70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Po czyjej jesteś stronie?

Zinn widzi historię Ameryki jako zadanie na przyszłość: ze wszystkiego należy wyciągać wnioski, każda przegrana i wygrana stanowią lekcję poglądową, materiał do odrobienia w zeszycie do ćwiczeń z walki klas.

Dzieje są zakładnikiem wyższych warstw ekonomiczno-kulturowych. To najogólniejszy wniosek, jaki można wysnuć z lektury Ludowej historii Stanów Zjednoczonych. Od roku 1492 do dziś autorstwa Howarda Zinna. To pewnie truizm, że ponadprzeciętna umiejętność posługiwania się słowem pisanym, czy szerzej: możliwość kontroli nad przekazem treści i określeniem argumentacji, nad przyjętą perspektywą i doborem głównych bohaterów opowieści, nad rozłożeniem akcentów i zastosowaniem przemilczeń zawsze była domeną elit. Kapitał kulturowy i ekonomiczny splatają się w niewidzialne, lecz bardzo silne nici, z których przędzie się los jednostek i społeczeństw. Nawet jeżeli przyjmujemy ten fakt jako oczywisty, to na tyle rzadko przychodzi nam się zderzyć z uderzająco inną perspektywą, iż nie uświadamiamy sobie skali zjawiska, głębi jego skutków i mocy determinantów, które operują w ramach naszego materialno-symbolicznego uniwersum i nisz społecznych, jakie w nim zajmujemy.

W dodatku tak mocno dziś wierzymy jako społeczeństwo w solipsystyczne mity indywidualnego sukcesu / porażki, w których konieczna przecież odpowiedzialność za własne życie okrutnie miesza się z poczuciem winy za wszelkie porażki, jakich doświadczamy w kontakcie z opartymi na prymacie pieniądza i prestiżu strukturami rzeczywistości i własną przyrodzoną niedoskonałością. W mocno umasowionym świecie chcemy uratować własną tożsamość, wierząc w skrajne indywidualistyczne strategie samospełnienia, zamiast szukać sposobów na wspólne rozwiązywanie problemów ze zdecydowanie urynkowioną rzeczywistością.

Stąd gdy za sprawą prac takich jak Zinna czytelniczka i czytelnik jasno zobaczą inną perspektywę, w ich myśleniu może pojawić się napięcie czy wręcz przejmujący poznawczy dysonans: wszak historia ludowa to wyraźnie i wyraziście przedstawiona opozycja wobec historii elit, względem dziejów warstw, które na ogół wygrywają walkę klas i liczne konflikty etniczne, płciowe, religijne wyznaczające podział na wyżyny i niziny społeczne.

Nie sposób nie zanucić starego amerykańskiego lewicowego songu, napisanego w latach 30. XX w. przez Florence Reece, żonę Sama Reece, organizatora górniczych strajków w United Mine Wokers: „Which Side Are You On?”. Po której jesteś stronie? Po czyjej jesteś stronie? W tym sensie książka Zinna nie jest pracą historyczną, ale zarówno moralitetem, jak i instrumentem walki klas, użytecznym narzędziem oddanym w ręce tych, którzy wciąż jednak częściej przegrywają. To dlatego bohaterami lektury są rdzenni Amerykanie, kobiety, czarni, robotnicy, imigranci, zbędni i biedni ludzie.

Przy okazji: tu i teraz nie zawsze uświadamiamy sobie jasno złożoność relacji między kwestiami klasowymi, ekonomicznymi a rasowymi i płciowymi. Ostrym piórem wyłuszczał te zagadnienia Martin Luther King w wydanym również po polsku w czasach PRL zbiorze Dlaczego nie możemy czekać. Zdania, które tam zapisał, znakomicie komponują się z opowieścią Zinna. Zamordowany pastor jest jednym z bohaterów Ludowej historii…, stąd pozwolę sobie go zacytować: „W 1963 roku było dwa i pół raza więcej bezrobotnych Murzynów niż białych, a ich przeciętny dochód wynosił połowę dochodu białego człowieka. Amerykanie dobrej woli nigdy nie kojarzyli fanatyzmu z wyzyskiem ekonomicznym. Potępiali uprzedzenia, lecz tolerowali lub ignorowali niesprawiedliwość gospodarczą. Ale Murzyn wie, że obie te plagi pozostają ze sobą w ścisłym związku. Wie, ponieważ pracował w sklepach, gdzie zatrudniano go wyłącznie dlatego, że płacono mu poniżej minimum życiowego. Wie, że to nie wskutek przypadku geograficznego płace na Południu są znacznie niższe niż na Północy. Wie, że rosnąca ostatnio liczba kobiet pracujących nie jest niczym nadzwyczajnym dla Murzynów. Przeciętna Murzynka zawsze musiała pracować, by pomóc nakarmić i ubrać swoją rodzinę”. Dalej czytamy słowa, które znakomicie oddają sens ludowej opowieści, wszelkie wołanie o sprawiedliwość społeczną – niezależnie, czy scenerią są Stany Zjednoczone lat 60. XX w. czy Stocznia Gdańska w 1980 r., czy ulice Francji i Hiszpanii wypełnione przez Oburzonych: „równość oznacza godność, a godność wymaga zabezpieczenia pracy i płacy wystarczającej na cały tydzień”.

 

Przekroczenie masy krytycznej

Zmarły kilka lat temu Howard Zinn był robotnikiem stoczniowym, oficerem w wojsku, historykiem, działaczem społecznym, autorem sztuk teatralnych. Przez lata angażował się w ruch na rzecz praw obywatelskich. We wstępie do Ludowej historii… Artur Domosławski przypomina, że na początku kariery naukowej, latem 1956 r., Zinn zdecydował się kierować pracami wydziału historii i nauk społecznych Spelman College na przedmieściach Atlanty, w czarnoskórej dzielnicy. W tamtej epoce biały wykładowca rzadko wiązał karierę akademicką z uczelnią dla czarnoskórych na Południu. Brak rasowych przesądów to jedno, drugie – młody żonaty naukowiec z dwojgiem dzieci nie miał wówczas szans na lepszą posadę w rodzinnym Nowym Jorku. Zinn wiedział, po czyjej stronie się zaangażować. I to uczynił. Za to też zapłacił: był inicjatorem i uczestnikiem licznych antyrasistowskich akcji protestacyjnych, skierowanych nie tylko przeciw lokalnym grupom white power, ale również przeciwko zachowawczej i programowo dyskryminacyjnej polityce państwa, aż po kilku latach rektor uczelni wbrew prawu pozbył się niewygodnego wykładowcy. Wyrzucony naukowiec musiał się z tym pogodzić, bo nie miał pieniędzy na proces – co samo w sobie jest dobrą lekcją przysposobienia do życia w świecie, w którym prawo, instytucje i kapitał wzajemnie się warunkują.

Autor Ludowej historii… zrozumiał w ciągu siedmiu lat pracy w Spelman College, że rewolucyjna walka to małe zmiany na lepsze, z pozoru nieistotne, lecz powtarzane z uporem poczynania, wiele drobnych nakładających się na siebie interakcji, akty odwagi ze strony ludzi, którzy są nikim dla możnych tego świata (Róża Parks! Róża Parks!). To wszystko z czasem przeradza się w stałą presję wywieraną na zakłamane i opresyjne instytucje. Historia ludowa postrzegana jako możliwość rewolucyjnej zmiany to dzieje przekroczenia masy krytycznej. Zdecydowanie w ciągu całej snutej opowieści Zinn jest moralistą, co niejednokrotnie mu zarzucano. To właściwie nie akademicka historia, to historiozofia. Wybrzmiewa frazami, które w Polsce nie budzą najlepszych skojarzeń (choć już czas pozbyć się uprzedzeń sprzed kilku dekad): „wyklęty powstań ludu ziemi”. Wczytajmy się w słowa autora, w to, jak widzi skandal dziejów: „przeszłość niesie ze sobą koszmary: przemoc, wojnę, uprzedzenia wobec wszelkiej inności, bulwersującą monopolizację bogactw dobrej Ziemi przez nielicznych, władzę polityczną w rękach kłamców i morderców, więzienia zamiast szkół, zatrucie prasy i całej kultury przez pieniądz”.

Alternatywny opis rzeczywistości historycznej jest w tym kluczu formą uprawiania polityki.

Zinn nie kryje, że jego książka ma sprzyjać wzrostowi uświadomienia wśród odbiorców, ma ich zachęcać do zaangażowania obywatelskiego: „pragnąłem uświadomić czytelnikom istnienie konfliktów klasowych, niesprawiedliwości rasowej, dyskryminacji płciowej i narodowej arogancji”. Jego drobiazgowe opisy świata przegranych – podobnie jak w przypadku pastora Kinga (wyżej już padła wzmianka, że MLK jest bohaterem tej książki) – pokazują wielowymiarowość doświadczanej opresji.

W jednym z rozdziałów historyk opisuje realia pracy kobiet w Ameryce lat 60. XX w.: „sekretarki, recepcjonistki, maszynistki, sprzedawczynie, pielęgniarki, czyli wszystkie pracujące w typowych »zawodach kobiecych«, doświadczały tej samej szerokiej gamy niesprawiedliwości, które były udziałem mężczyzn na niskich stanowiskach. Oprócz tego musiały znosić jednak jeszcze odrębny zestaw upokorzeń wynikających z faktu bycia kobietami, do którego zalicza się np. kpiny z kobiecej umysłowości, obleśne żarty, agresja, »niewidzialność « (z wyjątkiem postrzegania ich w kategoriach obiektów seksualnych) oraz bezwzględne żądania większej wydajności pracy”.

I w tej materii wyzysk sprzęga się z praxis rasizmu i patriarchatu. Patricia Robson w broszurze Uboga czarna kobieta zapisała następujące – zacytowane przez Zinna – zdania: „kobieta uświadamia sobie, że jej dzieci będą wykorzystywane tak samo, jak przez całe dzieje świata wykorzystywane były wszystkie dzieci biedoty – w roli nędznie opłacanych najemników, walczących o to, by jakaś elita zachowała bądź zdobyła władzę. (…) Uboga czarna kobieta zaczyna kwestionować agresywną męską dominację i klasowe społeczeństwo, które ją narzuca. Zaczyna więc kwestionować kapitalizm”.

Co istotne, Zinn widzi (opisywaną przez siebie) historię Ameryki jako zadanie na przyszłość: ze wszystkiego należy wyciągać wnioski, każda przegrana i wygrana stanowią lekcję poglądową materiał do odrobienia w zeszycie do ćwiczeń z walki klas. Autor Ludowej historii… chętnie cytuje wiersze, literackie próbki kolejnych dekad i epok. A nadzieja na przyszłość płynie z każdej wygranej w przeszłości potyczki. Nie bez powodu w zakończeniu pracy przywołuje wiersz Shelleya, który powtarzały nowojorskie pracownice przemysłu tekstylnego u progu XX w.: „Powstańcie po drzemce, niezliczeni / Jako lwy niezwyciężeni! / strząśnijcie na ziemię / kajdan brzemię / jak rosę, co spadła na was we śnie / Jesteście liczni, oni zaś – nie!”. Sentymentalne? Niedzisiejsze? Przesadzone? Pomyślmy o powszechnie dziś dyskutowanych twardych danych statystycznych, ukazujących narastanie globalnych procesów rozwarstwienia, podziału na coraz bogatszych i wciąż biedniejszych.

 

Ameryka do odkrycia”

Ludowa historia Stanów Zjednoczonych jest interesująca również jako wyzwanie odnoszące się do rodzimych realiów. Czy w Polsce mogłaby powstać podobna książka? Czyje losy miałaby opowiadać? Kto miałby być jej autorem? Gdyby była to rzecz historyczna, to z całą pewnością byłaby opowieścią o dziejach Polskiej Partii Socjalistycznej, Bundu, przypomnieniem Łodzi z czasów rewolucji 1905 r., historią całego mnóstwa ruchów oraz organizacji ludowych i robotniczych, wiejskich i wielkomiejskich, których obszernym archiwum jest wciąż zbyt mało znany portal lewicowo.pl. Taka książka musiałaby też nawiązywać do takich prac jak Działaczki społeczne, feministki, obywatelki… pod redakcją Agnieszki Janiak-Jasińskiej, Katarzyny Sierakowskiej, Andrzeja Szwarca, czyli solidnej naukowej lektury opowiadającej o samoorganizowaniu się kobiet na ziemiach polskich do 1918 r. Byłaby to również rzecz o „robotnikach umysłowych” (z całą świadomością nawiązuję do heretyka lewicy Jana Wacława Machajskiego), czyli pracującej inteligencji. No i oczywiście pierwsza Solidarność…

Z całą pewnością częścią tej historii musiałaby być również opowieść Piotra Bindera, socjologa, który prowadzi badania terenowe na popegeerowskich wsiach, autora książki Młodzi a bieda. Strategia radzenia sobie w doświadczeniu młodego pokolenia wsi pokołchozowych i popegeerowskich. W wywiadzie dla portalu Nowe Peryferie naukowiec opowiadał: „Ludzie PGR-ów nie mieli wpływu ani na decyzję o ich utworzeniu, ani na ich likwidację. Alternatywy dla zatrudnienia w dużym państwowym gospodarstwie były mikre, dlatego musieli być mobilni. Ludzie, z którymi rozmawiałem, należeli w swoich miejscowościach do pionierów zarobkowych wyjazdów zagranicznych. Ich postawa i determinacja naprawdę robią wrażenie. Te osoby nie miały kompetencji kulturowych, nie znały języków i posiadały małą wiedzę na temat rzeczywistości społecznej poza miejscem ich zamieszkania. To były ogromne dramaty, szczególnie młodych matek, które zostawiały w Polsce małe dzieci. Codzienny świat ich dzieci i rodzin trzeba było zorganizować na nowo z pomocą ojców, ciotek i babć. Matki pakowały się i wyjeżdżały do krajów, których nie znały”.

Tak, to jest nasza rodzima historia ludowa, wciąż, niestety, za mało znana, nadal solidnie ukryta za potransformacyjną historią opowiadaną przez elity. Dlatego Zinn to za mało, to zaledwie cudza lekcja, owszem, cenna – ale my musimy odrobić własną. Na ten problem zwraca uwagę również Domosławski za pomocą ładnej gry słów: „ludowa historia Polski to wciąż Ameryka do odkrycia. Polska historia i polska historiografia czekają na swojego Zinna”.

Przeszłość nie jest ziemią jałową, czy ściślej: dzieje nie powinny leżeć odłogiem. Lektura Zinna może pomóc przywrócić – wciąż dość wątłe – suwerenne myślenie historyczne polskiej lewicy. Być może amerykański badacz ma w sobie zbyt wiele ze skłonnego do uproszczeń historiozofa. Ale z pewnością erudycja i żarliwość jego pisania, kunszt, z jakim ożywia historię ludu, czyni jego książkę nieodzowną, gdy przychodzi choćby spróbować odpowiedzieć sobie uczciwie na pytanie: po czyjej jesteś stronie?

_

Howard Zinn

Ludowa historia Stanów Zjednoczonych. Od roku 1492 do dziś

tłum. Andrzej Wojtasik,

Wydawnictwo Krytyki Politycznej, Warszawa 2016, s. 912

 
 

Dołącz do nas!

Prenumeratorzy zyskują więcej.

Zobacz ofertę!

Prenumerata