Subskrybuj
Ilustracja. Portret starszej kobiety (Gisele Pelicot) z krótkimi rudymi włosami na turkusowym tle. Ma na sobie ciemną marynarkę, jasną koszulę oraz szarfę z jasnymi kwiatami i przypinkę z napisem „SHAME MUST CHANGE SIDES”. W dolnej części ilustracji widoczne są mniejsze postacie stojące obok siebie oraz sprzęt nagraniowy i mikrofony skierowane w stronę kobiety z portretu
Ilustracja: Klara Gryglicka
Amerykańska reporterka, dziennikarka „New Yorkera”, po polsku ukazała się jej książka Obcy dla samych siebie. Jak choroba psychiczna zmienia to, kim jesteś (2024)

Proces rodzinny

Wstydzić się mają sprawcy gwałtu, a nie ich ofiary – słowa Gisèle Pelicot uczyniły z niej feministyczną bohaterkę. Jeden z najgłośniejszych współczesnych procesów doprowadził do wyroku skazującego dla 51 mężczyzn. A zarazem do podziału między matką a dziećmi

W październiku 2020 r. Gisèle Pelicot siedziała obok kortu tenisowego i patrzyła, jak jej wnuczka ćwiczy uderzenia z forhendu, gdy na ekranie telefonu zobaczyła komunikat o nieodebranym połączeniu. Oddzwoniła, a wtedy policjant, który przedstawił się jako Laurent Perret, zapytał, czy jest świadoma, że przed kilkoma tygodniami policja przesłuchiwała jej męża Dominique’a. Ktoś z ochrony supermarketu przyłapał monsieur Pelicota na nagrywaniu filmów komórką wsuniętą trzem kobietom pod spódnice. Gisèle odparła z dozą satysfakcji, że o wszystkim już wie. Oświadczyła wtedy mężowi, że zachował się niepoważnie, i zachęciła go do terapii oraz przeproszenia poszkodowanych kobiet.

– Wybaczyłam mu, bo wiem, że to zupełnie do niego niepodobne – tłumaczyła później Perretowi. – Mówiłam, że musimy z tym problemem zmierzyć się wspólnie.

Pelicotowie mieszkali w żółtym parterowym domu z bladoniebieskimi okiennicami i basenem w miasteczku Mazan w Prowansji. Przeprowadzili się tam z Paryża siedem lat wcześniej, gdy Gisèle przeszła na emeryturę. Kilka tygodni po telefonie od Perreta pojechali spotkać się z policjantem na komisariacie. Dominique miał na sobie ciemnozielone spodnie ze sztruksu i różową koszulkę polo, które Gisèle wybrała dla niego poprzedniego wieczoru.

– Nic się nie martw, to tylko formalność – uspokajała męża.

Sześćdziesięciosiedmioletnią Gisèle poproszono do osobnego pokoju. Perret pytał ją tam o jej małżeństwo.

– To była miłość od pierwszego wejrzenia – powiedziała.

Poznała Dominique’a, kiedy oboje mieli po 18 lat, spędzili więc ze sobą już prawie pół wieku.

– Jest dobry i troskliwy – czytamy w zapisie wywiadu. – To wspaniały gość, dobrze się dogadujemy i dlatego wciąż jesteśmy razem. Nie jest idealny, ale takie są jego główne cechy.

Perret chciał coś usłyszeć o życiu towarzyskim Gisèle. Powiedziała, że przyjaźnią się z parą, którą znają od ponad 20 lat.

– Cenimy te same wartości: rodzinę, wnuki.

Perret zapytał, czy Gisèle i jej mąż interesowali się kiedyś swingingiem.

– Nie, co za okropność! Nie jestem tego rodzaju kobietą. Mnie potrzebne są uczucia.

Gisèle spostrzegła zakłopotanie policjanta. Jak wyjaśnił, natrafił na dowody na to, że Dominique dosypywał jej do drinków środki nasenne, tak żeby można było ją zgwałcić.

– Myśli pani, że to prawdopodobne?

– To niemożliwe – odparła Gisèle z płaczem.

Perret pokazał jej zdjęcia z kart pamięci i komputera skonfiskowanych jej mężowi po wpadce w supermarkecie.

– Czy rozpoznaje pani osobę w pasie do pończoch, która leży na łóżku i wydaje się pogrążona we śnie?

– Tak, to ja, to moja sypialnia. Nigdy nie sypiam w ten sposób.

Zastanowił ją jej dziwnie zwiotczały policzek na fotografii.

– Sama już nie wiem, na czym stoję – przyznała.

Perret podsunął jej inne zdjęcie, na którym w jej sypialni znajdował się siwiejący mężczyzna z tatuażem.

– Rozpoznaje pani to miejsce?

– Co to za facet? – zapytała. – Nigdy nie godziłam się na seks z tym człowiekiem.

Kiedy policjant wymienił login, którego Dominique używał na Skypie do rozmów z jej gwałcicielami, Gisèle oświadczyła:

– Kompletnie nie rozumiem, o czym mowa.

Perret zapytał, czy Gisèle chciałaby wnieść oskarżenie. Jak tłumaczył, jej mąż miał listę nazwisk ponad 50 ludzi, którzy w minionym dziesięcioleciu gwałcili ją, kiedy leżała nieprzytomna. Gisèle nie myślała dotąd o złożeniu skargi, ale na pytanie policjanta odpowiedziała twierdząco.

Policja odwiozła ją do domu, podczas gdy Dominique pozostał na komisariacie.

– Zaplątałem się – wyznał. – Zrozumiałem, że dzięki środkom nasennym bardzo łatwo dostanę to, czego chcę, a czego inaczej bym nie dostał. Co było oczywiste, bo to nie był jej styl życia.

Powiedział, że zniszczył własną rodzinę. Czuł do siebie odrazę.

– Snułem fantazje, które stopniowo stawały się rzeczywistością, i chciałem pociągnąć je dalej.

W domu Gisèle uruchomiła pralkę. Potem zaprosiła do siebie najbliższą znajomą z Mazan. Czekając, wywiesiła bokserki i piżamę Dominique’a na sznurze w ogrodzie. „Dobrze, że wyszło słońce – pomyślała – ubrania szybko mu wyschną”. Poprasowała, odkurzyła sypialnie.

Nazajutrz rano z Paryża przyjechała trójka jej dzieci: David, Caroline i Florian. Na komisariacie Perret przedstawił im szczegóły śledztwa. W drodze powrotnej do Mazan Gisèle przypomniała sobie z ulgą, że w lodówce ma jeszcze zupę dyniową, którą będzie mogła podać na obiad. Jej dzieci jednak nie chciały siadać do stołu. Caroline, 41-letnia menedżerka ds. komunikacji, stwierdziła, że rodzinny dom nagle postarzał się i zbrzydł, a jego zapach już jej się nie podoba. Razem z braćmi zaczęła przeglądać szuflady ojca. Odkryli w nich niezapłacone rachunki. Kilka godzin później Perret zatelefonował do Caroline z prośbą, żeby ponownie przyjechała na komisariat. Uzmysłowił sobie, że widział już jej twarz. Policja pokazała Caroline dwa zdjęcia: na obu spała, leżąc na boku z odsłoniętą bielizną. „Należy odnotować, że mme Caroline Pelicot jest roztrzęsiona i jak nas informuje, czuje się bardzo źle” – czytamy w raporcie. – „Przerwijmy spotkanie”.

W domu – napisała później Caroline – matka spojrzała na nią „przelotnie, jakbym właśnie wróciła z miłej przechadzki”. David, najstarsze dziecko Pelicotów, pracownik marketingu, zawsze uważał, że to ojcu zawdzięcza „solidne wykształcenie, wartości, charakter”.

– Bardzo szybko uznałem, że usunę tego człowieka z pamięci – powiedział mi.

On i Florian powkładali rzeczy Dominique’a do worków na śmieci i wywieźli je na wysypisko. Pokonali tę trasę dziesięć razy. Caroline zniszczyła oprawione fotografie i obrazki ze ścian oraz zbiór rodzinnych albumów ze zdjęciami.

– Matka chyba miała mi to za złe: to, że działałam w takim amoku – mówiła potem.

Gisèle pamięta, że prosiła córkę:

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką
Artykuł pojawił się w numerze: Poza zasięgiem