Dżanat jest małe i zanurzone w wielkiej pustyni. Tito mówi o tym jak o czymś oczywistym, a jednak za każdym razem, gdy to powtarza, mam wrażenie, że próbuje mi przesunąć w głowie skalę świata.
– My jesteśmy jak taka mała mucha w środku wielkiej przestrzeni. – Śmieje się, a potem przestaje się śmiać, jakby ta mucha nagle poczuła, że to nie żart.
Miasto widziane z góry przypomina jasną plamę: kilka ulic, market, trochę świateł, które nocą udają, że potrafią konkurować z niebem. A wokół – ta sama rzecz w tysiącu odmian: piach, piasek, żwir, kamienie, skały. Formacje Tasili wyrastają jak kamienne baszty, a między nimi rozkładają się wydmy Ergu Admer, które wyglądają tak, jakby ktoś przykrył ziemię miękkim, pomarszczonym kocem. Pustynia co parę kilometrów zmienia kolor i kształt – zdaje się, że ma własne nastroje. Albo że jest muzyką, tylko bez instrumentów.
I dopiero tutaj, na mapie, dociera do mnie absurd tej odległości: Algieria jest największym państwem Afryki i dziesiątym największym na świecie, zajmuje ponad 2,38 mln km2 – to siedem razy tyle co Polska! Lot z Algieru na południe kraju do Dżanatu potrafi trwać dłużej niż lot z Algieru do Paryża – stolica jest bliżej Europy niż własnej pustyni. To nie metafora, to czysta geografia.
Tito jest stąd. Z Dżanatu i z pustyni wokół. Z tej części Sahary, gdzie Tuaregowie Kel Ajjer żyją w cieniu skał i w świetle, które nie potrzebuje lamp. On mówi o pustyni jak o kimś bliskim – czasem z czułością, czasem z pretensją.
– Pustynia niekiedy decyduje za ciebie. Zmienia plany, trasę, charakter dnia – zauważa. A kiedy wiatr zaczyna mieszać piasek, a niebo matowieje, słyszę w jego głosie coś dziecinnego, coś bezradnego. – Czasem jestem na nią zły. Jak na moją mamę. Czasem bywa trudna we współżyciu. Jak burza piaskowa.
Nie umiem tego wytłumaczyć ludziom z Warszawy: że można się obrazić na krajobraz. Że pustynia nie jest tłem, tylko partnerką – czasem trudną, czasem łaskawą. Że ona nie jest „pustką”, lecz pełnią, która wymaga pokory. A jeśli ktoś mi mówi, że słowo „pustynia” pochodzi od pustki, to mam ochotę zaprzeczyć od razu, z całą pewnością osoby, która wciąż nie może wytrzepać piasku z plecaka, choć minęło już kilkanaście dobrych tygodni od powrotu: na Saharze nic nie jest puste.
Tuaregowie mówią, że Bóg stworzył kraje bogate w wodę, żeby ludzie byli szczęśliwi, a pustynie – żeby mogli odnaleźć duszę. Brzmi jak aforyzm do magnesu na lodówkę. Dopóki nie spędzisz kilku nocy wśród wydm, gdzie cisza jest tak głęboka, że słychać własny oddech i bicie serca, i gdzie twoje myśli nie mają się o co zahaczyć – więc w końcu zaczynają mówić prawdę.
Chłopak, który wolał przestrzeń
Kiedy Tito był mały, nie wybudowano jeszcze w Dżanacie asfaltowych dróg. Dzielnica, w której się urodził, była w zasadzie częścią pustyni – piasek zaczynał się zaraz za progiem, a miasto kończyło się, zanim człowiek zdążył się na dobre rozpędzić.

