Zaczynam pisać ten tekst oszołomiona, tuż po niespodziewanym nalocie raniuszków na mój balkon – tych białych kulek puchu, które niedawno zostały okrzyknięte ptakami roku i rozczuliły znajomych, których nie podejrzewałam o ptasiarstwo. Te białe kulki puchu, o głosach jak szpileczki rozsypane po podłodze, wpadły na szybką wyżerkę pomimo odważnej obrony terenu przez samca bogatki, a ja zastygłam za zasłoną oszołomiona. To rzadcy goście, rzadka jest też okoliczność ich wizyty. Jest mroźne, suche przedpołudnie, a sikory, jeden rudzik, kilka gołębi i nieoczekiwana ekipa raniuszków ganiają w nerwowym pośpiechu po balkonach. Dlaczego akurat dziś? Dlaczego wszystkie naraz? Czy bogatka broniła swojej tłuszczowej kuli, czy należała do bandy i tylko się przekomarzała? Czy nadchodzi ochłodzenie i ptaki magazynują kalorie? Jaką trasę obrały raniuszki, że wpadły akurat na moje osiedle? Który zmysł je tu przyprowadził – węch, wzrok, czy też inna zdolność lokalizowania pożywienia?
Nie mogę przestać analizować sytuacji – w oparciu o moją nieusystematyzowaną wiedzę ornitologiczną i jeszcze bardziej wyrywkowe doświadczenie, które nie pozwala mi nazwać się „birdwatcherką” pełną gębą. Przywołuję więc w pamięci, co na ten temat pisała osoba, która na to miano nie tyle zasługuje – to wręcz umniejszałoby jej roli – ile miano to kosmicznie przewyższała. Osoba obserwująca ptaki, żyjąca z ptakami, prowadząca życie towarzyskie z ptakami, życie intymne z ptakami, opisująca ich indywidualne charaktery, anegdoty z ich udziałem i rozrywające serce dramaty. Gwendolen Howard.
Biografie ptaków
Śpiew Jane tak bardzo różnił się od śpiewu innych sikorek. Zmieniał się subtelnie każdego roku. Zamiast powtarzać te same nuty, schodziła w dół skali o tercję. Zaczynała od dzwoniących wysokich tonów, a im bardziej obniżała dźwięki, tym stawały się coraz słodsze, coraz bardziej miękkie. Śpiew Jane był tak różny od śpiewu innych sikorek, ale tylko Len Howard potrafiła to usłyszeć.
W dawnym życiu Len była muzyczką. W tym właściwym zaszyła się w samotni i zaczęła uczyć się języka ptaków. Rozumiała wszystko, bo ptaki chciały być rozumiane.
Stawiały żądania, wymyślały małe kłamstwa, obwieszczały tragedie. Ona spisywała ich biografie. A oto biografia Jane.
Sikora Jane związała się z młodym samcem Baldheadem. Upatrzyła sobie budkę na jednym z drzew owocowych. Zaczęła znosić mech, ale kiedy odlatywała po więcej materiału, inna samica wnosiła swój. Jane po powrocie wyrzucała to, co przyniosła druga. Grey – bo tak nazwała ją biografka – nie robiła tego nigdy.
Grey nie miała partnera.
Grey najwyraźniej chciała żyć z Jane i Baldheadem.
Kiedy znów wleciała do gniazda, głos Jane – słodki i miękki – wpadł we wrzask, który znaczył: odejdź.
Jane tuż przed złożeniem jaj śpiewała piękniej niż kiedykolwiek. Pieśń życia i spełnienia. Za to Grey latała za nią bez jednego dźwięku, jak cichy cień. Gdy Jane zniosła pierwsze jajo, Grey nie miała już wstępu do budki. W pośpiechu skleciła gniazdo dla siebie z czego popadło.

