70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Pomiędzy misją a zdradą

Czas wczesnego PRL-u, a w szczególności „powojnie”, lecz również lata późniejsze, polski stalinizm zamknięty Październikiem ’56, są ostatnio pasjonującym i wciąż niewyczerpanym obszarem badawczym dla historyków. Niezależnie od tego, czy widzą go jako wojnę domową, rewolucję czy przykręcanie i popuszczanie totalitarnej śruby – wszyscy autorzy patrzą na niego jak na wielką zmianę.

Okresy przyspieszenia historycznego, gdy ze „starego” wyłania się „nowe”, są momentami aktywizacji elit intelektual­nych. Ludzie pióra i słowa, intelektualiści, inteligenci są zarówno tymi, którzy przełom ujmują w kategorie pojęciowe, pozwalają go poddać refleksji, jak i tymi, którzy dzięki mocy przesyconego emocjami słowa prowadzą lud na przysłowiowe barykady. Przełom, jaki w polskiej historii wyznaczyły wojna, okupacja i komunizm, nie mógł się obyć bez czynnego udziału polskich inteligentów, z ich etosem zaangażowania, odpo­wiedzialności i poczuciem misji przywódczej.

Piotr H. Kosicki wziął na swój historyczny warsztat problem dróg ide­owych, wyborów (często wzajemnie sprzecznych) i decyzji (nieraz błędnych, choć niekiedy zadziwiająco trafnych i dalekowzrocznych), jakie podejmo­wały środowiska polskiej inteligencji katolickiej w latach od zakończenia wojny do przełomu październikowego. Inteligencja katolicka jest for­macją stosunkowo młodą, złożoną w większości z ludzi świeckich, która jęła powstawać przy końcu XIX stulecia, gdy następowało przyspieszone „odczarowanie” świata, a religia traciła swoją socjologiczną samooczywi­stość. Nadano później to miano ludziom, którzy poczuli się w obowiązku poważnego przemyślenia w świetle wiary sensu swojego życia i swoich poczynań w dziedzinie kultury, polityki czy gospodarki i do wyciągnięcia z tych przemyśleń wniosków praktycznych, którzy gromadzili się w stowa­rzyszeniach takich jak przedwojenne Odrodzenie, zakładali pisma, takie jak warszawskie „Verbum”, poznańska „Kultura” czy wileński „Pax”. Nie może dziwić, że po wojnie – mimo skrajnie niesprzyjających okoliczności ideologicznych i politycznych – ta część inteligencji katolickiej, która prze­żyła i pozostała w kraju, wykazywała się dużą aktywnością. Jej zaanga­żowanie i wola działania publicznego wyrastały nie tylko z tradycyjnego inteligenckiego etosu, lecz także z motywacji religijnej wyartykułowanej m.in. przez encykliki społeczne, poczynając od Rerum novarum, w postaci obowiązku pracy na rzecz wspólnego dobra.

Piotr H. Kosicki napisał o polskiej inteligencji katolickiej lat powojen­nych książkę, w której historia polityczna udatnie splata się z historią idei i z historią społeczną. Jak wskazuje tytuł Personalizm po polsku, kluczem dla opisu autora stał się pewien zespół idei filozoficzno-społecznych sta­wiających w centrum osobę ludzką (niesprowadzalną do „jednostki”) i jej godność. Idea ta, o dostojnej genealogii sięgającej do Boecjusza, w obrębie której spotykają się wielcy antagoniści – św. Tomasz z Kantem, zyskała nowy wyraz wzbogacony o treści polityczne w XX w., przede wszystkim w tekstach dwóch francuskich filozofów, Jacques’a Maritaina i Emmanuela Mouniera. Lektura ich obu silnie oddziałała na świadomość polskiej inteli­gencji katolickiej. Ten pierwszy, interpretując w duchu personalistycznym św. Tomasza i papieskie encykliki społeczne, uczynił wiele dla zakotwiczenia demokracji i praw człowieka w obrębie społecznej myśli Kościoła. W Polsce czytany był już przed wojną i wzbudzał te same idee i tęsknoty, które osta­tecznie doprowadziły do II Soboru Watykańskiego z jego kluczową ideą aggiornamento, otwarcia się na „radość i nadzieję, smutek i trwogę ludzi współczesnych” – jak głoszą pierwsze słowa soborowej konstytucji duszpa­sterskiej Gaudium et spes. Ten drugi, któremu Kosicki poświęca znacznie więcej uwagi, zaczął być czytany w Polsce w czasie okupacji, w kręgach młodej inteligencji był przedmiotem namiętnych dyskusji i, jak przekonu­jąco wykazuje autor, stał się nie tylko światopoglądowym katalizatorem dla wielu polskich inteligentów katolickich, ale także łącznikiem pomiędzy różnymi ich konspiracyjnymi środowiskami, w szczególności: Konfederacji Narodu kierowanej przez Bolesława Piaseckiego, Szarych Szeregów, lewi­cowców z „Płomieni”, a także katolickiej Unii.

*

Jakkolwiek osoba ludzka w jej wymiarze indywidualnym, spo­łecznym i transcendentnym była punktem wyjścia obu francuskich myśli­cieli, to różniły ich projekty zmierzające do zmiany świata. Mounier bowiem nie zadowalał się demokracją, państwem świeckim „po chrze­ścijańsku urządzonym”, i podstawowymi wolnościami. Główną sprężyną jego żarliwych wywodów była potrzeba zaangażowania na rzecz obalenia „le désordre établi”, czyli „utrwalonego nieładu”. Jego niechęć do „demo­kracji formalnej” i przekonanie, że system ten jest z natury niesprawiedliwy, jego gwałtowny antykapitalizm zbliżały go do radykałów zarówno z prawej, jak i z lewej strony. Po pewnych wahaniach Mounier już po wojnie mocno zbliżył się do marksizmu: odrzucał materializm, ale akceptował „sprawiedli­wość społeczną” w marksistowskim wydaniu i metodę rewolucyjną.

Tym, co czyniło Mouniera myślicielem tak wpływowym w kręgach młodej inteligencji zwłaszcza – lecz nie tylko – katolickiej pokolenia wojen­nego, było przekonanie, że świat nie może wrócić do dawnej postaci, że to społeczne napięcia i systemowa niesprawiedliwość odpowiedzialne były za narodziny faszyzmu i za wojnę, że trzeba rozpoznawać ducha nadchodzą­cego czasu i w nim upatrywać nowego ładu, w którym osoba ludzka będzie w stanie rozwinąć cały swój potencjał.

Piotr H. Kosicki obszernie i kompetentnie omawia kontekst ideowy, społeczny i „kościelny” francuskiej myśli katolickiej od lat 30. do 50. Na ten kontekst składało się przede wszystkim trafne przekonanie, że Watykan – pomimo encyklik społecznych – wciąż nie dostrzegał w pełni dra­matyzmu kwestii społecznej i stopnia dechrystianizacji mas robotniczych. Stąd wzięła się tzw. nowa teologia dominikańska ojców Marie-Dominique Chenu i Yves’a Congara, wspierana przez jezuic­kich prekursorów myśli soborowej – Henriego de Lubaca czy Jeana Daniélou. Watykan, dopatrując się zagrożenia marksistowską infil­tracją – szczególnie wobec komu­nistycznych umizgów adresowa­nych do francuskich katolików – kładł systematycznie kres pracom wspomnianych teologów, zamy­kając seminarium Le Saulchoir, zabraniając publikacji, umiesz­czając ich dzieła na indeksie, zaka­zując nauczania, później likwidując ruch księży robotników. Watykań­skie decyzje sprawiły, że rozwijanie tych idei i opartej na nich prak­tyki stało się udziałem laikatu – zarówno we Francji, jak i w kra­jach, gdzie – jak w Polsce – myśl francuska była wielce wpływowa.

Właściwym bohaterem książki Kosickiego jest polska inte­ligencja katolicka grupująca się po wojnie w trzech ośrodkach ide­owych i wokół trzech pism: „Tygo­dnika Warszawskiego” gromadzą­cego głównie ludzi powiązanych z polską chadecją, czyli Stronnic­twem Pracy i Unią, „Tygodnika Powszechnego”, czyli środowiska Znaku oraz „Dziś i Jutro”, czyli późniejszego PAX-u. Liderzy „Tygo­dnika Warszawskiego” w najmniej­szym stopniu inspirowali się myślą Mouniera, a ich dążenie do nie­zależnego działania politycznego w warunkach krystalizującego się coraz bardziej totalitarnego komu­nizmu rychło – bo w 1948 r. –  doprowadziło do likwidacji pisma, do więzień i długoletnich wyroków. „Tygodnik Powszechny”, jak wia­domo, wycofał się z bezpośred­niej aktywności politycznej, rozwi­jając aktywność pisarską i publicy­styczną w dziedzinie religijnej i na kurczących się wyspach kultury nieobjętej ideologicznym dyk­tatem. Polityczne stanowisko śro­dowiska Znaku nakreślił Stanisław Stomma w artykule Maksymalne i minimalne tendencje społeczne katolików, powstałym wkrótce po wizycie Mouniera w Polsce i opu­blikowanym w trzecim numerze miesięcznika „Znak”. Artykuł ten, napisany ezopowym językiem, wzbudził liczne polemiki i niepo­rozumienia, pojawiające się zresztą do dzisiaj. Kosicki trafnie analizuje i interpretuje tę ważną wypowiedź Stommy przede wszystkim jako krytykę zarówno „minimalizmu” reprezentowanego przez lewico­wych katolików francuskich spod znaku Mouniera, jak i maksyma­lizmu – nierealistycznego wówczas dążenia do pełnej partycypacji w polityce, do jakiej aspirowały śro­dowiska chadeckie. W stanowisku Stommy rysuje się to, co nazwano później „neopozytywizmem”, goto­wość do uznania tych działań władzy, które zmierzają do odbu­dowy kraju, do społecznej i mate­rialnej emancypacji szerszych kręgów, a w polityce zagranicznej reprezentują polską „rację stanu”, czyli przede wszystkim możliwy do osiągnięcia poziom niezależności od ZSRR i obronę Ziem Zachod­nich jako trwale należących do pol­ skiego stanu posiadania. Patrząc od innej nieco strony, można zoba­czyć w Stommie prekursora póź­niejszej „antypolitycznej polityki” Havla i innych środkowoeuropej­skich dysydentów.

Ów „minimalizm” Mouniera i jego towarzyszy, polegający na uznaniu komunizmu za sojusz­nika „rewolucji personalistycznej i wspólnotowej”, głęboko rozcza­rował jego krakowskich wielbicieli, z Jerzym Turowiczem na czele, i spowodował, że Mounier prze­stał być publikowany na łamach pism krakowskich, które pozostały wierne personalizmowi w innych wydaniach – najpierw Maritaina, a potem Karola Wojtyły czy ks. Józefa Tischnera. Zresztą rozczarowanie było wzajemne. „Mounier niewiele z Wawelu zobaczył” – mówił później Jerzy Turowicz. A Mounier notował o redaktorach „TP”: „stwardnieli w swoim agresywnym patriotyzmie i sposobem bycia w twardej opozycji (…) ryzy­kują destrukcję własnego projektu”. Inaczej natomiast stanowisko Mouniera zostało przyjęte przez środowisko „Dziś i Jutro”, grupujące z jednej strony starych towarzyszy broni Bolesława Piaseckiego z przedwojennej faszy­stowskiej Falangi, z drugiej – ludzi, którzy podczas okupacji weszli w skład Konfederacji Narodu, i młodzież, która – jak Tadeusz Mazowiecki – przyłą­czyła się do tej grupy już po wojnie. Temu środowisku Kosicki poświęca naj­więcej uwagi i ta część jego pracy zawiera najwięcej nieznanych lub trudno wcześniej dostępnych informacji. To właśnie PAX-owcy znaleźli u Mouniera inspiracje do budowania ideologii i praktyki katolickiego socjalizmu i do – jak pisze Kosicki – „czynnego współudziału w ustanawianiu nowej władzy”. Autor stawia kluczowe pytanie: „czy dążenia zespołu miały charakter instrumentalny czy pryncypialny, czy nowy ruch Piaseckiego naprawdę chciał być pionierem uniwersalistycznego katolickiego socjalizmu, czy też raczej przewidywał dla siebie rolę swego rodzaju »konia trojańskiego«, rozkładającego nowe władze od środka? Niestety, są to pytania, na które nie można udzielić definitywnej odpowiedzi na podstawie dostępnej bazy źródłowej” (s. 201–202). A jednak z dalszych wywodów Kosickiego pewne odpowiedzi się wyłaniają. Wyni­kałoby z nich, że starzy falangiści, przyboczni Piaseckiego, dążyli przede wszystkim do zbudowani wokół PAX-u imperium gospodarczego, łącząc tę działalność z ideologią nacjonalistyczną, rozwijaną przede wszystkim na pożywce resentymentu antyniemieckiego. Natomiast młodsi działacze (m.in. Mazowiecki, Zabłocki, Wieczorek) dążyli do autentycznego katolic­kiego socjalizmu i byli gotowi przyjąć strategię, wedle której najpierw należy się włączyć w rewolucję socjalistyczną i poprzeć siły, jakie ją prowadzą, a następnie, w oparciu o ten sojusz i stworzoną infrastrukturę, chrystiani­zować rewolucję i socjalizm od wewnątrz.

Jakkolwiek z dzisiejszej perspektywy naiwnie wyglądałaby taka stra­tegia, to jednak na jej bazie PAX-owi udało się zainicjować coś w rodzaju katolicko-socjalistycznej międzynarodówki, która rozwijała się burzliwie, poczynając od sojuszu między „Dziś i Jutro” oraz mounierowskim „Esprit”, obejmując liczne środowiska i organizacje katolickie przede wszystkim we Francji, Belgii i we Włoszech. Oczywiście do jej zbudowania potrzebne były także inne elementy jednoczące. Podstawowym składnikiem stał się ruch na rzecz pokoju, mocno wspierany przez ZSRR, skupiony na zbieraniu pod­pisów pod wzywającym do rozbrojenia atomowego Apelem sztokholmskim i na kongresach pokojowych we Wrocławiu, Pradze i Warszawie. Innymi zaś były antyamerykanizm, antyniemieckość i eurosceptycyzm.

Ciosy w tę katolicko-socjalistyczną międzynarodówkę przyszły z prze­ciwstawnych stron: najpierw komuniści zdecydowali się na frontalną roz­prawę z Kościołem i katolicki socjalizm stał się dla nich znacznie mniej interesujący, zaś przynajmniej niektóre zachodnie kręgi lewicowych kato­lików zdystansowały się od komunistycznych prześladowań Kościoła. Z drugiej strony – w roku 1955 Watykan dekretem Świętego Oficjum potępił „Dziś i Jutro” oraz książkę Piaseckiego Zagadnienia istotne z jej „teo­logicznym” usprawiedliwieniem stalinizmu. Równocześnie rozpoczęła się „fronda” w ruchu PAX-owskim, skąd odeszło grono młodych działaczy, któ­rych liderem był Tadeusz Mazowiecki, w proteście wobec tendencji auto­rytarnych i wobec niezachwianie prostalinowskiej polityki Piaseckiego. Ostateczny cios tej międzynarodówce zadał referat Chruszczowa, polski Październik i powrót na scenę „Tygodnika Powszechnego” i „Znaku”, ku którym zwróciło się wielu zachodnich katolików zainteresowanych tym, co się dzieje za żelazną kurtyną. Doświadczenia z lat 50., zarówno błędy wówczas poczynione przez późniejszych „frondystów”, jak i trafne wybory Jerzego Turowicza i Stanisława Stommy, a także międzynarodowe kontakty w środowiskach katolickich zrodzone po kompromitacji katolicko-socjali­stycznej międzynarodówki – to wszystko wydało bogate plony w następ­nych dziesięcioleciach, kulminując w czasie pierwszej Solidarności, stanu wojennego, a potem podczas rządów Tadeusza Mazowieckiego. To już jednak inna historia.

*

Książka Kosickiego, oparta na rozległych lekturach historycz­nych i źródłowych – jej imponująca bibliografia i przypisy stanowią wartość samą w sobie – daje wnikliwą, obszerną panoramę losów katolickiej inteli­gencji w szerokim kontekście pol­skim i międzynarodowym. Dostęp do archiwów polskich, francuskich i amerykańskich – autor pracuje na uczelniach w USA – okazał się bezcenny. Żałować należy pew­nego niedopracowania: w kilku miejscach występują niejasności chronologiczne, braki translator­skie (książka napisana była po angielsku) czy sprzeczności: np. autor wyraża się raz z uznaniem, a kiedy indziej krytycznie o idei, wedle której Kościół winien zacho­wywać dystans wobec polityki. Nie­mniej Personalizm po polsku zde­cydowanie poszerza naszą wiedzę historyczną, odkrywa mnóstwo ważnych a nieznanych kart i – co najważniejsze – głęboko daje do myślenia.

_

Piotr H. Kosicki

Personalizm po polsku. Francuskie korzenie polskiej inteligencji katolickiej

tłum. Jerzy Giebułtowski, Instytut Pamięci Narodowej, Warszawa 2016, s. 502

 
 

Dołącz do nas!

Prenumeratorzy zyskują więcej.

Zobacz ofertę!

Prenumerata