Ze zdjęcia uśmiecha się młoda dziewczyna w okularach w kształcie kocich oczu. Ma na sobie różowy sweter, spod którego wystaje kołnierzyk w takim samym kolorze. W kierunku obiektywu wyciąga rękę z telefonem. Na ekranie widnieje logo Tindera z dodanym symbolem orzełka, poniżej napis „przesuń w prawo”. Nad zdjęciem tytuł: „»Państwowy Tinder« pomógłby walczyć z kryzysem demograficznym? Eksperci: to mogłoby się udać”.
To opis artykułu z portalu Klubu Jagiellońskiego. Wrzutka zrobiła zawrotną karierę w polskich mediach społecznościowych na początku grudnia 2025 r. Najczęściej pojawiającą się reakcją na tekst były ironia i sarkazm. Sam pomysł okazuje się jednak nie aż tak ekscentryczny, jak mogłoby się wydawać. Jest odpowiedzią na kulturowy trend przemeblowania sposobu, w jaki we współczesnym świecie tworzą się relacje okołoromantyczne. A raczej – w jaki się nie tworzą.
Jedną z przyczyn tych zmian stanowią aplikacje randkowe. Nie są one jedynym czynnikiem wpływającym na – jak to nazywa socjolog Tomasz Szlendak w swojej książce Miłość nie istnieje – popsucie się maszyny społecznej, która umożliwiała sprawne dobieranie nas w pary. Ale są jednym z istotniejszych silników tej zmiany. Podszyte drwiną zarzuty wobec „państwowego Tindera” o próby sztucznego sterowania światem relacji męsko-damskich są co najmniej spóźnione. Świat ten już został przeobrażony, inżynieria społeczna już zadziałała. Oczywiście na warunkach graczy rynkowych, których najważniejszą motywacją jest zysk.
Dawno temu, w realu
W ciągu ostatnich kilkunastu lat diametralnie zmieniło się postrzeganie flirtu w internecie. Jeszcze na początku drugiej dekady XXI w. poszukiwanie miłości czy też seksu w sieci traktowano jako przejaw głębokiej desperacji. Być może zresztą tak właśnie było – kilkanaście lat temu z usług platform do parowania (jeszcze niedostępnych na smartfonach, ponieważ i segment smartfonów dopiero raczkował) prawdopodobnie korzystały głównie osoby z trudną lub niemożliwą do zrealizowania potrzebą znalezienia drugiej połówki. Osoby, którym – jak to się kiedyś mówiło – „w realu” nie za dobrze szło.
Tinder, będący najpopularniejszą obecnie aplikacją randkową na świecie, pojawił się w 2012 r. Wiele osób utożsamia randkowanie online właśnie z tą platformą. Wraz z popularyzacją Tindera, z „ufajnianiem” aplikacji przez fakt korzystania z jej usług przez młode osoby z wielkich miast poszukiwanie pary przez internet przestało być społecznym tabu. I stało się nową normą. Dynamika tej rewolucji odbija się w danych mówiących o tym, w jaki sposób tworzą się obecnie związki.
Dane te pochodzą ze Stanów Zjednoczonych. Nic w tym dziwnego, jest to najlepiej owskaźnikowane społeczeństwo na świecie. Nie ma jednak powodu, by sądzić, że trendy nie powielają się w innych rozwiniętych i zindywidualizowanych krajach.

