Małgorzata Rejmer
fot. Katarzyna Lasoń, CC BY-SA 4.0 via Wikimedia Commons
Małgorzata Rejmer sierpień 2025

16 minut ciszy

Zajmuję się Bałkanami od kilkunastu lat i widzę cykle, które powracają i znikają. Cykl demokratyczny, cykl autorytarny, cykl apatii i wielkiego zrywu.

Artykuł z numeru

Glukozowe pułapki

Glukozowe pułapki

Nagle na ulicy Belgradu, w wielotysięcznym tłumie, zapada cisza. Widzę wzruszone, pełne determinacji twarze. Kiedy ostatni raz czułam tak mocno energię ludzi? Podczas czarnych protestów, przypominam sobie, ale kiedy właściwie to było? Co zostało z naszego wielkiego, pięknego zrywu kobiet? I co to znaczy, gdy setki tysięcy wychodzą na ulicę, by walczyć o coś, w co wierzą?

Wielomiesięczne protesty w Serbii zaczęły się od tragedii 1 listopada 2024, gdy wiata świeżo wyremontowanego dworca w Nowym Sadzie zawaliła się na stojących pod nią ludzi i zabiła 16 osób. „Pod tą wiatą stała cała Serbia” – mówią mi ludzie.

Kto był odpowiedzialny za tak spektakularne nieszczęście i porażkę państwa? Nikt. Rząd umył ręce, architekci wzruszyli ramionami, kontrola budowlana nie zabrała głosu, bo wcale jej nie było.

– W Serbii odbyły się pierwsze protesty, dosyć niemrawe – wspomina Ilir Gashi, dziennikarz, z którym spotykam się w belgradzkim barze Idiott. – A potem ktoś wpadł na pomysł, żeby podczas protestów wprowadzić minutę ciszy dla każdej z ofiar katastrofy. 16 ofiar, 16 minut. Wiesz, co to znaczy stać w bezruchu przez 16 minut i milczeć? Przez pierwsze kilka minut po prostu czujesz się dziwnie i jest ci niewygodnie. Ale potem to wrażenie znika. Zaczyna się medytacja, podróż do wnętrza. Zastanawiasz się nad tym, co przydarzyło się ofiarom, i wiesz, że to mógł być twój los. Ich ból cię dotyka. Uświadamiasz sobie, że życie w Serbii to ból. I że jesteś w tłumie milczących ludzi, którzy myślą tak samo, i czujecie, że razem macie siłę, żeby coś zmienić.

– Nie byłoby tak wielkich protestów, gdyby nie te 16 minut ciszy – stwierdza Ilir, a ja się zastanawiam, czy może mieć rację. Czy to możliwe, że protesty w Serbii wybuchły z tak wielką siłą, bo cisza zaczęła w ludziach krzyczeć? Jak wielką siłę może mieć zbiorowe milczenie?

W czerwcu 2025 r. stoję na ulicy Belgradu w tłumie i po 16 minutach ciszy czuję, jak tłum eksploduje krzykiem, gwizdami, biciem w bębny. Huk rozsadza mi głowę. Słyszę gniew ulicy, a także jej siłę.

Mężczyzna w moim wieku mówi ze łzami w oczach: „Myśleliśmy, że to nowe pokolenie jest wpatrzone w telefony, otępiałe jak zombie, a tymczasem ono okazało się lepsze od nas. Młodzi chodzą po wsiach, rozmawiają z ludźmi o polityce, namawiają, żeby stawiać opór. Gdy studenci wychodzą na ulice, żeby protestować, zapisują flamastrem na ramionach numery telefonów swoich bliskich. My nie byliśmy tak odważni jak oni. Nigdy nie sądziliśmy, że młodzi są zdolni do takiego poświęcenia”.

Atmosfera Belgradu 2025 r. przypomina mi protesty w Bukareszcie z lat 2013–2015. Pamiętam, jak przeprowadzałam kiedyś na ulicy wywiad z miłym aktywistą w kapeluszu. Mówił, że Rumunia zacznie się zmieniać, gdy do kraju wrócą młodzi ludzie ze swoją empatią i wiedzą zdobytą za granicą – tak jak on.

Chcesz przeczytać artykuł do końca?

Zaloguj się, jeden tekst w miesiącu dostępny bezpłatnie.

Zaloguj się