70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Poszukiwany: Jezus Chrystus

Opowieść stara jak dzieje katolicyzmu: Kościół wobec świata, Kościół w świecie. A zarazem: wciąż nowa historia, przeżywana, odczytywana i rozumiana przez następujące po sobie pokolenia wierzących, wszędzie tam, gdzie dotarła Dobra Nowina.

Książka ks. Draguły przynosi zbiór artykułów poświęconych obecności sacrum w świeckiej rzeczywistości państw, społeczeństw, kultury masowej. Jej podstawowym walorem jest klarowne przedstawienie bogatej faktografii, wielowymiarowe nakreślenie podjętych zagadnień, prezentacja trudnych problemów w rzeczowy, spokojny sposób. Podkreślam tę ostatnią kwestię, bo nierzadko daje się dziś we znaki rozpaczliwy, protekcjonalny albo nazbyt lekkomyślnie optymistyczny ton w publicystyce spod znaku: „Kościół i świat współczesny”.

„Poszukiwany: Jezus Chrystus. Oskarżony o mącenie ludziom w głowach, o skłonności anarchistyczne i spiskowanie przeciw władzy państwowej” – to cytat z monologu Klausa Kinskiego wygłoszonego w Berlinie w roku 1971. Występ przerwała policja, co doprowadziło do zamieszek wśród pięciotysięcznej publiki. Ks. Draguła przywołuje to wydarzenie w artykule Msza w teatrze, czyli rytuał na niby, w którym analizuje spektakl Artura Żmijewskiego pt. Msza: nieudaną próbę przeniesienia i zrozumienia Eucharystii w przestrzeni zdesakralizowanej, poddanej rygorom zwykłego, „obiletowanego” przedstawienia teatralnego.

Frazę: „Poszukiwany: Jezus Chrystus” można traktować jako klucz do zrozumienia Copyright… Dwuznaczność sformułowania nawiązuje stylistyką do listu gończego. Ks. Draguła z jednej strony ukazuje nam, jak on sam jako kapłan, teolog i publicysta odczytuje znaki czasu. To wiara szukająca zrozumienia, poszukująca znaczenia własnej wspólnoty duchowej (z jej liturgią, symbolami, obrazami) w przestrzeni profanum, w świeckiej kulturze. Z drugiej strony eseje pokazują, jak Jezus Chrystus staje się w oczach współczesnych kimś winnym, niewygodnym, źle rozumianym, „pozbawionym siebie”, jak staje się „postacią bez tożsamości”, a znaki święte Kościoła zostają sprowadzone do kodów kultury: masowej, narodowej, państwotwórczej czy wręcz stają się opatentowanymi znakami towarowymi.
Copyright na Jezusa skłania do postawienia pytania, czy nie nazbyt entuzjastycznie podchodzimy do różnych współczesnych form obecności symboli wiary katolickiej czy chrześcijańskiej w świecie. Nie dlatego, że są tu niewłaściwe, że powinniśmy „chować się w kruchcie”, lecz dlatego, że ich prawdziwe znaczenie zostaje zaciemnione lub zafałszowane.

Ks. Draguła z troskliwością i odpowiedzialnością duszpasterza oraz człowieka pióra bardzo precyzyjnie ukazuje granice między sakralnym i profanicznym kontekstem użycia znaków Kościoła zarówno przez wierzących, jak niewierzących (w przestrzeni wiary i sferze publicznie deklarowanej neutralności lub „neutralności”). Omawia te kwestie między innymi w artykule W szkole i parlamencie. O rzekomej pasywności znaków, w którym pokazuje, jak na gruncie świeckich, prawnych, kulturowych uzasadnień przebiega obrona znaku krzyża w szkołach (casus włoski) czy w parlamencie (casus polski). Analiza, jaką przeprowadza, opiera się na spostrzeżeniu, że „obrona krzyża” często pozbawia go jego fundamentalnej, ewangelicznej i ewangelizującej treści. Krzyż staje się niegroźnym, pasywnym znakiem: to jest takim, który nie prowokuje do nawrócenia, nie jest znakiem misyjnym. Jak zauważa autor: „Wśród pogan ten znak budził niegdyś grozę, był »zgorszeniem dla Żydów, a głupstwem dla pogan« (zob. 1 Kor 1,23). (…) A jakie reakcje wzbudza we współczesnych Europejczykach? W większości – żadne. To przecież znak pasywny. Przynajmniej takie jego znaczenie usankcjonowano w sądowym wyroku”.

Pytanie, które wymagałoby już kolejnych tekstów i analiz, brzmi: czy nie jest to „wliczona w koszty” cena za to, by zachować obecność symboli wiary w zsekularyzowanym świecie, który podchodzi do chrześcijaństwa ze znaczną ambiwalencją: dąży do ograniczenia wpływów religii czy też wiary w przestrzeni publicznej, choć wciąż jest skłonny traktować je jako element konstytutywny własnej tożsamości. Nie widać tu łatwych rozstrzygnięć ani konkluzji. Bo przecież – choć dla wielu źle to brzmi – gorliwość apostolska w Kościele niejednokrotnie szła w parze ze sztuką dyplomacji.

Kontrowersje mogą wzbudzić te artykuły ze zbioru, które odnoszą się do kwestii smoleńskiej żałoby i obecności symboli religijnych w przestrzeni okołopolitycznej (Rzecz o narodowości krzyża, Król umiera, czyli (świeckie) ceremonie). Odnoszę wrażenie, że argumentacja ks. Draguły jest tu zbyt restrykcyjna i krzywdząca dla obrońców krzyża z Krakowskiego Przedmieścia, których postawę zakwalifikował ostatecznie jako „upartyjnioną”, narodowo-katolicką. A przecież, jak sam zauważył, krył się tu o wiele potężniejszy ładunek treści: „okazało się, że w społeczeństwie silnie naznaczonym – jeśli nie wiarą, to chrześcijaństwem – autonomii Kościoła i państwa śmierć nie rozumie. (…) W Polsce raz jeszcze objawiła się moc religii, ukazując tym samym niekonieczność religii cywilnej, odwołującej się do bliżej nieokreślonego deizmu, który legitymizowałby wyznawane wartości”.

Ostatecznie, dzięki tej publikacji z większą uwagą spojrzałem na leżący na biurku krucyfiks ze stacjami drogi krzyżowej, umieszczony w otoczeniu „ometkowanych” komputerowych akcesoriów, płyt CD i DVD, książek, papierosów, lewicowej prasy społeczno-politycznej i sentymentalnych gadżetów w rodzaju czarnego kubka z napisem „Franz Kafka”. To, co wyróżnia krzyż, wkomponowane w drewno emblematy Męki Pańskiej, przenika poza świat.

ks. Andrzej Draguła
Copyright na Jezusa. Język, znak, rytuał między wiarą a niewiarą
Biblioteka „Więzi”, Warszawa 2012, s. 232

 
 

Dołącz do nas!

Prenumeratorzy zyskują więcej.

Zobacz ofertę!

Prenumerata