70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Wikipedia commons

Czytajmy hasła wyborcze!

Wśród kampanijnych narzędzi niebłahą rolę odgrywają hasła wyborcze. Czego dowiadujemy się z nich o kandydatach na prezydenta? Przyjrzyjmy się im tuż przed zbliżającą się pierwszą turą wyborów.

Hasło wyborcze może być streszczeniem lub podsumowaniem programu, ekspozycją wartości, jakie kandydat obiecuje praktykować, autocharakterystyką. Często stara się wszystkie te funkcje spełniać jednocześnie. Hasło zatem perswadując i mobilizując mówi nam coś o kandydacie. I choć to, co nam mówi jest, rzecz jasna, wyrazem tego, co kandydat i jego sztab chcą nam pokazać, żeby osiągnąć zamierzony cel, to jednak dobre hasło nie może się całkiem rozmijać z rzeczywistością. Musi – w różnych wymiarach – do kandydata „pasować”, w przeciwnym bowiem razie wyborcy szybko wyczują fałsz i hasło stanie się przeciwskuteczne. To jest zasada haseł czy sloganów używanych w każdym rodzaju marketingu: czy mamy do czynienia z jednozdaniowym wyrazem misji firmy czy ze sloganem reklamowym czy wreszcie z hasłem wyborczym – musi się w nim zawierać stosowna doza prawdy w odniesieniu do promowanej instytucji, towaru lub osoby.

Warto więc pod tym kątem spojrzeć na hasła wyborcze w obecnej kampanii. Czego dowiadujemy się z nich o kandydatach, ich osobach, wizjach i zamiarach? Proponuję rzut oka na hasła sześciu pretendentów, których wynik na kilka dni przed wyborami przekracza poziom błędu statystycznego, w kolejności zajmowanej obecnie w tym wyścigu.

Andrzej Duda zaleca się wyborcom jako „Prezydent polskich spraw”. Hasło to ma umiarkowany ładunek treściowy, nie wiemy bowiem, jakie to sprawy są szczególnie polskie. Ale niewątpliwie przystaje dobrze do kandydata, adresowane jest do tej grupy wyborców, która nie chce, żeby nam tu ktokolwiek „w obcych językach” narzucał, jaki mamy mieć ustrój, sądy czy inne porządki.

Tu jest Polska, a nie jakaś „wyobrażona wspólnota” (w rozumieniu Andrzeja Dudy, a nie Benedicta Andersona). Polska jest nasza i ma swoje sprawy.

Równie dobrze to hasło mogłoby bowiem brzmieć: „Prezydent naszych spraw”, gdyby nie to, że odbyłoby się to zbyt wysokim kosztem rezygnacji z przymiotnika „polskich”. Jednak skojarzenie z naszością, swojskością, swojską odrębnością narzuca się i zapewne o to szło autorom. Jednym słowem – Andrzej Duda jest swojakiem, który jak nikt rozumie nasze problemy, wie, o co nam chodzi, nie słucha zewnętrznych podszeptów ani sugestii. Przez skojarzenie z naczelnym hasłem tak zwanego patriotyzmu ekonomicznego „dobre, bo polskie” sufluje się też, że Duda jest prezydentem dobrych spraw. Dobrych, bo polskich, polskich – bo dobrych.

Hasło głównego konkurenta Dudy, Rafała Trzaskowskiego, brzmi „Silny prezydent – wspólna Polska”. W przeciwieństwie do poprzednika – i do haseł większości kandydatów do prezydentury – to hasło zawiera zdecydowanie więcej treści, sugeruje bowiem konkretny sposób sprawowania urzędu i określony kształt Polski jako zbiorowości obywateli. Silny prezydent to prezydent niezależny od zaplecza partyjnego, traktujący poważnie swoje obowiązki konstytucyjne, a w szczególności te wynikające z faktu, że jest „najwyższym przedstawicielem Rzeczypospolitej Polskiej”. Nie swego stronnictwa ani jego lidera, ani własnych idiosynkrazji ideowych czy personalnych, ale właśnie „Rzeczypospolitej Polskiej”. Rzeczypospolitej, a więc bytu zbiorowego i historycznego, którego dobro wymaga rozeznania i wzięcia pod uwagę zarówno wielości interesów oraz postaw dzisiejszych, jak i zobowiązań płynących z historii, a także wyzwań rysujących się w przyszłości. Jest prawdą nieomal tautologiczną, że tylko w takim znaczeniu silny prezydent może być rzeczywistym architektem i zwornikiem wspólnoty godnej tego miana. Wszelka prezydentura słaba, zależna, partyjna z istoty swej staje się źródłem podziałów, wykluczeń, kategoryzowania obywateli na lepszych i gorszych. Hasło to cechuje się zatem spójnością, orientacją na zmianę sytuacji, która przez co najmniej połowę Polaków odczuwana jest jako dotkliwa (słaby prezydent – podzielona Polska) i wyraża pewien pożądany przez wielu stan rzeczy, rysujący się jako osiągalny cel. To hasło również zdaje się dobrze przystawać do osoby kandydata, jego zdecydowania, doświadczenia politycznego i umiejętności budowania kapitału społecznego, którym dał wyraz w swojej dotychczasowej karierze politycznej.

Szymon Hołownia natomiast przedstawia się wyborcom bardzo osobiście i emocjonalnie: nie nawiązuje do programu, nie rysuje celu, a wskazuje na sposób w który on, Szymon Hołownia, chciałby swój urząd sprawować: „Głową i sercem”. A więc utrzymując trudną równowagę pomiędzy wymogami rozumu i potrzebami emocjonalnymi lub – patrząc pod innym kątem – pomiędzy analizą intelektualną a opcją na rzecz potrzebujących, tych, których zbyt często z punktu widzenia technokratycznego traktuje się jako ludzi „zbędnych”, bo nieprzynoszących zbiorowości wymiernych pożytków: „przybyszów, sieroty i wdowy” jak oznajmia Pismo. I to hasło zdaje się odpowiednie dla kandydata, który jest autorem wielu poczytnych książek oraz inteligentnych komentarzy na tematy polityczne i społeczno-religijne, a zarazem twórcą fundacji charytatywnych. Jest też osoba niestroniącą od wielce emocjonalnych gestów w swej kampanii, jak ronienie łez nad pogwałconą przez rządzących konstytucją. Czytelny dla wielu żart językowy nawiązujący do nazwiska kandydata (hołowa – ukr.: głowa) też przydaje wdzięku temu dobremu – choć jednostronnemu hasłu.

Władysław Kosiniak-Kamysz bodaj najdłużej prowadzi swoją kampanię i to być może sprawiło, że stała się ona dosyć nudna i bezbarwna, podobnie jak hasło: „Nadzieja dla Polski”. Nie sposób wyczytać z niego żadnej cechy czy zalety tego skądinąd sympatycznego kandydata na prezydenta, którą chciałby on uwydatnić przed oczyma wyborców. Ogólnikowość tego sloganu sprawia, że mógłby się nim posłużyć każdy z kandydatów, każdy bowiem jakieś nadzieje stara się swoją osobą i programem rozbudzić. Sztab się nie popisał, to hasło nie wspiera kandydata. Nawet słowo „nadzieja”, które – jako odwołujące się do jednej z trzech cnót teologalnych – dyskretnie wskazuje na religijny światopogląd kandydata może działać przeciwskutecznie, na ogół bowiem w religijnym kontekście odnosimy nadzieję do rzeczywistości eschatologicznej, czyli do zbawienia człowieka i świata, podczas gdy nadzieje związane z wyborami prezydenckimi mają jak najbardziej doczesny, przywiązany do materii i do ziemskiego czasu charakter.

Lepsze jednak to niż hasło Krzysztofa Bosaka: „Naprzód Polsko”. Owszem, wyraża ono dynamikę, jakiej kandydat stara się dawać wyraz w swej kampanii. Naprzód! Dokąd? Nieważne, Wódz wskaże kierunek. Tym, co się narzuca, jest nawiązanie do sprawdzonych wzorów, które wydają się temu kandydatowi bliskie. To hasło jest niemal kalką okrzyku bojowego frankistowskiego faszyzmu, czyli hiszpańskiej Falangi – „Arriba España” . Można też doszukać się w nim pokrewieństwa z tytułem jednego z hymnów komunistycznych międzynarodówek – „Avanti popolo”.

Krótko mówiąc, skojarzenia są i czarne, i czerwone, a na pewno rewolucyjne i autorytarne. Należy docenić szczerość, z jaką kandydat Bosak przestrzega nietotalitarnie i nierewolucyjnie usposobionych wyborców przed swoją kandydaturą.

I wreszcie zamykający tę stawkę Robert Biedroń, który głosi nam: „Nic o was bez was”. To hasło odwołuje się do znacznie szlachetniejszej tradycji, z której słusznie jesteśmy dumni, czyli do ustawy Nihil Novi z 1505 r., fundamentu demokracji szlacheckiej – ale też przewagi tego stanu i późniejszych ustrojowych wynaturzeń. Robert Biedroń obiecuje nam swym hasłem demokratyzację, realizowanie wyartykułowanych oczekiwań „Polek i Polaków”, w które, jak zapewnia, wsłuchuje się nieustannie i na ich podstawie buduje swój program wyborczy. To dobrze, ale chciałoby się także, żeby kandydat na przywódcę miał własną wizję porządków w kraju i jego rozwoju, w ramach której będzie układał i hierarchizował oczekiwania elektoratu, nie popadając w populizm, nie obiecując realizacji tych żądań, których żadną miarą zaspokoić się nie da albo nie należy.

Ten krótki przegląd pokazuje, jak sadzę, że warto wczytywać się w hasła wyborcze i że mimo swej zwięzłości i polityczno-marketingowego charakteru niosą one niemały ładunek informacji o kandydatach, ich priorytetach, temperamencie oraz ideowych korzeniach. W najbliższych dwóch-trzech tygodniach dowiemy się, które z nich zrealizowało najlepiej swoją funkcję perswazyjną i mobilizującą.

25 czerwca 2020 r.


 
 

Zapisz się
do newslettera
a otrzymasz:

● 35% rabatu na dowolny numer miesięcznika
● informacja o promocjach, wydarzenich i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter