70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Bliscy obcy

Książka Shehadeha o izraelsko-palestyńskim konflikcie jest opowieścią o poczuciu bezsilności.

Raja Shehadeh mógłby nadać Palestyńskim wędrówkom tytuł innej swojej książki – Obcy w moim domu – nie tylko ze względu na izraelskich osadników przejmujących kolejne skrawki palestyńskiej ziemi. Obcy wydają się wszyscy, którzy nie potrafią, tak jak autor, zachwycić się jego ojczystą krainą pełną wzgórz porośniętych drzewami oliwnymi i poprzecinaną dolinami strumyków, a bezpieczną oazę zamieniają w teren sporów i przepychanek. Są wśród obcych i podróżnicy opisujący ten region pogardliwie w swoich dziennikach, i kolonizatorzy, a niekiedy nawet sami Palestyńczycy, którzy wyżej niż wędrówki z przyjaciółmi stawiają patrolowanie okolicy z karabinem. Shehadeh opisuje coraz trudniejszy do uchwycenia obraz krainy, którą znał w młodości, obraz zachwycający bogactwem natury i spokojem ludzi żyjących według prostych zasad.

Poza dokładnymi relacjami z siedmiu wędrówek, które wyznaczają strukturę książki i pokazują, jak szybko zachodzą zmiany w krajobrazie naturalnym i mentalnym Palestyny, autor zamieszcza mnóstwo informacji kreślących tło historyczno-kulturowe dzisiejszych wydarzeń.

Przytacza m.in. słowa działającego do dziś Funduszu Eksploracji Palestyny, w którego broszurze z 1865 r. napisano: „Żaden inny kraj nie powinien być przedmiotem większego naszego zainteresowania niźli ten, w którym spisano dokumenty naszej wiary i w którym rozegrały się wiekopomne zdarzenia w nich opisane. (…) Wiele można zyskać przez (…) wydobycie na światło dzienne pozostałości po tak wielu rasach oraz pokoleniach, które leżą ukryte pod zwałami śmieci i gruzów, na jakich stoją tamtejsze wioski” (s. 78–79). Palestyna funkcjonuje w tym czasie jako region, do którego każdy może rościć prawa – należy do wszystkich, których religia się tam zrodziła. Jednocześnie jest postrzegana jako miejsce opustoszałe i ponure, którego kształt nie został jeszcze dokładnie odwzorowany na mapach, kraina bezpańska, ziemia bez ludu.

To samo miejsce, które dla zachodnich kartografów stanowiło białą plamę na ówczesnych mapach, dla jego mieszkańców było pełne zmysłowych doznań, zapachów ziół i kwiatów, chłodu źródlanej wody, dotyku kamienistych ścieżek i ostrych krzewów. Rytm życia wyznaczała praca na trudnej w uprawie ziemi małych poletek rozsianych po zboczach wzgórz, a najlepszym odpoczynkiem była sarha, wędrówka bez celu, tam „gdzie poprowadzi duch”. Związek Palestyńczyków z ich ziemią nie zawsze był poświadczony odpowiednim certyfikatem, ale też nikt takiej potrzeby nie widział. Aż do czerwca 1967 r., kiedy to Izrael przeprowadził pierwszy spis ludności, na podstawie którego określano przynależność ziemi. Jeśli ktoś w tym czasie nie mieszkał w danym miejscu, uznawany był za „nieobecnego”, a jego własność przekazywano nowo powstałemu państwu. Świeże mapy i ustawy znaczyły więcej niż sięgająca kilku pokoleń wstecz pamięć rodzin i sąsiadów. A to jest dopiero początek opisywanych w Palestyńskich wędrówkach wydarzeń.

Książkę Shehadeha warto przeczytać co najmniej z dwóch powodów. Po pierwsze, autor jako prawnik zajmujący się sprawami dotyczącymi własności ziemi bardzo precyzyjnie prowadzi nas przez liczne zmiany w ustawach i wyjaśnia ich praktyczne konsekwencje. Pokazuje, dlaczego Palestyńczycy często nie mają szans, żeby przed sądami udowodnić, że ich ziemia nie jest ziemią niczyją, powstrzymać rozrost osiedli żydowskich osadników, a nawet żeby wywalczyć wolny dostęp do tych ziem, które zostały jeszcze w ich posiadaniu, a coraz częściej są oddzielone od ich domów autostradami, murami i terenami, gdzie wchodzić im nie wolno.

Po drugie, jako działacz broniący praw człowieka Shehadeh stawia ważne pytania dotyczące granic walki politycznej. Jest przekonany, że pojawienie się żydowskich osadników było wydarzeniem głęboko krzywdzącym jego rodaków, ale mimo to zastanawia się, czy uzasadnione jest odbieranie młodym Izraelczykom, którzy nie znają innego domu niż tamtejsze wzgórza i wąwozy, prawa do zamieszkiwania i kochania tej ziemi jako swojej ojczyzny.

Trudno jest pisać na temat tak skomplikowanych konfliktów w sposób obiektywny, a najtrudniejsze jest to zapewne wtedy, kiedy jest się w nim jedną ze stron. Wydaje się jednak, że Shehadeh daleki jest od wybielania obrazu Palestyńczyków. Nie ukrywa, że dali się oni wciągnąć w brutalny konflikt i opisuje momenty, kiedy sam ze swoją żoną musiał uciekać przed kulami wystrzelonymi przez ich samozwańcze patrole. Nie maskuje też niezadowolenia z decyzji politycznych podejmowanych przez przedstawicieli swojego narodu. Opisuje poczucie bezsilności wobec nieuniknionych zmian w otaczającym go krajobrazie i mentalności nowych pokoleń.

Nie jest to jednak książka, która odbierałaby wszelką nadzieję na pokojowe rozwiązanie sporu o ziemię. Kiedy coraz bardziej radykalizują się postawy po jednej i po drugiej stronie, Shehadeh idzie na kolejną sarhę i spotyka młodego izraelskiego mężczyznę. Ich rozmowa zdradza, że dzieli ich prawie wszystko poza jednym – przywiązaniem do tej pięknej krainy.

„Byłem świadomy nadciągającej tragedii i wojny, która czekała nas obu, mnie, palestyńskiego Araba, i jego, izraelskiego Żyda, ale na razie mogliśmy siedzieć, odpoczywać i palić, zjednoczeni przynajmniej na chwilę naszą miłością do tej ziemi. Z oddali dobiegały odgłosy wystrzałów, które wprawiały nas obu w drżenie. – Wasi czy nasi? – zapytałem. Skąd mogliśmy wiedzieć?”

Raja Shehadeh

Palestyńskie wędrówki. Zapiski o znikającym krajobrazie

tłum. Anna Sak

Wydawnictwo Karakter, Kraków 2011, s. 280

 
 

Dołącz do nas!

Prenumeratorzy zyskują więcej.

Zobacz ofertę!

Prenumerata