fbpx
Weronika Gogola fot. Michal Majerník
Weronika Gogola kwiecień 2024

Czy istnieje coś takiego jak Europa Środkowa?

Czy istnieje coś takiego jak Europa Środkowa? Międlę ten temat niemal etatowo, kilka razy w roku na spotkaniach z panami w średnim wieku. Bardziej interesuje mnie jednak co innego: gdzie w tym wszystkim jestem ja, polska pisarka mówiąca po słowacku z bratysławskim akcentem? 

Artykuł z numeru

Zodiakary, tarociary i gnostycy

Tekst ukazał się w wydaniu papierowym pod tytułem Widok z kuchni Luciusa.


W kuchni Luciusa pachnie tak, jakby dopiero co zdjęto garnki z pieca. Przechodzę przez kolejne pomieszczenia i mam wrażenie, że przed chwilą ktoś tu był, zaraz na pewno wróci. Kiedy z domu Luciusa przechodzę do villa urbana, wrażenie tylko się potęguje. Stoły zapełnione po brzegi czekają na debatujących. Za chwilę zrobi się gwarno. Wielka, otwarta letnia kuchnia wychodzi szerokim oknem na pejzaż, którego ostatnia, niebieska nitka to kołyszące się w oddali blokowiska mojego miasta. Tak sobie to wyobrażam. To tylko jedna z wąskich, koloryzowanych tasiemek na horyzoncie, zupełnie teraz odrealniona.

W termach woda skacze po suficie, migocze, zapach chloru i skóry, rzędy skórzanych butów stoją na półkach, brakuje tylko zmęczonych stóp, które je wyzuły. Ale złudzenie pozostaje. Jak to możliwe? 30 minut drogi od mieszkania? 30 minut drogi z komunistycznego środkowoeuropejskiego osiedla i oto jestem w prawdziwym rzymskim mieście. Carnuntum, stolicy górnej Panonii. 15 km od Bratysławy. Pieczołowicie zrekonstruowany rzymski kwartał, postawiony na planach odkopywanych tu przez lata fundamentów, prawdziwych fundamentów, dający namacalne wrażenie życia codziennego starożytnych. Cywilizacji, która miała chronić świat przed barbarzyńcami, czyli moimi przodkami. Tymi zza Dunaju. Jestem córką barbarzyńców. Ale to tylko 15 km stąd. 15 km od Bratysławy. W muzeum Carnuntinum, umieszczonym kilka kilometrów od zrekonstruowanej rzymskiej dzielnicy, spoglądam na podobiznę cesarza Hadriana. Mówię do męża: spójrz, wygląda jak ty. Śmieje się. A przecież część jego rodziny pochodzi znad Małego Dunaju, chociaż część pochodzi również z Moraw, część z Niemiec, a część z Węgier. A jednak widzę te rysy. Widzę szerokie płaty policzków i zarys nosa. Wszystko, co nad Dunajem się kotłowało, nad Dunajem przecież zostało. Może to więc być ten środek, ten punkt odniesienia?

Koniec Europy Środkowej?

Ponieważ mówię po słowacku i mieszkam w Bratysławie, z której blisko i do Wiednia, i do Pragi, i do Budapesztu, stosunkowo często zaprasza się mnie do wzięcia udziału w dyskusjach na temat: „Czym jest dzisiaj Europa Środkowo-Wschodnia? Jak rozumiemy to pojęcie?”. Czasem nawet ktoś z organizatorów takich debat stara się być nieco prowokacyjny i śmiało stawia pytanie: „Czy Europa Środkowa ma sens?”. Drążenie tych pytań na stałe zapisało się w moim grafiku. Kilka razy w roku spotykam się z innymi, z reguły mężczyznami w średnim wieku, żeby międlić ten temat na scenie. Dlaczego międlić? Bo kręcimy się w kółko, próbując nie recyklować swoich spostrzeżeń, omijać dyskusje o Bizancjum i o szlaku bursztynowym, starać się rozszerzać perspektywę o kwestię Ukrainy, lecz nasze wnioski raczej są miałkie.

Chcesz przeczytać artykuł do końca?

Zaloguj się, jeden tekst w miesiącu dostępny bezpłatnie.

Zaloguj się