Kadr z serialu Bridgertonowie fot. Liam Daniel/Netflix
z Evą Illouz rozmawia Marek Maraszek styczeń 2022

Miłość wymaga emancypacji

Kiedy ludzie głoszą, że tradycyjna rodzina to ta, która szanuje kobiety, powinniśmy im z całą mocą przypomnieć, że nie jest to cała prawda. Częścią tradycji jest też toksyczna męskość, która kobiety poniża i upokarza.

Artykuł z numeru

Osiem lekcji na numer 800.

Czytaj także

z Rezą Aslanem rozmawia Michał Jędrzejek

Kopanie duchowej studni

z Evą Illouz rozmawia Mateusz Burzyk

Feminizm nie tylko dla kobiet

W marcu 2020 r. aplikacja randkowa Tinder zanotowała rekordową aktywność użytkowników, którzy wykonali 3 mld swipe’ów (wyborów innych profili na „tak” lub „nie”). Z powodu wprowadzanego w wielu krajach lockdownu internet stał się właściwie jedyną możliwością poszukiwania miłości, a potrzeby emocjonalne musiały być realizowane w świecie wirtualnym. Czy postrzega Pani wydarzenia ostatniego roku jako rewolucję w międzyludzkich relacjach, a może jako tylko przyśpieszenie i tak nieuniknionych zmian?

Jest zbyt wcześnie, by to jednoznacznie stwierdzić. Rewolucja zakłada jednak, że dokonuje się coś zupełnie nowego, a nie wydaje mi się, żeby tak było.

Tinder funkcjonuje od 2012 r., więc samo medium i związane z nim praktyki nie były żadnym odkryciem czasów pandemii. Zmiany, jakie wprowadziły portale randkowe, opisałam już w 2004 r. w książce Uczucia w dobie kapitalizmu. Niektóre z tych analiz są nadal aktualne, choć sam Tinder stanowił nowinkę w tym względzie, że nie próbował już naśladować realnego świata spotkań, ale stworzył, tak to ujmijmy, własną gramatykę: reagujesz na zdjęcie, przesuwanie palcem umożliwia przejrzenie dużej liczby profili, sama obfitość potencjalnych partnerów zmienia nasz aparat poznawczy i emocjonalny. Może to zatem pójść w dwie strony: będziemy nadal łączyć świat realny i online albo przejdziemy do rzeczywistości zupełnie wirtualnych związków. Jednak wirtualna seksualność, póki co, pozostaje podrzędna względem realnej.

Zamknięcie restauracji, kin czy kawiarni wyrugowało „konsumpcyjny” aspekt randkowania. Może pandemia – paradoksalnie – pogłębiła emocjonalnie relacje?

Pandemia uświadomiła nam, jak bardzo jesteśmy uzależnieni od przestrzeni rekreacyjnej, zarówno jeśli chodzi o randki, jak też życie towarzyskie w ogóle. Stało się jasne, że kawiarnie, restauracje i kina nie są jedynie miejscami konsumpcji, lecz prawdziwymi centrami spotkań. Pytanie więc brzmi: czy nasza towarzyskość jest głębsza, gdy odbywa się wirtualnie?

Przede wszystkim internet, sam w sobie, jest ogromną areną konsumpcji i przestrzenią wielu ekonomicznych transakcji, choć akt zakupu przebiega tam w tle innych naszych aktywności. Nie powiedziałabym przeto, że nastąpiła rewolucja, ale zakłócenie. Wcześniej istniały dwa tryby towarzyskości, konkurujące ze sobą, przy czym towarzyskość „twarzą w twarz” pozostawała silniejsza niż ta online. Pandemia zmusiła nas do pozostania w tej drugiej formie kontaktu. Zobaczyliśmy, jak może wyglądać nowy, tylko wirtualny świat. Nie uważam, by relacje w nim rozwijane były w jakikolwiek sposób głębsze. Ciało odgrywa bowiem fundamentalną rolę w procesie tworzenia więzi.

Czy emancypacja zagraża kulturze miłości? Zadaję to pytanie w kontekście głośnego listu stu kobiet, m.in. Catherine Deneuve, do „Le Monde”. Oskarżały one ruch #MeToo o totalitarne zapędy i doprowadzenie do sytuacji, w której flirt czy uwodzenie stają się po prostu niemożliwe.

Według mnie emancypacja czyni miłość bardziej możliwą. List, o którym mowa, napisały kobiety z innego pokolenia, należące do wyższych sfer społecznych. Catherine Deneuve mogła naprawdę powiedzieć „nie” każdemu, komu chciała, bez obawy o swoje utrzymanie.

Nawiasem mówiąc, Deneuve nazywa siebie feministką i ja jej wierzę, uważam, że nią jest. Zarazem jest kobietą epoki, w jakiej postulaty feminizmu dotyczyły statusu prawnego i zawodowego, a seksualność postrzegano jako obszar, w którym kobiety powinny radzić sobie same. Autorki przywołanego listu chciały podkreślić, że mogą same rozwiązywać swoje problemy. Oczywiście Deneuve jest w błędzie, ponieważ niepożądane interakcje o charakterze seksualnym dzieją się też w miejscu pracy i kobieta znajduje się wtedy w sytuacji, w której negatywna reakcja na zaloty mężczyzny może sprawić, że np. straci ona stanowisko. Myślę więc, że ten list został napisany przez inne pokolenie. Nie uważam, żeby to były straszne, okropne kobiety, które próbują zatrzymać dążenie do równouprawnienia. Uważam, że one po prostu nie rozumieją nowych osiągnięć feminizmu, w tym odkrycia, że seksualność jest jedną ze sfer, w której mężczyźni do dziś sprawują kontrolę.

Czy emancypacja i miłość są sprzeczne? Proszę zauważyć, że Catherine Deneuve nie mówi o miłości, lecz o uwodzeniu. Jej wypowiedzi dotyczą więc pewnej powierzchownej interakcji, poprzez którą ludzie się poznają, a która została bardzo zmieniona przez kulturę feministyczną.

Jak zatem kilkadziesiąt lat feminizmu zmieniło naszą kulturę życia towarzyskiego i sposób wyznawania miłości?

Myślę, że znaczna część ruchu feministycznego postrzegała miłość, jaką znamy, jako zepsutą od środka poprzez nierówność. Projekt feministyczny wysuwa dwa wielkie twierdzenia. Pierwszym z nich jest to, że miłość była dotąd pojmowana w kategoriach nierówności: mężczyźni głoszą, że chronią kobiety, kobiety zaś świadczą usługi seksualne i domowe. Dla feministek to relacja o feudalnym charakterze. Pan daje ochronę, zabezpieczenie pieniężne i bezpieczeństwo fizyczne, a kobieta alienuje własne ciało w celu reprodukcji i oddawania swojej seksualności. Shulamith Firestone opisała nawet miłość jako „sedno ucisku kobiet”, ponieważ zwyczajowy schemat romantyczny wymaga od kobiet zaakceptowania bycia poddaną. Drugim twierdzeniem czy postulatem projektu feministycznego jest natomiast to, że chce całkowicie przekształcić tę relację i powiedzieć, iż o mężczyznach i kobietach należy myśleć jako o dwóch istotach ludzkich wchodzących ze sobą w interakcję. Feminizm głosi, że możemy się kochać i mieć związki seksualne poza sztywnymi, genderowymi ramami, a system miłości opierał się dotąd na takim podziale. Tymczasem powinniśmy starać się kochać siebie nawzajem po prostu jako dwoje ludzi.

Powiedziałabym, że rewolucja feministyczna łączy się z rewolucją queer w tym sensie, że nie potrzebujemy już sztywnych ram mówiących, jakie są przypisane dla każdej płci role. Nie sądzę więc, żeby nierówność była wbudowana w miłość. Wręcz przeciwnie, nierówności utrudniają lub wręcz uniemożliwiają miłość. Nierówność sama w sobie jest jednym z głównych źródeł trudności w osiągnięciu prawdziwej miłości.

Największym przebojem 2020 r. – a także do niedawna najczęściej oglądanym serialem Netfliksa w ogóle – byli Bridgertonowie, a więc ekranizacja harlequina swobodnie osadzonego w realiach początku XIX w. W opowiedzianej tam historii można rozpoznać elementy, które wpłynęły parę lat wcześniej na sukces Pięćdziesięciu twarzy Greya: relację o silnym podłożu erotycznym z emocjonalnie niedostępnym mężczyzną, która ostatecznie prowadzi jednak do konserwatywnego finału w postaci zgodnego małżeństwa i dzieci. Dlaczego tak ogromną kulturową popularnością cieszą się fantazje silnie osadzone w patriarchacie?

Cóż, myślę, że musimy przedyskutować naturę fantazji. W Pięćdziesięciu twarzach Greya nie mamy do czynienia z fantazją o patriarchacie, lecz o równości wzbogaconej o seksualną dominację, która nie jest opresyjna, ale służy przyjemności. Proszę zauważyć, że główna bohaterka Anastasia stara się potwierdzić, z powodzeniem, swoją równość wobec Christiana, mimo że jest on fantastycznie bogaty i potężny. Upiera się więc np., by nie pomagał jej w pracy. Kiedy ktoś ją zaczepia na parkiecie, to ona policzkuje natręta, a nie Christian.

Fantazja polega tu więc na tym, że w zwykłym, wielkomiejskim życiu można być równym, za to w łóżku można zrealizować swoją fantazję o męskiej dominacji.

I taki jest zwykle cel fantazji – umożliwić życie godzące ze sobą stany nie do pogodzenia.

Dlaczego zatem fantazja o dominacji wciąż się pojawia w naszej kulturze?

Zasadniczo dominacja oznacza dwie rzeczy: ochronę i klarowność. Dominacja mężczyzn, tak jak w reżimach feudalnych, wiązała się z obietnicą pana, że będzie chronił wasala. Kobieta dba o dom, a mężczyzna o bezpieczeństwo materialne. Jest to też świat prosty i przejrzysty. Z kolei wolność jest bardzo złożona – wiedzieć, czego się chce, samookreślenie czy samostanowienie to skomplikowane kwestie.

Najpiękniejszy polski magazyn intelektualny

Ciesz się z darmowej dostawy
i dostępu do e-wydań

Prenumeruj znak

W Pięćdziesięciu twarzach Greya pojawia się wartość dodana, ponieważ Christian jest zarówno dominujący, jak i niezwykle świadomy seksualnie. Zazwyczaj mężczyźni nie wiedzieli zbyt wiele o seksualności, szczególnie tej kobiecej, tak więc dominacja przedstawiona w powieści pozostaje całkowicie nierealistyczna lub przynajmniej zgodna z feministyczną fantazją, jeśli zaistniała po to, by zaspokoić potrzeby bohaterki. To nie tradycyjna XIX-wieczna para, która kocha się w pozycji misjonarskiej i po 10 minutach jest po wszystkim. Mówimy o czymś jakościowo innym, co pojawiło się po rewolucji seksualnej lat 60. XX w. Jest to więc w istocie seksualność, która została głęboko przekształcona przez feminizm, to seksualność kobiety, która szuka przyjemności, i mężczyzny, który chce jej tę przyjemność dać. Tym różni się od tradycyjnego schematu, gdzie potrzeby kobiety nie były ważne.

Niemniej jednak trylogia o Christianie Greyu kończy się bardzo konwencjonalnie – małżeństwem i dziećmi. Wygląda na to, że w powieści kobieta stopniowo wychowuje mężczyznę, by osiągnąć bardzo konserwatywny cel końcowy.

Cóż, popularna literatura dla kobiet to taka, która jest satysfakcjonująca, jeżeli kończy się małżeństwem. A gatunek ten bardzo przypomina literaturę gotycką, tak więc w popularnych romansach mężczyźni są trudni, nawet przerażający, jednak kobieta nie poddaje się i dzięki inteligencji oraz dobremu charakterowi udaje jej się odkryć dla samej siebie i czytelników, że mężczyzna, który wydawał się zły, jest w rzeczywistości dobrym obrońcą i ostatecznie ją poślubia. W tej formule narracyjnej tkwi zatem głęboka fantazja polegająca na tym, że źli mężczyźni, którzy cię ranią, w głębi serca są inni i tak naprawdę chcą cię chronić, a nawet się z tobą ożenią.

Dlaczego idea małżeństwa jest wciąż bardzo istotna?

Małżeństwo jest nadal dla wielu kobiet najważniejszym sposobem na awans w hierarchii społecznej, na zostanie matką, czyli objęcie kluczowej roli, poprzez którą kobiety często definiują siebie. Ponadto małżeństwo jest dla kobiet sposobem na ochronę przed drapieżnością innych mężczyzn.

Małżeństwo i rodzina stanowią fundament większości społeczeństw, w ich obrębie przekazuje się własność, pojawiają się dzieci, powstają sieci wzajemnej pomocy. Małżeństwo przeto nadal pozostaje głównym sposobem, poprzez który reprodukuje się społeczeństwo. Tyle tylko że zasoby kulturowe, dzięki którym małżeństwo może zaistnieć, uległy głębokiej zmianie.

— pełna wersja tekstu dostępna jest w drukowanych i elektronicznych wydaniach Miesięcznika Znak

Kup numer