyć musiał godzić się na nieuchronne kompromisy – to przecież mógł śmiało powiedzieć: nieuniknioną „grę znaczonymi kartami z władzą w ogólnym rachunku wygrałem”. Zwycięstwo prawdy artysty było zwycięstwem nadziei dla jakże wielu spośród nas.

Pamiętam do dzisiaj uczucie oszołomienia, ogłuszenia prawdą po obejrzeniu Człowieka z marmuru – i towarzyszące temu uczucie szczęścia – że da się tak fantastycznie opowiedzieć tę historię.

Andrzej Wajda był człowiekiem bardzo dzielnym. Swojej odwadze dawał wyraz biorąc na warsztat najtrudniejsze tematy wtedy, gdy były nam, jego widzom najbardziej potrzebne – choć aby dojść do realizacji trzeba było przezwyciężyć dziesiątki przeszkód i ominąć dziesiątki pułapek. Może jeszcze ważniejsza jest jego odwaga artysty wyrażającego w tej nieuchwytnej przestrzeni filmowej „między dźwiękiem a obrazem” najdelikatniejsze drgnienia duszy swoich bohaterów. Artysty, który umie zaryzykować wsłuchując się w często niejasny głos intuicji. Trzeba też pamiętać, jak dzielnie przyjmował niesprawiedliwe i pełne słabo ukrywanej schadenfreude krytyki, których mu nie szczędzono na późnym już etapie życia i tworzenia, jak gdyby krytycy uważali, że stary artysta zajmuje miejsce należne innym, młodszym, jakoby lepiej rozumiejącym obecne czasy. Kto miał przywilej spotykać Andrzeja Wajdę prywatnie widział też, jak dzielnie broni się przed zatruciem goryczą, którą napawała go polityka ostatniego czasu, zaprzeczająca jego oczekiwaniom i jego wizji Polski. I jak dzielnie stawia czoła słabościom ciała, nie pozwalając im do samego końca odnieść zwycięstwa nad swoją potrzebą wsłuchiwania się w nierówny puls rzeczywistości, uczestniczenia w życiu, nad potrzebą bycia z ludźmi i pracy dla nich.

Bowiem Andrzej Wajda ludzi umiał podziwiać i kochać i co równie ważne – umiał tego nie ukrywać.

Nie tylko kochał i podziwiał swoich wspaniałych aktorów, którym – z wzajemnością – tak wiele zawdzięczał: Zbigniewa Cybulskiego, Daniela Olbrychskiego, Krystynę Jandę, Wojciecha Pszoniaka, Andrzeja Seweryna, Maję Komorowską i wielu innych. Kochał, podziwiał i otaczał czułą opieką młodych reżyserów ze swego zespołu – Agnieszkę Holland, Feliksa Falka, Ryszarda Bugajskiego, by wymienić tylko tych troje. Kochał, podziwiał i pozostawał głęboko wierny ludziom, z którymi czuł duchowe powinowactwo – Jerzemu Turowiczowi, Janowi Nowakowi czy Józefowi Czapskiemu. Wspólnie z Krystyną Zachwatowicz przyczynił się walnie do powstania poświęconego Czapskiemu pawilonu muzealnego. Zaś muzeum Manggha – największy dar Wajdy dla Krakowa – jest wyrazem wierności zarówno wobec miasta jak i wobec najwcześniejszych fascynacji artystycznych, związanych ze sztuka japońską i przeżywanych tutaj, podczas okupacji. Wajda potrzebował być z ludźmi dla których tworzył, słuchać, co mówią, jak reagują, dzielić się z nimi własnymi myślami. Sam korzystałem obficie z jego hojności i podziwiałem jego twórczą wyobraźnię podczas nie dość wielu, lecz tym bardziej niezapomnianych rozmów o obejrzanych wystawach czy o tym, w jaki sposób życie Czapskiego przełożyć na muzealną ekspozycję.

„Film żyje życiem motyla, rzadko dłużej” – pisał Andrzej Wajda. Ale do Jego dzieła to się nie stosuje. Nie dlatego, że Akademia Francuska przyjęła go do grona „nieśmiertelnych”. Ale dlatego, że jak do Sofoklesa, świętego Augustyna, Szekspira czy Norwida możemy do niego wciąż wracać, możemy go słuchać i oglądać, na różnych etapach naszego życia pojedynczego i zbiorowego i za każdym razem jego dzieło da nam nowe rozpoznanie, nową samowiedzę, nową nadzieję – i nowe katharsis, nowe oczyszczenie. Andrzej Wajda obdarował nas hojnie tą samowiedzą, obdarował nadzieją i dlatego możemy ufać, że Ojciec Niebieski obdarzy Go tą najprawdziwszą nieśmiertelnością, która jest pełnią i doskonałością zarówno życia jak i sztuki. Panie Andrzeju, spełnij wszystkie swoje niezrealizowane tu, na ziemi projekty dla niebieskiej widowni!

fot. David Cattermole/Getty

 
 

Dołącz do nas!

Prenumeratorzy zyskują więcej.

Zobacz ofertę!

Prenumerata