Ilustracja: Joanna Strutyńska
Weronika Stencel marzec 2026

Pszczeleniec

Byłem pszczeleńcem. Mówiłem tak na siebie w myślach, łącząc „pszczołę” z „szaleńcem”. Czułem się winny, jakbym naigrawał się ze szlachetnego procesu zapylania. Byłem zdrajcą, bo przecież miodu szukałem tylko jako substytutu twoich oczu. I widziałem wtedy szerzej, a przynajmniej tak mi się wydawało

Artykuł z numeru

Chcę mieć serce spokojne

Chcę mieć serce spokojne

Czytaj także

Anna Alboth

Muzyka piasku

MIÓD

Cześć, jestem miodem, pierwszy raz przelewam słowa na papier, lepię się i nie opuszczę tej historii, zaopiekuję się nią, przytulę ją na żółto, z żółci przepłynę brązem i pomarańczą, plamą, ogarnę, wytrę twarz, najsłodszą buzinkę opowieści, pogładzę ją po plecach, ukołyszę, skleję, ciepło, mam ją w kierunku mojego spadania, w lekkim odchyleniu skapywania, wejdę na jej szyję i zasklepię jej wdech i wydech, stłumię jej lęki i obawy, powącham i obleję je sobą, ogarnę, załatwię, poliżę, wyciągnę z niej wątpliwości, by patrzyła na światło jak na miód, i na padające cienie jak na miód, lampka przed snem miodem sącząca się, odbite miodem spoiwo powolnego i spokojnego kroku opiekunki, idzie, idzie, idzie i wtedy historia lepi się od treści: była sobie zwykła opiekunka, której zabrakło miodu do herbaty, a gdy okazało się, że gdzieś się znalazł, zastygł jej w gardle, jakby wsunęła do niego szynę miodową, nie dusiła się, ale razem z dzieckiem śmiała się i dłubała w gardle słonymi paluszkami, zostawiając na tej szynie wklęsłe wzorki, i nagle wypłynęła z jej gardła miodowa orteza w kształcie kreta, a ona powiedziała głośno do dziecka: kret oznacza podstęp, sekret, dobrą pamięć, determinację, wnikliwość, a ślepota kreta jest jak miodna ślepota, gdy zalewam coś złotawym kolorem, pożądam zespolenia przedmiotów, istot i zjawisk, ich wyrozumiałości, dziecko przytaknęło, a jako miód dodałem szybko, by wpłynąć na dziecko: zaś sen o krecie to znak, by oddać się intuicji, zaufać dotykowi i wzrokowi, a jeśli nie uda się tego skojarzyć z ciężką pracą, podobną do tej, którą wykonują mrówki czy pszczoły, albo z pracowitą duszą dziecka, to trudno, ja będę lał się dalej, jak czas, jak wodospad, jak krecie drążenie nienazwanego, osiądę wreszcie, ale w najmniej oczekiwanym momencie, wtedy dziecko przytaknęło, opiekunka zawahała się, lecz nic nie odpowiedziała. Zastygłem.

PSZCZELENIEC

Chciałem cię poznać, tylko dlatego, że miałaś miodowe oczy. Nie była to wyłącznie kwestia koloru, ale procesu, jaki przebiegał w twojej gałce ocznej. Znalazłem na to słowo, przekopując specjalistyczne materiały dotyczące pozyskiwania miodu. W twoim oku zachodziła regurgitacja nektaru, przez co mój żołądek zapadał się w rozkoszy, jakby wytwarzane przez ciebie enzymy spojrzenia przekształcały cukry zawarte w nektarze oka. Umieszczałem każde twoje spojrzenie w osobistym plastrze miodowej refleksji, a słodyczą syciłem się, gdy tylko cię widziałem. Okazji nie było wiele, więc wymyśliłem, jak sobie bez tego radzić.

Miód kupowałem od najlepszych dostawców, którzy przyjaźnili się z pszczołami. Jeździłem wtedy na wsie, zaczepiałem sprzedawców przy drogach, na targach, zajeżdżałem pod domy ukryte pod lasami. Jeździłem po wyboistych drogach, a mój żołądek podskakiwał w nerwowym rytmie, byle tylko dotrzeć do celu. Drżałem na samą myśl, że gdzieś w powietrzu krążą pszczoły i przypatrują się temu, co robię. W obawie, że mogłyby wlecieć do auta, nigdy nie otwierałem szyb, pocąc się i rozglądając wokół. Bałem się, że pszczoły odgadną, kim jestem. Potem patrzyłem tylko w szczere oczy pszczelarzy. Gdy się pociłem, ich twarze zniekształcały się i wydłużały. Szaleńczo wykrzywiały się w znajomym uśmieszku. Wiem, to moja wina. Nie byłem smakoszem, ale obserwatorem. To widać i trzeba mnie ukarać pogardliwym uśmieszkiem. Byłem pszczeleńcem. Mówiłem tak na siebie w myślach, łącząc „pszczołę” z „szaleńcem”. Czułem się winny, jakbym naigrawał się ze szlachetnego procesu zapylania. Byłem zdrajcą, bo przecież miodu szukałem tylko jako substytutu twoich oczu. I widziałem wtedy szerzej, a przynajmniej tak mi się wydawało. Długo czułem, że głównie do tego jestem przeznaczony, rosło we mnie silne przekonanie, że to sensowne, by szukać twoich oczu.

Chcesz przeczytać artykuł do końca?

Zaloguj się, jeden tekst w miesiącu dostępny bezpłatnie.

Zaloguj się