Mały rudzik siedzący na gałęzi drzewa, odwrócony bokiem w prawą stronę. Ptak ma pomarańczową pierś i gardło, szarawy brzuch oraz brązowo‑oliwkowy grzbiet. Tło jest jasnozielone, bez wyraźnych szczegółów
Rudzik wystawia się do obserwacji fot. Alamy/BE&W
Elżbieta Łapczyńska maj 2026

My, ptasiary

Co birdwatching daje człowiekowi? Wyrywa mi się: NIC. To hobby, które nie ma w sobie nic rynkowo wartościowego. Nie wyrzeźbi sylwetki, nie poprawi kondycji. A jednak czuję, że wydarza się we mnie wówczas coś ważnego, coś, co mnie zmienia

Artykuł z numeru

Analogowe nawyki

Analogowe nawyki

Czytaj także

Ilustracja w formie papierowego kolażu, jasne teksturowe tło. Profil uśmiechniętego mężczyzny jest zwrócony w prawą stronę. Twarz ma kolor ciemnego różu. Na głowie znajduje się czapka w biało-różowe paski. Za ucho wetknięte jest wieczne pióro. Ubranie ma kolor pomarańczowy

Mira Marcinów

Skąd brać pewność, że się żyje?

Zaczynam pisać ten tekst oszołomiona, tuż po niespodziewanym nalocie raniuszków na mój balkon – tych białych kulek puchu, które niedawno zostały okrzyknięte ptakami roku i rozczuliły znajomych, których nie podejrzewałam o ptasiarstwo. Te białe kulki puchu, o głosach jak szpileczki rozsypane po podłodze, wpadły na szybką wyżerkę pomimo odważnej obrony terenu przez samca bogatki, a ja zastygłam za zasłoną oszołomiona. To rzadcy goście, rzadka jest też okoliczność ich wizyty. Jest mroźne, suche przedpołudnie, a sikory, jeden rudzik, kilka gołębi i nieoczekiwana ekipa raniuszków ganiają w nerwowym pośpiechu po balkonach. Dlaczego akurat dziś? Dlaczego wszystkie naraz? Czy bogatka broniła swojej tłuszczowej kuli, czy należała do bandy i tylko się przekomarzała? Czy nadchodzi ochłodzenie i ptaki magazynują kalorie? Jaką trasę obrały raniuszki, że wpadły akurat na moje osiedle? Który zmysł je tu przyprowadził – węch, wzrok, czy też inna zdolność lokalizowania pożywienia?

Nie mogę przestać analizować sytuacji – w oparciu o moją nieusystematyzowaną wiedzę ornitologiczną i jeszcze bardziej wyrywkowe doświadczenie, które nie pozwala mi nazwać się „birdwatcherką” pełną gębą. Przywołuję więc w pamięci, co na ten temat pisała osoba, która na to miano nie tyle zasługuje – to wręcz umniejszałoby jej roli – ile miano to kosmicznie przewyższała. Osoba obserwująca ptaki, żyjąca z ptakami, prowadząca życie towarzyskie z ptakami, życie intymne z ptakami, opisująca ich indywidualne charaktery, anegdoty z ich udziałem i rozrywające serce dramaty. Gwendolen Howard.

Biografie ptaków

Śpiew Jane tak bardzo różnił się od śpiewu innych sikorek. Zmieniał się subtelnie każdego roku. Zamiast powtarzać te same nuty, schodziła w dół skali o tercję. Zaczynała od dzwoniących wysokich tonów, a im bardziej obniżała dźwięki, tym stawały się coraz słodsze, coraz bardziej miękkie. Śpiew Jane był tak różny od śpiewu innych sikorek, ale tylko Len Howard potrafiła to usłyszeć.

W dawnym życiu Len była muzyczką. W tym właściwym zaszyła się w samotni i zaczęła uczyć się języka ptaków. Rozumiała wszystko, bo ptaki chciały być rozumiane.

Stawiały żądania, wymyślały małe kłamstwa, obwieszczały tragedie. Ona spisywała ich biografie. A oto biografia Jane.

Sikora Jane związała się z młodym samcem Baldheadem. Upatrzyła sobie budkę na jednym z drzew owocowych. Zaczęła znosić mech, ale kiedy odlatywała po więcej materiału, inna samica wnosiła swój. Jane po powrocie wyrzucała to, co przyniosła druga. Grey – bo tak nazwała ją biografka – nie robiła tego nigdy.

Grey nie miała partnera.

Grey najwyraźniej chciała żyć z Jane i Baldheadem.

Kiedy znów wleciała do gniazda, głos Jane – słodki i miękki – wpadł we wrzask, który znaczył: odejdź.

Jane tuż przed złożeniem jaj śpiewała piękniej niż kiedykolwiek. Pieśń życia i spełnienia. Za to Grey latała za nią bez jednego dźwięku, jak cichy cień. Gdy Jane zniosła pierwsze jajo, Grey nie miała już wstępu do budki. W pośpiechu skleciła gniazdo dla siebie z czego popadło.

Chcesz przeczytać artykuł do końca?

Zaloguj się, jeden tekst w miesiącu dostępny bezpłatnie.

Zaloguj się