70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Winfried Georg Sebald fot. Ulf Andersen / Hulton / Getty

Ślady rozproszenia

Książka Sebalda to zapis wyprawy myśliwego, który mistrzowsko wskazuje nam zatarte tropy i wprawnie odsłania koleiny łączące pozornie odległe od siebie miejsca i zdarzenia.

W jednym z dzienniko­wych zapisków Franz Kafka, korzystając z (pozornie dystansującego) dobrodziejstwa zaimka „on”, opi­suje szczególnego rodzaju – zato­mizowany – modus vivendi: „Żyje w rozproszeniu. Jego cząstki, żyjąca na wolności horda, przemierzają świat. I tylko dlatego, że również jego pokój przynależy do świata, czasami dostrzega je w oddali” (tłum. Ł. Musiał). Ten, napisany zapewne w 1920 r., fragment nie tylko doskonale obrazuje relacyjną naturę naszej egzystencji – żyjemy o tyle, o ile jesteśmy związani z innymi, w przeciwnym razie trudno o życiu w ogóle mówić – ale też uzmysławia konsekwencje tej sytuacji. Drobiny naszego Bycia – coś w rodzaju ontologicznych czą­stek elementarnych – przynależą, przekonuje autor Wyroku, bardziej do świata niż do nas, oddalają się i zyskując autonomię, nieustannie krążą pomiędzy, by tak rzec, powłokami rzeczywistości. Nie mamy na nie wpływu, ale wiemy, że są, możemy się im przyglądać, ale nie możemy wydobyć ich ze świata i (na powrót) złożyć w całość. Nie są już naszą własnością, choć ciągle są przecież „nami” – ślady, którymi znaczymy przestrzenie, lektury, więzi z innymi. Zmieniają się z czasem, ukrywają, kamuflują. Odkrywanie i opisywanie ich obecności, ich tajemniczych, często pozbawionych tradycyjnej logiki koneksji jest domeną literatury. Tak w każdym razie pisze – ale i czyta – Winfried Georg Sebald.

*

Zbiór esejów Opis nieszczęścia(w jak zwykle świetnym tłumaczeniu Małgorzaty Łukasiewicz) przybliża autora Pierścieni Saturna zwłaszcza jako czytelnika, choć w przypadku tego pisarza niełatwo oddzielić refleksję dyskursywną (czy krytyczną) od partii ściśle artystycznych. Nie na darmo Sebald podkreślał często, że jego żywiołem jest proza. Proza – nie zaś powieść, opowiadanie, reportaż, esej literacki czy historyczny, które w jego książkach przenikają się niepostrzeżenie w osobny, rozpoznawalny niemal po jednym zdaniu, rodzaj pisarstwa. Jego integralną częścią są zarówno przetłumaczone kilka lat temu na język polski eseje (Wojna powietrzna i literatura oraz wydany już pośmiertnie Campo Santo), jak i teksty krytycznoliterackie, z których Sebald – pracujący przez wiele lat jako wykładowca w Katedrze Literatury Europejskiej Uniwersytetu Anglii Wschodniej w Norwich – złożył trzy tomy: Opis nieszczęścia. O literaturze austriackiej od Stiftera do Handkego (1985), Niesamowita ojczyzna. Eseje o literaturze austriackiej (1991) i Kwatera na wsi. O Gottfriedzie Kellerze, Johannie Peterze Heblu, Robercie Walserze i innych (1998). Łącznie 25 esejów, z których wydawca (wrocławskie Ossolineum) wybrał 12 i opatrzył tytułem pierwszej ze wspomnianych książek. Tak do rąk polskiego odbiorcy trafił Opis nieszczęścia.

W zbiorze znajdziemy teksty o pisarzach przede wszystkim niemiec­kojęzycznych, ale nie to kryterium jest tutaj spoiwem najistotniejszym. Dla twórcy Austerlitza ważniejsze jest coś bardziej uniwersalnego: wszyscy oni posiadają – jak powtarza za Walterem Benjaminem – „umiejętność zapa­miętałego nasłuchiwania zasadniczego tonu, który przenika wszystko”. Ten delikatny dźwięk świata dyktuje rytm ich prozy, podbija jej puls i sprawia, że nie zadowala się ona „tym, co widać na powierzchni”, nie jest wyłącznie zapisem faktów czy narzędziem naukowego poznania, lecz skuteczną formą oporu przeciwko śmierci i zapomnieniu. I dokładnie tacy spoglądający w głąb i rozdrapujący rany rzeczywistości pisarze najbardziej interesują autora Wyjechali. Są wśród nich Arthur Schnitzler, Franz Kafka, Elias Canetti, Jean Améry, Joseph Roth, Thomas Bernhard, Gottfried Keller, Jan Jakub Rousseau i Robert Walser. O wszystkich bez wielkiej przesady można powiedzieć, że ich relację wobec świata da się wyprowadzić tylko ex nega­tivo; są to pisarze cienia, śmierci, straty i melancholii – wygnańcy, którzy nigdzie nie czują się u siebie i nigdy nie opuszcza ich przeświadczenie, że „ciemność zaciska stryczek”.

*

Sebald jest czytelnikiem niezwykle skrupulatnym i zarazem świadomym swoich lekturowych poszukiwań, które zawsze niemal koncentrują się na tropieniu w tekście śladów tego, co już nieodwołalnie przepadło i spoczywa przykryte głęboko kolejnymi warstwami historycznego gruzu. Autor Wojny powietrznej i literatury zdrapuje z tekstu wszystko, co przeszkadza mu na drodze do odkrycia „geo­metrycznego punktu własnej tęsk­noty”, z którego wyprowadza swoje znakomite interpretacje: o Kafkow­skim („pękniętym”) mesjanizmie, ambiwalencji niemieckojęzycznych opowieści z getta, doświadczeniu tęsknoty za Heimatem w prozie Josepha Rotha, kulturowym pesy­mizmie Thomasa Bernharda czy przemijalności w pisarstwie Gott­frieda Kellera. Kompozycja Opisu nieszczęścia pozwala przy tym dostrzec nie tylko ewolucję metody krytycznej Sebalda – od dykcji ściśle niemal akademickiej do hybrydowej formy pisarstwa, w którym ekstrakcja prawdy i fikcji jest niemożliwa – ale też narodziny aksjologii lektury, której stawką nie są już literaturoznawcze hierarchie, lecz odkrywanie w tekście otorbionych naleciałościami czasu i historii fragmentów własnego istnienia. Ich rozpoznanie bywa mozolne, bo żyjąc, tracimy życie nie tylko w sensie najdosłowniej­szym (zostaje nam go coraz mniej), ale także symbolicznym: ubywa nas, bo wrastamy w świat, ciągle próbując się w nim (nieskutecznie) zakorzenić. To wszystko sprawia, że nasze tropy blakną, stają się coraz mniej czytelne. Aby na powrót je roz­poznać i zrozumieć konsekwencje nieustannie zmieniających się zależności pomiędzy „ja” a światem, trzeba – Sebald bierze to zdanie od Canettiego – „czytać, póki rzęsy nie zaczną cicho dźwięczeć ze zmę­czenia”. Taka lektura jest zawsze ruchem wsobnym – dochodzeniem do siebie, do własnych afektów, idio­synkrazji i fascynacji. Pisanie zaś, które jest jej owocem, nazwać by można „wciąż nawracającą czyn­nością przymusową”.

Definicję tę autor Campo Santo nie przypadkiem chyba daje w szkicu o Janie Jakubie Rousseau, gdyż właśnie w tym tekście wyraźnie widać, jak żywioł prozatorski roz­sadza konwencję krytycznoliteracką. „Pod koniec września 1965 roku, przy­jechawszy do Szwajcarii romańskiej, aby kontynuować tam studia, kilka dni przed rozpoczęciem semestru zrobiłem wycieczkę do regionu jezior i z Ins wybrałem się na tak zwany Schattenrain. Dzień był mglisty i przypomniałem sobie, że na skraju niewielkiego lasu porastającego wzniesienie spojrzałem za siebie na przebytą drogę, na rozciąga­jącą się ku północy, poprzerzynaną liniami prostymi kanałów równinę i zasnute mgłą dalekie wzgórza; a potem, powyżej miejscowości Lüscherz znowu wychodząc na otwartą przestrzeń, zobaczyłem w dole jezioro Bienne, przez godzinę i dłużej kontemplowałem ten widok i postanowiłem sobie w naj­bliższym czasie przeprawić się na wysepkę pośrodku jeziora, owego jesiennego dnia zalaną drżącym białawym światłem” – pierwsze dwa zdania, łudząco przypominające początek Wyjechali, wprowadzają ulubione motywy Sebalda (piesza wyprawa, mgła, zmącone światło) i, przede wszystkim, wyostrzają figurę narratora, który wypowie posłuszeństwo sztywnym rygorom uniwersyteckiego czytania. Na wspomnianą Wyspę Świętego Piotra powróci on po 31 latach, by zamieszkać w pokoju bezpo­średnio sąsiadującym z izbami zajmowanymi niegdyś przez Jana Jakuba Rousseau, który trafił tam jako wyczerpany duchowo i fizycznie wygnaniec z Paryża. Tego chwyta się niemiecki pisarz, bo w doświadczeniu samotności na obczyźnie znajduje odbicie swojego losu, a przecież po to się czyta – z całą zaś pewnością (także) po to czyta Sebald – żeby spomiędzy stawianych na papierze znaków wydobywać nici zszywające przeszłe z teraźniejszym, oswojone z obcym, unikalne z uniwersalnym.

Najwięcej o tym mówi w poruszającym, najważniejszym może w Opisie nieszczęścia eseju o twórczości Roberta Walsera. Pozostawiane przez niego (autora Mikrogramów) na życiowej drodze ślady – rozpoczyna Sebald – są tak lekkie, że łatwo mogłyby się zatrzeć. Walser nie ma właściwie biografii, jego wegetację przenika dojmująca pustka, proza natomiast „rozpada się przy czytaniu”. Wypełniają ją efemeryczne postaci, mgławicowe przestrzenie, najpospolitsze przedmioty. Nie wiadomo, jak się w tym pisarstwie zaha­czyć, jak zadzierzgnąć je wokół siebie, jak nadać mu odpowiedni ciężar – w rękach czytelnika twórczość Walsera ulatnia się jak kamfora. Dlatego Sebald, ilekroć podejmuje niesystemową (jak podkreśla) lekturę pism Szwajcara, ogląda fotografie. Wpatruje się w szczegóły garderoby Walsera, sposób noszenia kapelusza, układ plam na jego skórze, charakterystyczny wykrój wąsów – i pewien jest całkiem, że ma przed sobą swojego dziadka. Obaj zmarli w tym samym roku; Walser co prawda w grudniu, dziadek zaś w kwietniu, ale też – choć zaczynała się już wiosna – spadł śnieg. I dalej opowiada jeszcze o wyrażeniu „żałobna linia życia”, którego użył w jednej ze swoich książek i które – dosłownie identyczne – wyłoniło się („nie wiadomo z jakiego zapadliska”) z powieści Zbój Roberta Walsera.

Co znaczą te powinowactwa, krzyżujące się trajektorie, podobień­stwa? – pyta twórca Austerlitza. Co myśleć, gdy czytam opowieści jego studentów, wspominających, jak z zaskoczeniem odkryli, że ich profesor często nosił dwa zegarki, i natychmiast przypominam sobie mojego dziadka Franciszka, którego lewy nadgarstek okalał pasek z radzieckim poljotem, a w kieszeni spodni zawsze pałętała się sfatygowana ruhla? Jak owe nie­widzialne filiacje determinują nasze życie, czy jest w nich jakikolwiek (i czyjkolwiek) zamysł? Sebald wprost na te pytania nie odpowiada, ale przekonanie, że „wszystko jest ze sobą powiązane”, obecne jest (jako jeden z najbardziej sugestywnych rejestrów) w jego rytuałach czytelniczych i pisar­stwie, usianym tajemniczymi, rozbijającymi realizm, uskokami, z których wyziera – dająca nam niejasne znaki – przerażająca głębia.

Doktryna ta – swoista panfilia – jest jednak fundamentem czegoś więcej niż krytyczna metoda lektury: holistycznej wizji artystycznej niemieckiego pisarza. Literatura (także sztuka, co widać w eseju o malarstwie zaprzyjaź­nionego Jana Petera Trippa) rozumiana jest w niej najpierw jako niewyczer­pany areał pamięci, który z mozołem próbuje ocalać przedmioty i zdarzenia, wyrywać je ulotności, uwalniając przy tym otchłanie melancholii. Pisanie przeto pojmowane być musi jako praca przeciwko zapomnieniu, natomiast czytanie – jako procedura odkrywania tych niejasnych powiązań i koincy­dencji, często na przekór przestrzeni i czasowi.

Dlatego literatura – zgodnie z ideą i praktyką Sebalda – umożliwia przekroczenie bariery anachronizmu: odnajdywanie molekuł swojej tożsamości w dawnych tekstach, zgasłych już istnieniach, starych przedmiotach czy miejscach, w których nigdy nie byliśmy.

Egzystencjalna dyseminacja nie ma granic, nieprzejrzyste związki wypeł­niają i fastrygują wszystko, co jest materią naszego życia: pokryty czarną dachówką dom w Wertach i kruszejący familok w Szopienicach, ołówki Roberta Walsera z bliznami krakowskiego krytyka, zimowe popołudnia w Gdańsku i mętne światło latarni w Berlinie, nieśpieszne dźwięki sonaty B-dur Schuberta z zapachem palonych liści, gasnący oddech uciekającego niewolnika z tatuażem na moim przedramieniu, wreszcie daty urodzenia z datami śmierci; jak te dwa grudniowe dni, które – oddzielone od siebie prawie siedmioma dekadami – splatają urodziny dziadka Franka i śmierć Sebalda, kreśląc tajemniczą linię między kamienicą w niewielkim mieście na Górnym Śląsku i drogą w okolicach wsi Framingham Pigot.

Życie nasze wydane jest zatem na rozproszenie, choć zwykle nie mamy świadomości, że – jak pisał Kafka – „nasze cząstki” pędzą przez świat i zostawiają w nim swoje ślady. Książka Sebalda to zapis wyprawy myśli­wego, który – podążając szlakiem swoich lektur – mistrzowsko wskazuje nam zatarte tropy i wprawnie odsłania koleiny łączące pozornie odległe od siebie miejsca i zdarzenia. Kiedy wydaje nam się jednak, że za chwilę dopadnie zwierzynę i objaśni zasady działania tego mechanizmu, pisarz zostawia nas z pytaniami: „Czy chodzi tylko o krzywe zwier­ciadła pamięci, o autoiluzje, złu­dzenia zmysłów, czy o wdrukowane w chaos ludzkich relacji, obejmu­jące na równi żywych i umarłych schematy jakiegoś niepojętego dla nas porządku?”

Nie najmniej ważny w pisar­stwie Sebalda wydaje mi się fakt, że zwierzyna zawsze zwycięża tu z myśliwym.


W.G. Sebald

Opis nieszczęścia. Eseje o literaturze

tłum. Małgorzata Łukasiewicz, posł. Arkadiusz Żychliński, Wydawnictwo Ossolineum, Wrocław 2019, s. 283


 
 

Zapisz się
do newslettera
a otrzymasz:

● 35% rabatu na dowolny numer miesięcznika
● informacja o promocjach, wydarzenich i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter