Małgorzata Rejmer
fot. Katarzyna Lasoń, CC BY-SA 4.0 via Wikimedia Commons
Małgorzata Rejmer wrzesień 2025

Nagość w Berlinie

Co tu zrobić z tym feminizmem, zastanawiałam się dość posępnie. Jest Berlin, to jest i wolność. Jest wolność, to jest i nagość. Ale co zrobić z ciężarem wolności, który wali się na barki i sprawia, że zaczynamy się pod nim uginać?

Artykuł z numeru

Uwolnić się od kultu produktywności

Uwolnić się od kultu produktywności

Szłam wzdłuż kanału berlińskiego Kreuzberga, rozmawiając ze znajomym o zawiłościach świata, kiedy moje spojrzenie zatrzymało się na nagości mężczyzny, kontemplującego nieopodal wody rzeki Sprewy. Zaraz omiotłam wzrokiem rodziny z dzieciakami, hipsterów i hipisów, punkowców i meneli, całą tę nieprzebraną masę ludzką, która w piątkowy wieczór wyległa do parku i właśnie zażywała świeżego powietrza obok nieodzianego mężczyzny, ani go nie strofując, ani w niczym mu nie przeszkadzając.

Kiedy na drugi dzień zobaczyłam łysego gościa na obcasach, w czerwonym przezroczystym peniuarze, który tańczył, stojąc przed klubem i machając swoim pokaźnym przyrodzeniem na wszystkie strony świata, mogłam już tylko wzruszyć ramionami: „No tak, Berlin”. Berlin z najstraszliwszych fantazji polskiej prawicy.

Dopiero gdy chwilę później zobaczyłam na ulicy kompletnie nagą olśniewającą Azjatkę, która szła przez centrum miasta zamaszystym krokiem, podczas gdy jej kompan rejestrował kamerą anatomiczne detale jej ciała, zrobiło mi się smutno. Moim pierwszym odruchem było okryć czymś tę piękną dziewczynę, dać jej kubek kakao i powiedzieć, żeby na siebie uważała.

Jej nagość była dla mnie czymś innym niż nagość mężczyzn, choć to Azjatka była jedyną postacią z tej trójki, która wiedziała, jak swoje ciało zmonetyzować.

Co tu zrobić z tym feminizmem, zastanawiałam się dość posępnie. Jest Berlin, to jest i wolność. Jest wolność, to jest i nagość. Ale co zrobić z ciężarem wolności, który wali się na barki i sprawia, że zaczynamy się pod nim uginać?

Traf chciał, że kolejnego dnia udałam się do Nationalgalerie i tam, niczym komentarz do ostatnich nagości, obejrzałam kilka feministycznych prac, liczących sobie ponad pięć dekad. Gdy tylko weszłam do jednej z sal, zobaczyłam trzech mężczyzn, wpatrujących się w telewizor z głupkowatymi uśmiechami. Oglądali wideo polskiej artystki Natalii LL Sztuka konsumpcyjna, pokazujące kobiety, które w erotyczny sposób jedzą banany, parówki i kisiel. Tuż obok znajdowały się kolaże przedstawiające nagą Ewę Partum, idącą przez ulice mrocznej, posępnej komunistycznej Warszawy. Jej nagość pośród budynków rządowych, obok komisariatu policji, w kolejce do sklepu była uwierająca i przejmująca jak krzyk, wołanie o wolność i prawdę w skłamanej rzeczywistości. Równie ciekawa jest inna praca Partum: Kobiety, małżeństwo jest przeciwko wam! Ubrana w suknię ślubną i folię z napisem „Dla mężczyzn” artystka bierze nożyczki i tnie suknię na kawałki, aż staje naga przed publicznością. Wszystko to dzieje się jesienią 1980 r., w komunistycznej, katolickiej Polsce.

Chcesz przeczytać artykuł do końca?

Zaloguj się, jeden tekst w miesiącu dostępny bezpłatnie.

Zaloguj się