70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Inna praca jest możliwa. Albo i nie?

Dobra praca to łaska, która pozwala cieszyć się życiowym balansem: daje twórczą radość albo przynosi poczucie satysfakcji z „dobrze wykonanej roboty”, nie pochłania czasu koniecznego na odpoczynek, pozwala się cieszyć wyższymi / wysokimi zarobkami.

Praca to znój, krzywda, spełnienie, pasja. ta zarobkowa może zarówno niszczyć mężczyzn i kobiety, jak i dawać im głęboką satysfakcję. Doświadczenie takiej pracy jest wspólne większości ludzi – ale zarówno czynniki głęboko jednostkowe, jak wielkie determinanty społeczno-gospodarcze znacznie je różnicują. Niebagatelną cezurą był w Polsce przełom ustrojowy. Dramat transformacji spowodował głęboką przemianę pracy. Polska praca w świecie ponownie zdominowanym przez logikę kapitału przyniosła nowe wyzwania, szanse, radości. I nowe tragedie życiowe. Przez blisko trzy dekady III Rzeczypospolitej długim cieniem kładą się na niej wysokie bezrobocie, niestabilność zatrudnienia i niskie zarobki, które nie nadążają za rosnącymi kosztami życia i deficytem usług publicznych (od żłobków przez atrofię komunikacji publicznej po kłopoty systemu ochrony zdrowia). Praca zarobkowa, najemna jest dla przeważającej części społeczeństwa jedyną szansą na utrzymanie bytu własnego i najbliższych w granicach cywilizowanej egzystencji. Trudno zatem nie doceniać jej wagi.

 

Hazard, przywilej, obowiązek

Praca po polsku długo była właściwie poza zainteresowaniem opinii publicznej i mediów głównego nurtu. Traktowano ją jako przezroczysty element społeczno-gospodarczej układanki. Nie bez znaczenia był klimat rodzimej debaty publicznej, długo zdominowanej przez dyskusję o potrzebach biznesu. Budowaliśmy kapitalizm – kłopoty świata pracy wydawały się mniej istotne, jego raczej nieśmiało wyrażane oczekiwania (choćby za pośrednictwem związków zawodowych) zbyt lekko uznawano za schedę po nieefektywnym i opresywnym realnym socjalizmie. Wiele wskazuje jednak na to, że pokolenie dzisiejszych trzydziestoparolatków, którego reprezentanci i reprezentantki są solidnie „zarobieni” i często nieźle zadłużeni już w pierwszej dekadzie dorosłości, ma dość pracy niemal stuprocentowo podporządkowanej kapitałowi.

Może to nagły spadek bezrobocia, w znacznej mierze związany z potężną emigracją zarobkową i niżem demograficznym, spowodował, że również my, umysłowi robotnicy najemni, staliśmy się odważniejsi i głośniej zaczęliśmy mówić o bolączkach polskiej pracy? A może widzimy, że narastają – naszym kosztem – paradoksy współczesnego zarobkowania.

Możemy choćby coraz wygodniej wykonywać zlecenia w pociągach dalekobieżnych i klimatyzowanych kawiarniach w centrach metropolii, zapełniając słowami i cyframi stronice edytorów tekstu i rubryki excelopodobne, ale towarzyszy nam przy tym świadomość skutków ogromnej kruchości warunków zatrudnienia i związanego z nim życiowego hazardu, bo dobre warunki przestały być cywilizacyjnym standardem, wymuszanym wręcz przez państwo na kapitale. Dobra, stała praca jest przywilejem mniej licznej części społeczeństwa.

Praca i bezrobocie to nie tylko strefa gospodarczych uwarunkowań: to przestrzeń kulturowa, silnie naznaczona presją społeczną mocno podszytą konsumeryzmem (jak wstydliwy to temat w społeczeństwie tak rozkochanym w przekonaniu, że żyje wartościami!), nadziejami na awans społeczny i strachami przed degradacją kulturowo-ekonomiczną. Praca, dobra praca to łaska, która pozwala cieszyć się życiowym balansem: daje twórczą radość albo przynosi poczucie satysfakcji z „dobrze wykonanej roboty”, nie pochłania czasu koniecznego na odpoczynek, pozwala się cieszyć wyższymi / wysokimi zarobkami. Tak często jednak jest ona poza zasięgiem przeciętnych zjadaczy chleba. Gdzieś między kredytem na mieszkanie a stresem wynikającym z przepracowania mieści się mnóstwo ludzkich bolączek, o których długo nie rozmawiano.

 

Przez tekst

W ciągu ostatnich dwóch lat na rynku wydawniczym ukazało się kilka książek autorów i autorek młodszego pokolenia, które naświetlają przeróżne społeczne i indywidualne konteksty współczesnej pracy i bezrobocia. Są to Obywatel spotyka państwo. O urzędach pracy jako biurokracji pierwszego kontaktu Karoliny Sztandar-Sztanderskiej, Betrojerinki. Reportaże o pracy opiekuńczej i (bez) nadziei Anny Wiatr, Zawód. Opowieści o pracy w Polsce. To o nas Kamila Fejfera. Ale kanwę niniejszego artykułu stanowią: To nie jest kraj dla pracowników Rafała Wosia i Nie hańbi Olgi Gitkiewicz.

Żyrardów, zakłady włókniarskie, ziemia obiecana kapitalistów i bezrobotnej wsi, znany przecież topos. Miasto jak scena, na której na naszych oczach przeobrażają się świat pracy i kapitału, splecione w starym zmaganiu. Dla jednych to śmiertelna walka, dla innych – dziwaczna gra kochanków. Gitkiewicz buduje opowieść, wplatając we współczesne historie o złej i dobrej pracy zarobkowej historię własnej familii. „Cała jedna nitka mojej rodziny zaczęła się w Żyrardowie. Prababka tam się  urodziła i jak wiele dziewcząt poszła pracować do fabryki”: początek XX w., jeszcze przed niepodległością. Później wolna Polska z jej kolonialnymi zależnościami, grozą bezrobocia i biedy nie tylko w czas wielkiego kryzysu, następnie PRL-owskie realia, pokazane bez jakiegokolwiek ideologicznego (re)sentymentu, w całej swojej niejednorodności. Widzimy faktyczne osiągnięcia socjalne i PRL-owski wyzysk przemieszany z ustrojową opresją, ukryte za PZPR-owskim frazesem. I odmienność biografii oraz specyfiki pracy: to pojawia się wraz z awansem społecznym. Bo przecież Gitkiewicz nie jest szwaczką, ma za sobą studia i pracę w korporacji w neokapitalistycznym świecie. Gdyby reportażystka skupiła się jedynie na naszym „tu i teraz”, jej książka byłaby znacznie mniej ciekawa. To kontrasty, gra na różnorodnościach, ukazanie przemian stanowią jej główny walor.

Błędem byłoby sądzić, że Gitkiewicz operuje stereotypem „dobrej pracy” w czasach PRL-u i „złej pracy” w III RP. Nie jest to jednocześnie książka jedynie o realiach tej inteligenckiej / umysłowej pracy. Autorka pokazuje szerokie spektrum zjawisk: stare i nowe zależności, formy wyzysku, odmienne wyzwania i nadzieje. Odnieść można smutne wrażenie, że zniewolenie pracą w czasach III RP może przynosić dla jednostki o wiele bardziej dramatyczne skutki niż w czasach zniewolenia geopolitycznego. Można to nazwać paradoksem niepodległości, można nazwać jej absurdem, ale chyba przez trzy dekady przemian nie potrafiliśmy jako społeczeństwo przyznać się przed sobą do tego faktu. A być może to przede wszystkim elitom trudno było zauważyć, że coś jest głęboko nie tak z wyczekiwaną wolną Polską. Opowiedziana w książce historia samobójstwa Ilony Pujanek stanowi jej najtrudniejszą część, próbę zrozumienia, jak bardzo praca może przeorać ludzkie życie – stosunki pracy to nie abstrakcyjny byt, to suma międzyludzkich, ekonomicznych, społecznych i kulturowych relacji, które – choćby wbrew głębokim nadziejom chrześcijańskiej etyki – nie budują człowieka, ale prowadzą do jego destrukcji. Albo autodestrukcji.

Granice między pracą zawodową a życiem prywatnym nigdy nie były i nie będą tak ścisłe, jak sugeruje to choćby znana lewicowa formuła: „osiem godzin pracy, osiem godzin wypoczynku, osiem godzin snu”.

Zawsze ściśle przenika się ona z życiem, ponieważ człowiek nie dysponuje „egzystencją zastępczą”. Jeżeli chorujemy na grypę i nie możemy wziąć zwolnienia, jesteśmy szczęśliwie zakochani, cierpimy po śmierci rodzica lub dziecka, to nie zostawiamy swojego „ja” w domu. Cierpiące lub szczęśliwe „ja” idzie do pracy, gdzie co najwyżej może stłumić / ograniczyć swoją prywatność, ale nie może jej anihilować. Co więcej, gdy „ja” doznaje mobbingu albo wyzysku, doświadcza go nie jako abstrakcyjna „siła robocza”, ale jako osoba ludzka: doznane zło zatruwa całe życie. A że żyjemy często pod presją dyspozycyjności, elastyczności i niskich zarobków, wymuszających poszukiwanie dodatkowych źródeł utrzymania, praca kształtuje całe nasze życie, a nie tylko jakiś jego sztucznie odseparowany i możliwy do egzystencjalnego wyłączenia obszar.

To nie jest kraj dla pracowników – tytuł nie zostawia złudzeń co do przekazu kolejnej książki Wosia. „Przegrałeś? Nie masz pracy? Szef traktuje cię jak śmiecia? Jest ci trudno? Widocznie nie nadajesz się do normalnej, zdrowej, kapitalistycznej gospodarki. (…) Taka opowieść nie od razu wywołała sprzeciw. Sporo czasu musiało upłynąć, zanim się zorientowaliśmy, że polski pracownik wcale nie jest winny temu, co go spotyka, a raczej padł ofiarą wyjątkowo nieracjonalnego, niesprawiedliwego i dysfunkcjonalnego modelu gospodarczego, który został zbudowany w Polsce po roku 1989”. Sam fakt, że takie zdania czytamy w książce wydanej przez lewicowego publicystę mainstreamowego tygodnika „Polityka”, jest syndromem głębokiej zmiany wyobrażeń społecznych, jaka zachodzi na naszych oczach. Trudno w tym momencie ocenić, na ile ta nowa narracja upowszechni się choćby w ciągu kolejnej dekady, ale jej radykalizm jest wyraźny i zapewne szokujący dla wciąż niemałej części środowisk nadających ton rodzimej debacie publicznej.

Woś odwraca logikę dominującego przekazu dotyczącego polskiej transformacji, wedle którego nieliczne wolnorynkowe środowiska musiały w pocie czoła nauczać kapitalizmu roszczeniowe społeczeństwo, którego niemała część najwyżej zamieniłaby socjalizm bezbożny na pobożny. Szczęśliwie, autor nie reprezentuje też szkoły myślowej, którą w skrócie można nazwać: „najlepiej nam było za Gierka”. Wedle jego argumentacji Polacy i Polki byli bardzo zaradni, tyle że znaczną część potencjału społecznego w pierwszych latach transformacji pochłaniały próby radzenia sobie z ogromem przemian. Ta teza znajduje zresztą swoje odzwierciedlenie choćby w pracach naukowych Sylwii Urbańskiej i Piotra Bindera. Mówię o książkach Matka Polka na odległość. Z doświadczeń migracyjnych robotnic 1989–2010Młodzi a bieda. Strategie radzenia sobie w doświadczeniu młodego pokolenia wsi pokołchozowych i popegeerowskich. Patrząc szerzej: młode pokolenie socjolożek i socjologów często podkreśla, jak bardzo w III RP zmistyfikowano debatę publiczną o mniej zasobnej części społeczeństwa.

Odrzucenie stereotypu „post-PRL-owskiej roszczeniowości”, który zakorzenił się w naszej wyobraźni społecznej, nie jest jedynie kwestią historycznej rewizji. Mamy pełne prawo do innego modelu, etosu i etyki pracy. Więcej czasu na odpoczynek, szacunek dla praw pracowniczych, wzrost płac, stymulowany także ustawowym podniesieniem płacy minimalnej, wzmocnienie roli związków zawodowych i instytucji odpowiedzialnych za przestrzeganie prawa, ograniczenie przywilejów kapitału: to jest realna szansa na lepsze życie. Dziś należałoby walczyć raczej o znaczne zmniejszenie liczby umów cywilnoprawnych i zastąpienie ich etatami, należałoby zabiegać o większe podatki dla bogatszych. Jak widać, To nie jest kraj dla pracowników jest książką naprawdę obrazoburczą.

Równoległa lektura książki Wosia i Gitkiewicz wprowadza intrygujące napięcie między szerszym, systemowym, chłodniejszym (choć zaangażowanym społecznie!) opisem a bardziej intymną, osobisto-rodzinną, jednostkową perspektywą. Choć wypada wycieniować ten obraz: Olga Gitkiewicz nie ucieka od kontekstu społecznego, politycznego i historycznego. Walory reportażu pozwalają jej jednak łatwiej operować na granicy świata jednostkowego i uniwersum społeczno-gospodarczej opowieści. I mimo że Woś pisze bodaj najprzyjaźniejszym dla liberalnej publiki stylem spośród wszystkich lewicowych publicystów i publicystek, to Nie hańbi Gitkiewicz mocniej przemówi do wyobraźni tych odbiorców i odbiorczyń, którzy szukają w lekturze także emocji i nie tylko chcą poznać pracę po polsku przez pryzmat struktur gospodarczych i procesów społecznych, ale pragną zobaczyć konkretne ludzkie twarze.

Olga Gitkiewicz

Nie hańbi

Wydawnictwo Dowody na Istnienie, Warszawa 2017, s. 220

 

Rafał Woś

To nie jest kraj dla pracowników

Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2017, s. 400


 
 

Zapisz się
do newslettera
a otrzymasz:

● 35% rabatu na dowolny numer miesięcznika
● informacja o promocjach, wydarzenich i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter