Jeśli zaczniecie rozmawiać ze znajomymi o portalach randkowych, szybko zamiga nad waszymi głowami neon: „Piekło to inni”. Zewsząd słychać, że apki stały się taśmą supermarketu z tanimi ludźmi, którzy chcą relacji łatwych i oszczędnych, o krótkim terminie przydatności. Facebookowe strony obnażające skrinszoty najbardziej żenujących randkowych interakcji mogłyby się nazywać: „Krótkie rozmowy z paskudnymi ludźmi”. Teoretycznie szukamy w internecie drugiej połówki jabłka, ale trwa to tak długo, że połówki, które mają się ze sobą zetknąć, są już poobijane i nadpsute. A przecież miały być idealne! Czy na Tinderze można znaleźć męża? Pewnie można, ale najczęściej jest to mąż koleżanki.
Krążą teorie, że mityczne, podstępne algorytmy, które mają nam pomóc w znalezieniu towarzysza życia, tak naprawdę chcą nas wmanewrować we frustracje wiecznego niespełnienia. Żeby trzymać nas w napięciu nieskończonego przesuwania w lewo i w prawo, podsuwają nam osoby niekompatybilne. Raz na jakiś czas pojawia się przynęta w postaci profilu człowieka idealnego, ale najczęściej jest to bot albo scamer, który próbuje nas przekonać do inwestycji w kryptowaluty albo wyłudzić zdjęcie karty kredytowej lub też stóp. A gdy po drugiej stronie wreszcie napotkamy człowieka, to często okazuje się, że prowadzenie rozmowy jest dla wielu umiejętnością akrobatyczną, równie przyjemną jak płukanie ust Kretem.
W czasach wielkiej samotności i indywidualizmu potrzeba dużo dobrej woli, żeby znaleźć wspólny język i zsynchronizować narracje, czym jest dla nas szczęście. Od czasów #metoo i strajku kobiet, gdy polaryzacja między płciami wzrosła, apki jeszcze bardziej niż kiedyś stały się katalizatorami napięć i frustracji. Niższym kręgiem piekielnym marnych interakcji, w którym coraz trudniej się porozumieć, a coraz łatwiej stać się ofiarą nadużycia, przekroczenia czy przemocy. Teoretycznie każda relacja zaczyna się od rozmowy i szukania wspólnych płaszczyzn – w praktyce często drugi człowiek staje się workiem treningowym, na którym można wyładować gniew, pokazać swoją wyższość albo bezkarnie i bezwzględnie oceniać. Gruba, ale za to stara. Brzydki, ale za to biedny. Ci, którzy marzą, żeby znaleźć piękną miłość z Instagrama, trafiają raczej do uniwersum: uwaga, jedzie śmieciarka relacji z jednorazowymi ludźmi. Antyrelacji.
System tworzy sprzyjające warunki, żeby być obojętnym, niemiłym albo nawet bezdusznym, bo promuje impulsywność i brak odpowiedzialności za drugiego człowieka. Śmiga nam przed oczami obrazek przedstawiający skrótowo mniej lub bardziej udaną narrację o kimś wirtualnym, a przecież wiemy, że przed nami niekończąca się kawalkada innych obrazów, innych propozycji, innych obietnic i fantazji. Automatyzm przeciągania palcem i oceniania profili w ciągu sekundy – tak lub nie – sprawia, że łatwo jest nam zapomnieć, że tam, po drugiej stronie, jest przecież człowiek, ze swoimi marzeniami, niedoskonałościami, nadziejami i bólem.

