Czarno-biała fotografia. Pięć rzędów uczennic ubranych w jednakowe płaszcze stoi na tle ceglanej ściany.
fot. Alamy/BE&W
Anna Alboth, Patty Talahongva czerwiec 2026

Szkoła pamięta

Najpierw zabrano dzieci z domów. Potem uczono je mówić innym językiem, modlić się do innego Boga i zapominać o własnym świecie. Tak działał, przez ponad 100 lat, system szkół dla rdzennych mieszkańców w Stanach Zjednoczonych

Artykuł z numeru

O czym śni Ameryka?

O czym śni Ameryka?

Czytaj także

Ilustracja nocnej sceny. Na pierwszym planie widoczny jest czarny pies o czerwonych oczach,goniący postać z głową żaby, ubraną w koszulę i spodnie. uchylająca się przez okno budynku. W tle widnieje niebieski budynek o zaostrzonym dachu. W jego oknie stoją ciemne postaci. Tło stanowi czarne niebo z gwiazdami.

Krzysztof A. Zajas

Stodoła

Miasto Phoenix w Arizonie nie wygląda na miejsce, które skrywa tajemnice. Jest na to zbyt jasne. Słońce bezlitośnie oświetla wszystko: rozgrzany asfalt, znaki drive thru, niskie beżowe budynki i nielicznych ludzi, przemykających szybko do samochodów. Miasto rozciąga się szeroko i przechodzi w pustynię. Tylko góra Camelback obserwuje wszystko z daleka: czerwona, sucha, niemal nierealna. Niedaleko stąd Scottsdale lśni jak małe Vegas, pełne eleganckich hoteli, restauracji i drogich galerii handlowych. Wokół uniwersytetu pojawia się zróżnicowana Ameryka: z jednej strony studenci z laptopami, a z drugiej – ludzie śpiący w cieniu: ciała zgięte pod wpływem narkotyków, fentanyl zamieniający chodniki w poczekalnie rozpaczy. Pomiędzy nimi jeżdżą samochody, niekończący się ruch, także aut bez kierowców (w Phoenix można już zamówić taksówkę autonomiczną). Central Ave, Grand Ave, a gdzieś indziej Indian School Road.

Na pierwszy rzut oka brzmi niemal neutralnie, jak wiele amerykańskich nazw dla obcego ucha. Droga, wskazówka GPS-u: skręć w prawo w Indian School. Jedź dalej przez dwie mile. Twój cel znajduje się po lewej stronie. Czy jeśli nazwa miejsca normalnieje, to łatwiej jest ukryć jego trudną przeszłość?

Tutaj, w miejscu, gdzie obecnie znajduje się Steele Indian School Park, stała Phoenix Indian School. Otwarta w 1891 r. jako Phoenix Indian Industrial School, zakończyła działanie dopiero w 1990 r. Dziewięćdziesiąt dziewięć lat. Wystarczająco długo, by kilka pokoleń rdzennych dzieci przeszło przez jej dormitoria, sale lekcyjne, kuchnie, boiska, musztry, kary, mundurki i wieloletnią ciszę.

Spaceruję tam z uśmiechniętą Patty. Jest niezwykle gorąco, to rodzaj upału, który sprawia, że każdy krok wydaje się bardzo trudny. Na szyi Patty: piękny naszyjnik z pająkiem. Dopiero później poznaję jego znaczenie: jej imię w języku ludu Hopi, Qotsak-ookyangw Mana, oznacza Dziewczynę Białego Pająka. Patty, która spędziła na tym dziedzińcu wiele dni swojego życia, nie zaczyna swojej opowieści od wielkich historii, ale mówi z podniesioną głową:

– Rozdzielanie dzieci i rodziców jest zawsze złe, zawsze. A zwłaszcza wbrew woli rodziców.

W jej głosie nie ma teatralnego gniewu. Nie próbuje nadać temu zdaniu większej wagi, niż ma ono w rzeczywistości. Mówi jak o czymś oczywistym, czego nie trzeba i nie powinno się wyjaśniać. A przecież Ameryka zbudowała cały system szkolny w oparciu o dokładnie przeciwną wizję: że dzieci rdzennych mieszkańców można dla ich własnego dobra odebrać rodzicom, że można podważyć decyzję opiekunów, że dziecko uczyni się „lepszym”, niszcząc jego rdzenną tożsamość.

Wokół nas przechodzi niewiele osób. Ktoś wyprowadza psa. Myślę, że wczesnym rankiem lub później, po zachodzie słońca, niektórzy przychodzą tu pobiegać. Są zielona trawa, jeziorko, drzewa posadzone, żeby stworzyć przyjemny cień. Miasto złagodziło ostrość tego miejsca, zamieniło szkołę przymusowej asymilacji w miły park. Jednak Patty pamięta. A kiedy zaczyna mówić, park w moich oczach też na zawsze już się zmienia.

Chcesz przeczytać artykuł do końca?

Zaloguj się, jeden tekst w miesiącu dostępny bezpłatnie.

Zaloguj się