olga tokarczuk empuzjon
(fot. Harald Krichel, CC BY-SA 4.0 / Wikimedia Commons // Wydawnictwo Literackie)
Artur Madaliński lipiec-sierpień 2022

„Empuzjon” Olgi Tokarczuk, czyli wołanie o wielość

Ależ smakowity to kąsek dla tych, którzy lubią słuchać, jak książki ze sobą rozmawiają i tropić ciągnące się od tekstu do tekstu nawiązania! W „Empuzjonie” – nowej, długo wyczekiwanej powieści Olgi Tokarczuk – znajdą ich owi pasjonaci literackich powinowactw całą masę.

Artykuł z numeru

Rzeczy, które kochamy

Czytaj także

Olga Tokarczuk

Ćwiczenia z obcości

Eliza Kącka

Dar Bogini

Począwszy od właściwej opowieściom grozy aury niesamowitości, poprzez wątek kryminalny (co roku w czasie pierwszej listopadowej pełni księżyca giną ludzie), aż po przepracowywanie wielu tez freudowskiej psychoanalizy czy liczne mitologiczne powinowactwa. Wszystkie te kulturowe gry toczą się jednak w cieniu Czarodziejskiej góry: arcydzieło Tomasza Manna stanowi dla Empuzjonu nieustannie obecny układ odniesienia, w którym – niczym w metadyskursywnej ramie – umieściła Tokarczuk świat przedstawiony.

Noblowskie tematy

Akcja powieści rozgrywa się w Sokołowsku (zwanym niegdyś Görbersdorfem), które znane jest jako pierwsze sanatorium wykorzystujące nowatorską – bazującą na górskich spacerach, odpowiedniej diecie („dużo mleka i masła”) oraz leżakowaniu – metodę leczenia gruźlicy. Lokalną inkarnacją Hansa Castorpa jest Mieczysław Wojnicz, student inżynierii wodno-kanalizacyjnej na Politechnice Lwowskiej. We wrześniu 1913 r. przybywa on do uzdrowiska, by zwalczyć rozwijającą się w jego płucach tuberculosis. W Sokołowsku Mieczyś spotyka rozdyskutowane (wyłącznie męskie, kobiet tu prawie nie ma) towarzystwo, w którym nietrudno będzie zauważyć emanacje słynnych Mannowskich bohaterów: Leo Naphty i Lodovica Settembriniego. Ale przecież nie tylko ich; entuzjaści opowieści o siedmioletniej kuracji Castorpa w Davos dostrzegą zapewne odbicia także innych postaci – chociażby wuja Tienappla czy gospodyni Schalleen – oraz całą masę rozmaitych aluzji, którymi gęsto usiana jest nowa powieść autorki Ksiąg Jakubowych (łącznie z nawiązaniem do motywu najsłynniejszego w literaturze ołówka, który „śmiertelnie blady” Hans pożycza od Kławdii Chauchat).

Jednak Tokarczuk zaprasza nas także do rozmowy innej niż ta, którą prowadzą dialogujące między sobą teksty.

To rozmowa bardzo aktualna, rozbrzmiewająca sygnalizowanymi zarówno w poprzednich książkach, jak i w znakomitej mowie noblowskiej tematami. Mam na myśli kwestie związane z postępującą fragmentaryzacją rzeczywistości skutkującą rozbiciem „tajemniczej Raumgeist” i usytuowaniem człowieka w pozycji buńczucznego władcy (wszech)świata, nieuświadomione sieci wzajemnych powiązań i zadziwiających zabiegów okoliczności, które determinują nasz los oraz (przede wszystkim) sprawę kobiet. Ta ostatnia ujawnia się niejako źródłowo, w samym sposobie ewokowania opowieści.

Narratorki Empuzjonu

Fabułę Empuzjonu śledzimy oczyma osobliwego narratora. A raczej narratorek, bo z taką – niemęskoosobową – perspektywą opowiadania mamy tu do czynienia. Kim tajemnicze „one” są? Być może nienasyconymi Empuzami, które potrafią przyjmować postać pięknych dziewic po to, by uwodzić mężczyzn, wysysać z nich wszystkie soki i (w otaczających Görbersdorf lasach) zabijać swoich kochanków? Albo „wielką, ogromną matczyną strukturą”, która oplata wszystko z dołu i obserwuje czujnie męskich intruzów, przypominających w tej optyce „wielkie potężne kolumny” z małymi wpustkami (głów) na szczycie? Trudno jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie, w każdym razie całkowicie niemal homogeniczny genderowo świat uzdrowiska trzymany jest (bez jego wiedzy, rzecz jasna) w ryzach tej zagadkowej instancji opowiadającej.

Najpiękniejszy polski magazyn intelektualny

Ciesz się z darmowej dostawy
i dostępu do e-wydań

Prenumeruj znak

Sanatoryjny man’s world lubuje się w tasiemcowych debatach, ciągnących się całymi dniami (i nocami) utarczkach i konwersacjach, suto zakrapianych nalewką o znaczącej nazwie Schwärmerei (marzenia – jak brzmiałoby to dosłownie po polsku). Wszystkie te dyskusje w końcu sprowadzają się jednak do kobiet, o których zadowoleni z siebie protagoniści rozmawiają zdaniami przepełnionymi skrajnym szowinizmem, będącymi – pisarka zaznaczyła to w odautorskiej nocie – parafrazami tekstów takich autorów jak Platon, Bernard z Cluny, Tomasz z Akwinu, Fryderyk Nietzsche, William Shakespeare, Jonathan Swift, William Butler Yeats i wielu innych. Przerzucający się mizoginistycznymi bredniami o kobietach jako rasie niższej i perorujący o destabilizatorkach życia społecznego mężczyźni odsłaniają jednak najpoważniejszy zamiar Tokarczuk.

Wymazanie kobiet jest bowiem nie tylko gestem, który możemy odczytywać jako głos sprzeciwu w sprawie fallocentrycznych relacji władzy albo wołanie o równość płci. W Empuzjonie pisarka chce czegoś więcej – chce wszystkiego. Upominając się o podmiotowość kobiet, za wszelką cenę stara się uniknąć pułapki płaskiego, dwubiegunowego postrzegania rzeczywistości.

Figurą tego pragnienia jest główny bohater powieści. Porzucając dotychczasową formę życia, Wojnicz ucieka od toksycznego (przypadek?) ojca i staje się obiektem ideologicznych przepychanek wewnątrz samczego plemienia w uzdrowisku. Mimo pozornej słabości nie ulega jednak kolejnym próbom przekonania go do „pragmatycznego” punktu widzenia. Co więcej, trwale konstruuje swoją (opartą wcześniej na ciągłym tłumieniu targającej nim namiętności) tożsamość w chwili, gdy ostatecznie ją akceptuje, dostrzegając równocześnie subwersywną moc „kosmosu swojego ciała”. Wtedy mija suchotnicza gorączka, a bohater zdrowieje i – ubrany w buty, bieliznę i suknię po zmarłej Klarze Opitz – wyjeżdża z sanatorium. „Czuł się – czytamy w jednej z najlepszych scen powieści – mnogi, wielokrotny, wielopoziomowy, złożony i skomplikowany jak koralowa rafa, jak grzybnia, której całe prawdziwe istnienie mieści się pod ziemią”.

To zdanie odsłania najważniejszą, w moim przekonaniu, stawkę, o którą gra w Empuzjonie Tokarczuk. Tą stawką jest świat pozbawiony prostych podziałów, a nie spolaryzowany do przekonań skrajnych, świat wielobarwny, a nie męcząco czarno-biały, świat oparty nie na binarnych opozycjach, lecz prostych antytez pozbawiony, świat składający się z subtelnych odcieni, a nie świat wyostrzonych jaskrawo przeciwieństw. Taki właśnie świat – „pośredni, trudny do zniesienia, bo niejasny” – symbolizuje Mieczysław Wojnicz. Najnowsza powieść autorki Biegunów to znak tęsknoty za uniwersum radykalnie różnorodnym i w tym sensie jest narracją domagającą się nie tyle nawet równości (lub nie tylko jej), ile wielości. Ta ostatnia jest bowiem jedynym skutecznym antidotum na „potężną dysfunkcję” topornego dualizmu, która trawi świat późnej nowoczesności. Spróbujmy ten lek zastosować wedle receptury naszej ostatniej Noblistki, nie zapominając wszelako wskazań jej poprzedniczki, pouczającej w znanym wierszu, że pewność piękna, ale niepewność – której źródłem jest także różnorodność – piękniejsza.


Olga Tokarczuk, Empuzjon, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2022, s. 393

Kup numer