Eliza Mórawska-Kmita fot. Edyta Leszczak
Eliza Mórawska-Kmita fot. Edyta Leszczak
Eliza Mórawska-Kmita kwiecień 2026

Przyjaźnij się jak dzieci

Obiecałam sobie, że zapamiętam to uczucie braku i tęsknoty. Staram się żyć tak, by mieć ważne osoby obok siebie. I tego uczę moje dzieci

Artykuł z numeru

Pułapki samorozwoju

Pułapki samorozwoju

Czytaj także

Karol Kleczka

Karol Kleczka

Mam zawsze rację

Ostatnio dużo myślę o dziecięcej przyjaźni. Mam przywilej obserwowania, jak się rodzi to piękne uczucie u moich córek: najmłodszych (8 i 11 lat) i u już dorosłej. Dzięki nim przypomniałam sobie, jak to jest przyjaźnić się bezwarunkowo i szczerze. Mówić od razu, co się myśli, konflikty rozwiązywać na bieżąco, być lojalnym i dotrzymywać słowa.

Patrzę na moje dzieci i pytam samą siebie: czy umiem przyjaźnić się jak one? Bo przecież umiałam.

Przyjaźnie nawiązuje się przypadkiem, bez planu. Na placu zabaw, w przerwie między lekcjami, na szkolnej wycieczce. Na korytarzu w przychodni, na spacerze z psem. Wygląda na to, że los krzyżuje nasze ścieżki po to, by dać nam możliwość poznania kogoś bliskiego sercu. Tylko nie każdy to zauważa. Czasem taka okazja trwa chwilę, jest jak piłka rzucona w naszą stronę. Pytanie, czy potrafimy ją złapać. I czy chcemy.

Patrzę wstecz na moje życie i wyraźnie widzę chwile, w których podjęłam wyzwanie. Dostrzegam też te, w których je zignorowałam, świadomie lub mniej. A przecież niektóre okazje nawet się powtarzały.

Patrzę na moje dzieci jak na trzy modele nawiązywania przyjaźni. Jedna córka stawia na relacje z maksymalnie dwiema osobami, druga na przyjaźnie warunkowane miejscami: tu przyjaciółka od koni, tam ze szkolnej ławki, jeszcze inna w miejscu, do którego jeździmy na wakacje. I trzecia córka, czyli ostatni model: przyjaźni się z wieloma osobami i robi wszystko, by je ze sobą nawzajem poznawać. Kiedy wyjeżdża, zawsze ma pod ręką telefon, żeby móc porozmawiać, bo szybko tęskni. A niezależnie od telefonów i spotkań pisze listy: papierowe, wysyłane pocztą. Oczywiście różnie

z tą pocztą bywa, zdarza się, że list priorytetowy idzie dwa tygodnie, ale czekanie okazuje się równie ważne co samo pisanie i otrzymywanie korespondencji. Mimo swojego młodego wieku córka łączy dzieci z różnych miast. Przyglądam się temu z niemałym podziwem. Jej relacje wydają się trwałe, karmione codzienną rozmową na wiele tematów, którą nieraz mam okazję słyszeć.

Czasem jestem wtajemniczana w mniejsze i większe sprawy, bywa, że służę radą, bo w dziecięcym świecie nie ma nieważnych spraw. Nawet te malutkie potrafią okazać się kwestiami wielkiego kalibru.

Czytaj także

Mam zawsze rację

Zanim zostałam mamą po raz pierwszy, wydawało mi się, że dziecko jest lustrem rodziców i upodabnia się charakterem do jednego lub drugiego. Usilnie szukałam określonych cech w swojej najstarszej córce, chcąc zapewnić jej rzeczy, jakich ja nie miałam w dzieciństwie. Myślałam, że ją tym uszczęśliwię.

Z każdym kolejnym dzieckiem widziałam jednak, jak moje wyobrażenia nijak się mają do rzeczywistości. Predyspozycje czy uzdolnienia to rzecz względna. Talent nie zawsze idzie w parze z genami, może to po prostu przypadkowy dar? Szczęście rodzica to dziecko, które sobie radzi we współczesnym świecie. Umie żyć wśród różnych ludzi, nawiązywać z nimi relacje, jest samodzielne i otwarte, ale też  świadome zagrożeń, jakie niesie życie.

Chcesz przeczytać artykuł do końca?

Zaloguj się, jeden tekst w miesiącu dostępny bezpłatnie.

Zaloguj się