Małgorzata Rejmer
fot. Katarzyna Lasoń, CC BY-SA 4.0 via Wikimedia Commons
Małgorzata Rejmer kwiecień 2026

Kim jest moje zwierzę

Dziuba jest kotem, bezdyskusyjnie. Ale czy Drops jest kotem? Jego mimika, uważność, rozedrganie i ciekawość świata tak bardzo przypominają mi mnie. Drops jest moim kocim lustrem

Artykuł z numeru

Pułapki samorozwoju

Pułapki samorozwoju

Czytaj także

Eliza Mórawska-Kmita fot. Edyta Leszczak

Eliza Mórawska-Kmita

Przyjaźnij się jak dzieci

Czy jesteś pewna, że twój kot jest kotem? – zapytała mnie kiedyś przyjaciółka.

Popatrzyłyśmy na Dropsa siedzącego na stole między nami. Wyglądał jak kot, mruczał jak kot, lizał sobie łapę jak kot, a jednak nie byłam pewna.

Pojawienie się Dropsa w moim życiu to piękny przypadek – pojechałam do schroniska, żeby zaadoptować jego siostrę Dziubę, puchatego biało-rudego kotka, którego zobaczyłam na Instagramie Olgi Drendy. Jednak właścicielka schroniska na różne sposoby przekonywała mnie, żebym wzięłam parę. Siedziałam w sali pełnej małych kotków, jak w jakiejś dziecięcej fantazji, i rozważałam takie rozwiązanie. I wtedy zobaczyłam, że do transportera dla Dziuby wszedł inny kotek. Wszedł, wyszedł, wskoczył na górę, zeskoczył, znowu zniknął w środku, potarmosił kocyk.

Ale wariat. Żaden inny kot nie podszedł do transportera. A Drops, owszem, Drops był od małego ciekawski, nie bał się ryzyka, po prostu chciał poznać nowy obiekt w pomieszczeniu i nie myślał

o konsekwencjach. Jest taki jak ja, pomyślałam. I wróciłam do domu z dwoma kotkami.

Dropsem i Dziubą. Nadałam im imiona tego samego dnia, wystarczyło trochę na nie popatrzeć. Dziuba to właśnie taka Dziuba, ślamazarka, raczej niezdarna i powolna, ostrożna i stabilna. A Drops to sama słodycz, ale też tabletka ecstasy, środek na depresję, lek na szaleństwo. Po dwóch tygodniach nie było w domu mebla, który by nie miał śladów jego pazurów. W dziecięctwie uwielbiał wspinać się po drewnianych regałach z książkami, a potem zrzucać z góry wszystko, co dało się zrzucić, koniecznie w środku nocy.

A jednocześnie dużo bardziej niż Dziuba Drops od maleńkości potrzebował być w relacji ze mną i patrzył, patrzył. Obserwował, jak się czuję, czy wszystko jest w porządku i czy zamierzam go nakarmić. Jeśli widział, że płaczę, robił w tył zwrot i od razu szedł siknąć na łóżko. Nauczyłam się uważać w domu na swoje emocje, żeby nie obarczać nimi Dropsa. I nigdy nie zostawiać go samego na dłużej niż dobę, bo Drops bez człowieka po 24 godz. sika tam, gdzie jest miękko.

Jestem mu potrzebna do szczęścia, a on mi. Budzę się i leży na mnie Drops, siadam do biurka, a on mi się mości w ramionach, idę coś zjeść, a Drops już jest na stole, zasypiam, a on kładzie się między moimi nogami.

Dziuba inaczej egzekwuje bliskość, jej wystarczą jedna–dwie dłuższe sesje przytulania dziennie i tyle. A Drops potrzebuje być obok cały czas. Cieszy się, gdy do domu przychodzą ludzie, i zawsze przybiega, żeby się przywitać. Każdego gościa akceptuje od razu, uwielbia bycie w stadzie, wspólne siedzenie przy stole. A gdzie jest Dziuba? Dziuba czeka w ukryciu, aż wszyscy sobie pójdziecie.

Kocham oba moje koty, ale kocham je inaczej. Relacja z Dziubą jest stabilna i przewidywalna, nie ma w niej ani erupcji uczuć, ani rozczarowań. A Drops to płomień, poryw serca, potrzeba zlania się, ciągła obecność. Plątanina emocji. Wzajemne zrozumienie i bliskość. Umowa oparta na zaufaniu i przestrzeganiu zasad, bo Drops może po drabince wychodzić przez okno, ale tylko pod warunkiem że wróci, gdy go zawołam. I gdy go wołam, stojąc w oknie – wraca. Przychodzi się zameldować albo sprawdzić, czego od niego chcę. Jeśli mnie nie słyszy, wychodzę po niego i znajduję go w kilka minut, bo wiem, że nigdy się nie oddali. Dlatego weterynarz nazwał Dropsa kotem nie wychodzącym, lecz spacerującym. Dziuba ma dostęp do takiej samej wolności, ale nigdy z niej nie skorzystała. Dom jest dla niej światem, i to jej wystarcza.

Chcesz przeczytać artykuł do końca?

Zaloguj się, jeden tekst w miesiącu dostępny bezpłatnie.

Zaloguj się