(fot. Christian Lue / Unsplash)
Marek Maraszek wrzesień 2021

Kierunek: Wschód

Bardziej niż realną przestrzenią geograficzną Wschód staje się dla filozofów oświeceniowych „laboratorium myślowym”, w którym współczesny badacz odnajdzie więcej fantazmatu niż geografii.

Artykuł z numeru

Planeta Śląsk

Czytaj także

Stephen Holmes, Iwan Krastew

Naśladowanie i bunt. Co się dzieje z Europą Wschodnią?

Klucz do obszernej, bo ponad 600-stronicowej, pracy Larry’ego Wolffa kryje się w prowokującym tytule, który mówi o „wynalezieniu” (inventing) Europy Wschodniej zamiast jej „odkryciu” (discovering). To gest przeczący podstawowym intuicjom: obszary geograficzne zdają się przecież przedmiotem odkrywania, gdy to, co istniało, ale pozostawało nieznane, zostaje rozpoznane i nazwane. Wynalazki za to nie istnieją dopóty, dopóki nie dokona się ich skonstruowania. Jak jednak konsekwentnie przekonuje Wolff, powszechne dziś pojęcie Europy Wschodniej zostało wynalezione, a jego twórców odnajduje nie w XX-wiecznych teoretykach polityki, ale w filozofach Oświecenia. W XVIII w. Wschód Europy staje się bowiem przedmiotem specyficznej dziedziny, „geografii filozoficznej” (określenie zapożyczone od Johna Ledyarda), a więc takiego rodzaju syntezy, w której rzeczywistą geografię podporządkowuje się wyznawanym wartościom. W jej ramach myśliciele podejmują się zadania mapowania cywilizacji, czyli rozstrzygania, gdzie kulturalny człowiek odnajdzie jej „więcej”, a gdzie „mniej”. W zgodzie z tak ustalonym kryterium francuscy philosophes dokonują przeorientowania Europy: dotychczasowy podział Północ–Południe przekierowuje się na oś Zachód–Wschód, dzieląc kontynent na nowe połowy, jedną ucywilizowaną, a drugą – cywilizującą się.

Wolff z ogromną wprawą rozpoznaje i opisuje zjawiska, które składają się na wynalezienie Europy Wschodniej. Inicjujący charakter ma tu proces „wchodzenia” opowiedziany przez autora oczami zachodnich podróżników przemierzających ziemie za granicą „właściwej” Europy, czyli obszary rozciągające się między miastami-symbolami: Petersburgiem a Konstantynopolem. Nieposiadające jeszcze właściwego określenia, tereny te stają się krainą przygody, przestrzenią niezwykłą, światem, który aspiruje do bycia cywilizacją, jednak znajduje się dopiero w drodze do jej osiągnięcia. Pałace sąsiadują z biednymi chałupami, drogi prowadzą głównie przez pustkowia i bagniska, żyzne ziemie pozostają niezagospodarowane, sytuacja chłopów przypomina status niewolników. W tak rozpoznawanej dzikości zarówno przyrody, jak i ludzi podróżujący znajdują przede wszystkim potwierdzenie własnej kulturowej wyższości. Konstruowanie Wschodu koncentruje się na obserwacji jej przechodniego charakteru między Europą a reprezentującą barbarzyństwo Azją. Na kolejno odwiedzane obszary, wśród których można wymienić m.in. ziemie polskie, ukraińskie, węgierskie czy rosyjskie, podróżnicy narzucają siatkę własnych oczekiwań, domysłów i uprzedzeń. Jednocześnie syntetyzują faktyczne lub wyobrażone cechy łączące obserwowane narody i dokonują wspólnej charakterystyki, tworząc tym samym ostatecznie zaczyn pod unifikujące pojęcie Wschodu.

Spośród wielu relacji Wolff przytacza np. historię barona François de Totta wysłanego z misją militarną do Konstantynopola. Po przekroczeniu granicy osmańskiej w podróży towarzyszy mu przewodnik imieniem Ali-Aga, odpowiedzialny m.in. za prowiant i zakwaterowanie. Baron szybko odkrywa, że jego wygody odbywają się kosztem mołdawskich chłopów zmuszonych do podejmowania gości bez otrzymania żadnej zapłaty; co więcej, są przymuszani do posłuszeństwa batem. Zatroskany tym Tott decyduje się na zakład ze swoim przewodnikiem – w następnej wiosce chce zaoferować pieniądze gospodarzom i tak zyskać sobie ich przychylność. Plan nie zostaje zrealizowany, za to ostatecznie triumfuje Ali-Aga, który znów ucieka się do przemocy. Tott konstatuje: „Po tym przykładzie jak tu nie przyznać, że jego recepta była warta więcej od mojej, jak się nie wyleczyć z mojego upartego człowieczeństwa?”. Poprzez spontaniczny eksperyment baron odkrywa, że na Wschodzie trzeba zawiesić oświeceniowy optymizm i znaleźć inną cywilizacyjną miarę człowieczeństwa. Przytaczana przez Wolffa relacja jest o tyle znacząca, że prezentuje kluczowy moment przejścia w konstruowaniu Wschodu. Z podróżniczego rozpoznania pośredniego, „niedocywilizowanego” charakteru tego obszaru trzeba przejść do pomysłów jego ucywilizowania, w tym do propozycji przemian ustrojowych. Myśliciele Oświecenia dokonują więc opracowywania Wschodu już jako właściwego filozoficznego tematu. Jak przekonuje autor Wynalezienia Europy Wschodniej, nie chodzi tu jednak o refleksje poparte rzeczywistym doświadczeniem wschodnioeuropejskości; choć Wolter nigdy nie przyjechał do Rosji, jako człowiek Zachodu czuł się wystarczająco uprawniony, by doradzać carycy Katarzynie. Bardziej niż realną przestrzenią geograficzną Wschód staje się dla filozofów „laboratorium myślowym”, w którym współczesny badacz odnajdzie więcej fantazmatu niż geografii.

Podziw wzbudza obszerność materiału, którym operuje Wolff, obejmującego m.in. prywatną korespondencję, ówczesne mapy, dzienniki podróżnicze. Nie można mieć wątpliwości, że Wynalezienie Europy Wschodniej to praca, która swoim ambitnie wyznaczonym celem i rozmachem jego realizacji wpisuje się w najlepsze tradycje dyscypliny, jaką jest historia intelektualna. Zarazem to pozycja, którą czyta się jak znakomicie poprowadzone śledztwo. Niemniej żywość wywodu połączona z błyskotliwością skojarzeń ma również swoją cenę. Wolff tak swobodnie lawiruje między kolejnymi dokumentami epoki – a co za tym idzie, dekadami – że wyraźnie zaburza tym porządek przyczyn i skutków. Utrudnia tym samym odbiorcy rozpoznanie właściwej kolejności procesu, który doprowadził do stworzenia nowej mapy myślowej Europy. Nie poświęca też zagadnieniu przedoświeceniowego podziału kontynentu na Północ i Południe tyle miejsca, by czytelnik mógł w pełni zrozumieć, dlaczego filozoficzna reorientacja stała się konieczna.

Najpiękniejszy polski magazyn intelektualny

Ciesz się z darmowej dostawy
i dostępu do e-wydań

Prenumeruj znak

Opublikowana po raz pierwszy w 1994 r. praca Wolffa dociera do polskiego czytelnika z dużym opóźnieniem, ale czasowy dystans pozwala spojrzeć na nią w jeszcze bogatszym kontekście. Pierwszym czytelnikom Wynalezienia Europy Wschodniej niewątpliwie mogła nasunąć się na myśl paralela między oświeceniowym paternalizmem filozofów a, do pewnego stopnia, wyższościowym stosunkiem Zachodu do państw byłego bloku wschodniego. Upadek komunizmu miał przecież oznaczać nic innego jak wznowienie procesu doganiania zachodniego poziomu cywilizacyjnego przez „zacofanych” wschodnich Europejczyków. Obecnie, gdy książka Wolffa trafia do polskiego czytelnika, światopoglądowy krajobraz Europy ulega kolejnemu przeobrażeniu. Jak wskazują m.in. Stephen Holmes i Iwan Krastew w eseju Naśladowanie i bunt. Co się dzieje z Europą Wschodnią? („Znak”, nr 778, 3/2020), narracja o prymacie liberalnego Zachodu doprowadziła do antyliberalnego zwrotu Europy Środkowej, a w konsekwencji do wyrażanego przez Polskę czy Węgry przekonania, że to właśnie one, a nie państwa zachodnie, stanowią w tej chwili trzon prawdziwie europejskiej tożsamości. Dalekie od zakończenia są więc ideologiczne zapasy o to, kto kogo aktualnie cywilizuje i kto komu dyktuje współczesne miary.


Larry Wolff

Wynalezienie Europy Wschodniej. Mapa cywilizacji w dobie Oświecenia

tłum. Tomasz Bieruń, Międzynarodowe Centrum Kultury, Kraków 2020, s. 648

Kup numer