Dane CBOS-u pokazują, że wśród Polaków przed 30. rokiem życia 44% jest singlami, a kolejne 21% jest w parze z osobą, z którą nie mieszka. Zapytam przewrotnie: dlaczego już nie chcemy być w związkach?
Coraz większa liczba singli i singielek w Polsce wcale nie świadczy o tym, że nie chcemy już tworzyć związków. Ten podstawowy błąd atrybucji – przekonanie, że skoro osób żyjących w pojedynkę jest coraz więcej, to znaczy, że nie chcą już żyć w parze – popełniają prawie wszyscy, którzy przyglądają się zjawisku singlowania. Przyczyn upatrują w samych singlach i singielkach, ich określonych negatywnych cechach lub nastawieniu na wygodne życie samemu.
Patrzy Pan na to inaczej?
Owszem, istnieją pewne okoliczności społeczne, ekonomiczne czy kulturowe, które decydują o tym, że duża część osób nie jest w związkach. I mówiąc wprost – nie jest to ich wina.
Zacznijmy od ludzi, którzy są w związkach, a nie mieszkają ze sobą. To najczęściej osoby młode, np. będące obecnie na studiach, pozostające z kimś w związku, ale mieszkające albo ze swoimi rodzicami, albo na stancjach w miastach, gdzie studiują. Są wśród nich i takie osoby, które nie są w stanie wyprowadzić się z domu swoich rodziców z uwagi na okoliczności ekonomiczne – nie stać ich na wynajem pokoju czy mieszkania, a tym bardziej na zakup swojego, bo ceny nieruchomości w metropoliach takich jak Warszawa, Kraków, Wrocław czy Trójmiasto już od pewnego czasu osiągają rekordowe sumy, niemożliwe do uniesienia czasami nawet dla pary, a co dopiero dla singli.
Widziała Pani wyniki analizy jednej z dużych firm telekomunikacyjnych dotyczącej tego, ile osób wyjechało z Warszawy w okresie świąt Bożego Narodzenia? Niemal 800 tys. ludzi. Tyle funkcjonuje na zasadzie tzw. słoika – dojeżdża do pracy bądź na studia do metropolii, a podczas weekendów czy świąt wraca w rodzinne strony.
To źle?
Nie, ale takie życie, mobilne pomieszkiwanie to tu, to tam, po prostu nie sprzyja budowaniu wspólnych i trwałych gospodarstw domowych, nawet jeśli ludzie pozostają w związku.
Jak długo trzeba być bez pary, by można było mówić o singlowaniu? Czy ono ma w socjologii jasną definicję?
Z tym jest kłopot. Przyjmuje się, że z singielką czy singlem mamy do czynienia, gdy chodzi o dorosłe osoby przed 40. rokiem życia, które nie zbudowały trwałego związku, tj. nie mieszkają z partnerem we wspólnym gospodarstwie domowym. Większość socjologów zajmujących się nowymi relacjami rodzinnymi i związkami mówi dzisiaj raczej o epizodach bycia we dwoje, przeplatanych dłuższymi epizodami funkcjonowania samodzielnie.
Trudno mówić o singlowaniu jako pewnej konsekwentnej strategii życiowej, dlatego że większość tych osób, co wynika z różnych badań prowadzonych od kilkunastu lat, nie ma ochoty na pozostawanie bez pary, jednak coraz trudniej im związki stworzyć. Po osiągnięciu 40 lat ludziom przechodzą już chęci realizacji interesów reprodukcyjnych, mówiąc językiem socjologicznym, i nie ma mowy o singlowaniu.


