70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Zocha jak się patrzy!

Ach, co to była za kobieta, ta Stryjeńska Zofia, artystka nasza! Niepokorna, oryginalna na wskroś, przenikliwa. Indywidualistka po prostu.

O Stryjeńskiej powstało już kilka tekstów, ale dopiero Angelika Kuźniak napisała książkę godną postaci. Biografia jej pióra jest jak kalejdoskop. Strona po stronie otrzymujemy fantastyczne obrazki. Mamy zatem wspaniały Kraków początku XX w. i sklep Lubańskiego, ojca Zofii, który wierzył, że koniec świata jest blisko. Mamy przebieranki Zosi za mężczyznę, a konkretnie: za Tadeusza, bo przecież kobietom studiować na Akademii Sztuk Pięknych w Monachium nie wolno było, a ona bardzo chciała. Mamy wreszcie i Karola, któremu Zocha rodzi dzieci i który najlepszym partnerem nie był, dlatego ona odejdzie. Mamy wszystko to i mamy wiele więcej. Bo i wojna, bo i książeczki do nabożeństw, macierzyństwo, flota, czyli pieniądze, które są albo i nie. Ot, życiowe sprawy. Solidny portret człowieka z krwi i kości. Obok perypetii jest jeszcze coś: styl. Ten mianowicie Zocha miała niepowtarzalny, niepodrabialny, na kilometr rozpoznawalny. Pozostawiła jego wyraźne ślady np. w postaci pamiętnika.

„Niech będzie w tym pisaniu tempo, ruch, barwa, energia” – oświadczała w jednym z listów. Była więc ciągle w ruchu, często ironiczna, czasem nawet wściekła, gdy np. pociąg nie chciał ruszyć. Rozkoszne, choć często tragikomiczne, jest to jej wierzganie. Kuźniak sama też lekką ironią tu i tam chlaśnie rzeczywistość. W każdym razie wszystko tu lekkie, gibkie, zwiewne. Teraz skok, za chwilę spirala, jeszcze piruet, no i kroczki. Złoty medal jak się patrzy. A na podium Angelika Kuźniak, bo to ona ze Stryjeńskiej zrobiła mistrzynię świata.

_

Angelika Kuźniak

Stryjeńska. Diabli nadali

Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2015, s. 344

 
 

Dołącz do nas!

Prenumeratorzy zyskują więcej.

Zobacz ofertę!

Prenumerata