Eliza Mórawska-Kmita fot. Edyta Leszczak
Eliza Mórawska-Kmita fot. Edyta Leszczak
Eliza Mórawska-Kmita maj 2026

Masz wszystko, czego potrzebujesz

Po długim scrollowaniu można dojść do wniosku, że jesteśmy niewystarczający. Zadaję sobie pytanie: czy zyskałam większą wiedzę czy więcej zmartwień i obaw?

Artykuł z numeru

Analogowe nawyki

Analogowe nawyki

Czytaj także

Michał Jędrzejek. Ilustracja: Agata Nowicka

Michał Jędrzejek

Jak często myślisz o przyszłości?

O większości swoich problemów nie miałam kiedyś pojęcia.

Dziś wystarczy włączyć media społecznościowe – nie dość, że dowiadujemy się o jakimś nowym zmartwieniu, to od razu otrzymujemy instrukcję, jak mu sprostać.

Dawniej, kiedy byłam przeziębiona, szłam do lekarza. Gdy jakaś roślina w moim domu zaczynała słabnąć, sięgałam po książkę Pielęgnowanie roślin pokojowych Davida Longmana – wystarczyło znaleźć rysunek, na którym pokazane były choroby konkretnej rośliny. Kiedy zaczynałam mieć jakąś nową pasję, szłam do biblioteki, żeby przejrzeć książki na jej temat. Pisałam pamiętniki, wysyłałam listy, miałam papierowy kalendarz. Gdy potrzebowałam przepisu na paprykę konserwową, wiedziałam, kto robi najlepszą, i do tej osoby udawałam się po wskazówki.

Lubię chodzić na bazarki i ryneczki, na których nie tylko robię zakupy, ale też chętnie rozmawiam ze sprzedawcami o tym, jak coś uprawiać i jak gotować. Rozmawiam o hodowli kur i pieczeniu dyni na zupę.

Ostatnio, gdy w rozmowie z moim ulubionym panem, od którego kupuję warzywa, usłyszałam, że cebula czerwona jest zdrowsza i lepsza od białej, bo „tak mówili w internecie”, zrobiło mi się jakoś przykro. Coraz częściej to słyszę: „bo tak powiedzieli w internecie”.

Jako osoba wychowana w czasach wyłącznie analogowych, wchodząc w dorosłość i w początek ery cyfrowej, cieszyłam się, że oto otwierają się nowe możliwości. Będę mogła więcej wiedzieć, więcej czytać, więcej słuchać, poznawać więcej opinii. Dziś jednak zadaję sobie pytanie, czy zyskałam większą wiedzę czy więcej zmartwień i obaw. Czy jestem zdrowa, czy dobrze wychowuję swoje dzieci, czy mój pies na pewno ma wystarczająco długie spacery, czy czytam wszystko, co powinnam?

Nie trzeba być dzieckiem, by po długim scrollowaniu dojść do wniosku, że jesteśmy niewystarczający. Nawet jeśli mamy swój rozum i życiowe doświadczenia, ta nieustająca mieszanka dobrych porad i kręcenia afer o wszystko sprawia, że zaczynamy zadawać pytania o to, co zmienić w sobie i w swoim otoczeniu, w mężu, w dzieciach, w sąsiadach. Gdzie kupować, gdzie absolutnie nie chodzić. Co jest modne, a co passé. Kogo dziś czytać, a kogo nie, bo coś gdzieś powiedział, więc już nie wypada się przyznać do tego, że go lubisz. Nadążacie jeszcze?

Pewnego dnia, kiedy znów bezmyślnie scrollowałam i wydawało mi się, że kręcę się w coraz bardziej bezsensownej karuzeli beznadziejnych treści, doszłam do wniosku, że muszę coś zrobić, żeby nie zwariować. Muszę wrócić na bezpieczne tory, gdzie widać drogę naprzód, widać jej rozgałęzienia, widać jakiś cel tej podróży przez życie. Nie chcę być papierową łódką rzuconą na wzburzone fale informacji i dezinformacji, bo to przecież treści, których wcale nie potrzebuję.

To był moment, w którym doceniłam fakt, że było mi dane żyć w czasach analogowych, dzięki czemu wiem, jak wrócić na te tory. Gdzie szukać informacji, co czytać, czego słuchać i jak uspokoić zdezorientowany umysł. Po moich dzieciach z pokolenia Alfa widzę, że znalezienie sobie analogowych zajęć, które będą bardziej atrakcyjne niż treści w komputerze, to wcale nie taka prosta sprawa.

Chcesz przeczytać artykuł do końca?

Zaloguj się, jeden tekst w miesiącu dostępny bezpłatnie.

Zaloguj się