Subskrybuj
Targ Dove Cot we Freetown w Sierra Leone
fot. Patrick Meinhardt_AFP_ East News
Dziennikarka i aktywistka w organizacjach zajmujących się pracą z mniejszościami i uchodźcami. Zainicjowała Marsz dla Aleppo nominowany do Pokojowej Nagrody Nobla w 2018 r. Uczestniczka warsztatów i współpracowniczka Haliny Bortnowskiej
Dziennikarka z Sierra Leone, specjalizująca się w tematyce klimatu, zdrowia i sprawiedliwości społecznej, ze szczególnym uwzględnieniem społeczności mniejszościowych

Siedem dni z psami. Sierra Leone dwadzieścia lat po wojnie

Wojny nie zawsze kończą się wtedy, gdy milkną strzały. Czasem zostają w ciele, w pamięci i w miejscach, które miały być tymczasowym schronieniem. W Sierra Leone od zakończenia wojny minęły ponad dwie dekady. Dla wielu ludzi ona wciąż trwa

Przydrożni sprzedawcy rozkładają swoje stragany. Smażone banany skwierczą w gorącym oleju, a dym z węglowych ognisk unosi się nisko nad ulicą. Motocykle lawirują między kobietami z targu, między balansującymi wiadrami i koszami na ich głowach. Z czyjegoś radia dudni trzeszcząca muzyka. Z innego zakątka ulicy jakiś kaznodzieja krzyczy do megafonu. Na pierwszy rzut oka Sierra Leone wydaje się niezwykle tętnić życiem.

Minęło ponad 20 lat od oficjalnego zakończenia wojny domowej. Od tamtej pory dorosło w tym kraju nowe pokolenie. Odbudowano drogi, pojawiły się nowe domy, odbywały się wybory. Życie toczy się dalej, tak jak zawsze. A jednak wojna pozostaje w dziwny, podskórny sposób wciąż obecna. I wcale nie mam tu na myśli pomników, muzeów czy podręczników historii.

Pojawia się nieoczekiwanie: w brakującej dłoni sprzedawcy, sięgającego po resztę na straganie. W rozmowie, która nagle milknie, kiedy pada konkretne pytanie.

W znajomym, który nigdy nie mówi o pewnych latach swojego życia. W odwiedzanych osadach, które zostały zbudowane dla ocalałych i miały być tymczasowe, a okazały się… stałe.

Wojna w Sierra Leone skończyła się w 2002 r. Ale czasami wydaje się, że tak mocno osadziła się w ciałach ludzi, iż wciąż tam tkwi.

Ludzie i psy

Jerry miał 14 lat, gdy w jego wsi pojawili się rebelianci. Kiedy dziś opowiada tę historię, siedząc wśród innych ocalałych, w jego głosie nie ma zbyt wiele dramatyzmu. Same wydarzenia niosą ze sobą wystarczająco dużo emocji. Pamięta, jak leżał wśród ciał. Niektórzy ludzie już nie żyli. Inni jeszcze tak, ciężko ranni, wołali o wodę lub pomoc. Nikt nie wiedział, kto przetrwa do następnego dnia. Wtedy pojawiły się psy. Wędrowały po wioskach opustoszałych przez wojnę, wygłodniałe, szukając pożywienia.

Jerry był ciężko ranny i prawie nie mógł się ruszyć. Przez siedem dni odpędzał psy, rzucając w nie kamieniami. Za każdym razem gdy się zbliżały, podnosił kolejny kamień i rzucał nim. Potem kolejny. I jeszcze jeden. Mówi, że prawie nie spał. Nie bał się tego, że umrze. Bał się,…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką
Artykuł pojawił się w numerze: Czego szukamy na końcach świata?