(fot. Sergio Azenha/Alamy/BE&W)
z Nicholasem Carrem rozmawia Krzysztof Kornas czerwiec 2021

Technologie, którymi myślimy

Przyzwyczailiśmy się do ciągłego strumienia informacji, a nasza uwaga podąża dziś głównie za nowościami. W ten sposób tracimy jednak to, co stanowi o głębokim myśleniu – możliwość podjęcia świadomej decyzji, o czym w ogóle chcemy myśleć.

Artykuł z numeru

Ucieczka od przebodźcowania

Czytaj także

Michał R. Wiśniewski

Trochę wolnego od wszystkiego

z Moniką Baryłą-Matejczuk rozmawia Edyta Zielińska, Ewelina Śliwa

Z szacunku dla siebie

Kiedy dziesięć lat temu opisał Pan w Płytkim umyśle, jak negatywny może być wpływ internetu na ludzki mózg, dominowały optymistyczne prognozy dotyczące rozwoju nowych technologii i ich oddziaływania na nasze zdolności poznawcze. Ja również przy pierwszej lekturze Pana książki nie byłem przekonany do pojawiających się w niej pesymistycznych ocen. Internet znacznie ułatwiał moje, wtedy jeszcze studenckie, życie i uważałem, że jestem odporny na negatywne skutki uboczne cyfryzacji świata. Minęła dekada i teraz niektórzy moi znajomi i ja sięgamy do Pana książki po diagnozę uzależnienia od nowych technologii i pomysły na skuteczną terapię. Jak często powtarzał Pan w ostatnich latach: „A nie mówiłem!”?

Przyznaję, że taka myśl się pojawia, ale niekoniecznie wypowiadam ją na głos [śmiech]. Od wielu ludzi słyszałem, że kiedy po raz pierwszy przeczytali moją książkę, opierali się jej przesłaniu. Kiedy ją pisałem, w 2008 i 2009 r., żyliśmy w czasach wielkich nadziei związanych z internetem.

W ostatnich latach zaszły dwie ważne zmiany: wszechobecne stały się smartfony oraz rozwinęły się media społecznościowe, które pochłaniają najwięcej czasu spędzanego online. Oba te zjawiska uświadomiły ludziom, jak trudno jest im kontrolować korzystanie z technologii, które nieustannie rozpraszają ich uwagę. Dystrakcje sprawiają, że niektórzy nie są już w stanie skoncentrować się nawet na członkach rodziny czy bliskich przyjaciołach. Ogólnie rzecz biorąc, ludzie są o wiele bardziej świadomi, że pod wpływem technologii w ich umysłach zachodzą głębokie zmiany i że nie zawsze są one dobre. Są przez to teraz częściej otwarci na argumenty, które przedstawiłem w książce, niż wtedy, gdy została ona opublikowana.

Zyskał Pan od tego czasu więcej zwolenników niż przeciwników?

Zdecydowanie tak. W żadnym razie nie próbuję się przechwalać, ale myślę, że taka jest prawda. Mam nadzieję, że częściowo odzwierciedla to siłę mojej argumentacji, przy czym do pewnego stopnia jest to też po prostu rezultat zmiany w podejściu społeczeństwa do technologii cyfrowych.

Diagnozę stanu ludzkich zdolności poznawczych w dobie internetu rozpoczyna Pan w książce od dzielenia się obserwacjami zmian w funkcjonowaniu własnego umysłu. Które z opisywanych przez Pana badań w największym stopniu dotyczyły tego, co zauważał Pan we własnym życiu?

To dobre pytanie… Muszę wrócić myślami do tamtego czasu. Byłem bardzo zmotywowany, żeby zbierać informacje na ten temat, bo czułem, że tracę zdolność koncentracji, uważnego myślenia, kontrolowania własnego umysłu – wszystkiego, co niezbędne, jeśli chce się myśleć kontemplacyjnie, refleksyjnie, introspekcyjnie, praktykować jakikolwiek typ „wysokopoziomowego” myślenia. Wydaje mi się, że najważniejsze były dla mnie dwie kwestie. Pierwsza to ogólnie odkrycia z zakresu badań nad mózgiem dotyczące neuroplastyczności – tego, jak dorosły mózg adaptuje się do środowiska przez całe życie. Zaobserwowanie faktu, że technologie cyfrowe (internet, komputery) naprawdę stały się już integralną częścią naszego otoczenia, pomogło mi zrozumieć, jak – poprzez głębokie, zachodzące na poziomie neuronalnym adaptacje do tego nowego cyfrowego środowiska – stopniowo zaczęliśmy przekształcać funkcjonowanie naszych umysłów. Chodzi o zrozumienie, że zmiana w środowisku w ogóle może wywierać jakiś rodzaj trwałego wpływu na nasz mózg.

Najpiękniejszy polski magazyn intelektualny

Ciesz się z darmowej dostawy
i dostępu do e-wydań

Prenumeruj znak

Druga kwestia dotyczyła konkretnego, ważnego dla mnie badania – naukowcy z Uniwersytetu Stanforda zebrali dużą grupę ludzi i dali im do rozwiązania kilka testów funkcji poznawczych. Odkryli, że osoby, które najczęściej korzystały z mediów cyfrowych, wypadły gorzej w każdym z nich. Wyjątkowo interesujący był test, który dotyczył zdolności do odróżniania informacji ważnych od nieważnych. Okazało się, że im więcej czasu spędzamy online, tym trudniej jest nam skupić się na tym, co istotne. Zamiast tego naszą uwagę przyciąga cokolwiek, co jest nowe – najnowsza porcja informacji, która się pojawia. Muszę dodać, że wtedy badania dotyczące tego, jak internet na nas oddziałuje, dopiero się rozwijały. Ale zarówno ich przegląd, jak i analiza wcześniejszych badań mózgu pokazały, ile jest dowodów na to, że dystrakcje podminowują nasze zdolności poznawcze. Tak dobrze zaadaptowaliśmy się do nieustannego strumienia informacji i tak zaczęliśmy go pragnąć, że nasza uwaga podąża dziś głównie za tym, co nowe. Zaczynamy tracić nawet to, co jest być może fundamentalną czynnością konstytuującą głębokie myślenie, czyli możliwość podejmowania świadomej decyzji o tym, o czym w ogóle chcemy myśleć.

Wydaje się, że opisane badania przeczą intuicji: zazwyczaj czujemy, że to my mamy kontrolę nad technologiami, a nie one kontrolują nas. To my „z nich” korzystamy, one dostarczają wartości „nam”.

Tak, chcemy w to wierzyć. Takie podejście nazywa się technologicznym instrumentalizmem. Z tej perspektywy technologie są jedynie narzędziami. Nie stoi za nimi żaden ukryty cel – my sami określamy, jak z nich korzystamy. Moim zdaniem to jednak złudzenie. Każda technologia promuje jakieś zachowania. Jest tak zaprojektowana, żeby używać jej w określony sposób, do którego my się dostosowujemy. Z czasem, im częściej z niej korzystamy, nasz umysł adaptuje się do tych technologicznie preferowanych sposobów myślenia i ulegają one wzmocnieniu, utrwalają się. Jednocześnie te sposoby myślenia, którym technologia nie sprzyja, nie zachęca do ich praktykowania, osłabiamy, tracimy.

Nie jest to chyba jednak do końca nasza wina. Zagadnienia, o których rozmawiamy, analizuje Pan w książce, sięgając po badania prowadzone w paradygmacie ewolucyjno-neurokognitywnym. Czytając Płytki umysł, odniosłem wrażenie, że z perspektywy ewolucji stoimy jako gatunek na straconej pozycji, jeśli chodzi o walkę z dystrakcjami. Dlaczego Matka Natura nie chce, żebyśmy byli głębokimi myślicielami?

Dekoncentrujemy się tak łatwo w dużej mierze dlatego, że czujemy potrzebę ciągłego monitorowania otoczenia. Nietrudno zrozumieć, dlaczego jest to istotne z perspektywy ewolucyjnej.

— pełna wersja tekstu dostępna jest w drukowanych i elektronicznych wydaniach Miesięcznika Znak

Kup numer