Maria Karpińska styczeń 2021

Człowiek na skraju

Po niewielkim zbiorze autobiograficznych tekstów zatytułowanych „Siedem dobrych lat” Etgar Keret powraca z iście kosmicznym rozmachem – zbiorem opowiadań pełnym, różnorodnym i zarazem spójnym.

Artykuł z numeru

Którędy do snu?

Czytaj także

z Etgarem Keretem rozmawia Andrzej Brylak

Siła bezużyteczności

Piszę o „kosmicznym” rozmachu, idąc tropem metaforyki zasugerowanej przez polski tytuł (ang. Fly Already). Galaktyką śmiało można nazwać również układ tekstów w zbiorze, które pozornie rozstrzelone niczym gwiazdy i planety na nieboskłonie, wspólnie tworzą jedną unikalną konstelację. Sam Keret przyznaje, że jest to jego najbardziej chaotyczny, anarchistyczny wręcz zbiór. I rzeczywiście znajdziemy tu teksty z pogranicza science fiction, jak ten o fabryce klonów, realistyczne opowiadania o klasycznej budowie, jak to o chłopaku usiłującym zdobyć jointa, by wypalić go wspólnie z obiektem westchnień, autobiograficzne niewielkie obrazki z życia pisarza, ale przede wszystkim krótką formę przepełnioną słynną Keretowską mieszanką groteski z surrealizmem, jak w tekście, w którym czworaczki upierają się, że ich królik jest reinkarnacją zmarłego taty. Na dodatek w całym tomie rozgrywa się historia zawarta w wymianie e-maili między właścicielem escape roomu a jego potencjalnym klientem, który żąda otwarcia miejsca rozrywki w Dzień Zagłady. Pozostałe opowiadania poprzetykane są ich wiadomościami, w których każdy z nadawców upiera się przy swoich racjach, aż do zaskakującego (tym razem dosłownie kosmicznego) końca. Mimo tak różnych narracyjnych technik i motywów wszystkie opowiadania mają wyraźnie humanistyczny punkt wyjścia, ponieważ przedmiotem zainteresowania Kereta jest niezmiennie człowiek i jego relacja ze (współczesnym, o czym zaraz) światem.

Podążając w dalszym ciągu za tytułem zbioru, akcja Keretowskich opowiadań rozgrywa się nie w centrum czy w jądrze swojej galaktyki, lecz na jej skraju, w opłotkach. Tam znajdują się ludzie, którzy z powodu drobnej usterki systemu zostali usunięci lub sami siebie usunęli z głównego nurtu wydarzeń i żyją w alternatywnym mikrokosmosie stworzonym na własny użytek. Tak dzieje się w przypadku bohatera przedostatniego i zarazem najdłuższego tekstu zbioru (Pineapple Crush), nałogowego palacza marihuany, opiekuna w ognisku dla dzieci. Poznajemy go w chwili odbicia się od życiowego dna: udaje mu się uzyskać stabilizację, dzięki ograniczeniu używek i znalezieniu pracy, która systematyzuje jego codzienność i oferuje okruchy satysfakcji zawodowej. Keret – mistrz wyjątkowo krótkiej formy literackiej, liczącej nieraz jedną lub pół strony – ewidentnie doskonale sobie radzi również z tekstem podchodzącym pod minipowieść. Dłuższa opowieść wymagająca szerszego tła i wprowadzenia postaci postronnych przychodzi autorowi z równą łatwością, co ledwie migawkowe ujęcia, a każde słowo tej pierwszoosobowej narracji celnie dopełnia obraz bohatera. Sportretowany młody mężczyzna najlepiej czuje się w stanie inercji, a jego chwiejny życiowy balans zostaje zakłócony przez pojawienie się szansy na miłość. Ta właśnie chwiejność, kruchość, pozorność „normalnego” funkcjonowania cechuje wszystkie postaci Kereta. W ich życiorysach zachodzą niewielkie usterki, nic ponadto, a jednak to one każą tym postaciom szukać nowych życiowych rozwiązań.

I od razu należy powiedzieć, że te rozwiązania – mniej lub bardziej konwencjonalne – zwykle udaje im się znaleźć. Mimo dramatycznych losów niektórych z postaci, mimo tego niewesołego entourage’u życia na skraju proza Kereta, jak sam mówi, to reklama życia, apoteoza człowieczeństwa we wszystkich – tych złych i dobrych – przejawach. Nawet tam gdzie, wydawałoby się, nie może być mowy o nadziei, Keretowi udaje się umieścić cień optymizmu, a jego lekki, nieco autoironiczny język nie pozwala poddać się tragizmowi sytuacji. Dzieje się tak np. w drugim opowiadaniu zbioru, Nie rób tego!. Narrator samotnie wychowujący synów po śmierci żony w wypadku dostrzega na dachu budynku mężczyznę szykującego się do skoku. Próbuje go powstrzymać najpierw słowami, później pędem rzuca się na schody prowadzące na dach, by ratować nieznajomego. Przez cały ten czas jego syn na zmianę żąda lodów i namawia mężczyznę do skoku, mając nadzieję, że ten pofrunie. Lody okazują się na tyle palącą potrzebą, że gdy ojciec z synem docierają na dach (za późno), dziecko wpada w histerię z powodu lodów, a ojciec w rozpacz z powodu kolejnej śmierci, której nie udało się zapobiec. Tam zastaje ich ruda kobieta wnioskująca z zastanej sytuacji, że mężczyzna chce zrzucić dziecko z dachu. „Jej syn umarł, moja żona umarła, człowiek z dachu umarł” – podsumowuje narrator, gdy już siedzą z nieznajomą nad plastikowymi kubeczkami z lodami i koktajlem czekoladowym. W tym przygnębiającym, groteskowym wręcz bilansie jest jednak widoczna nić porozumienia między ojcem a rudą kobietą, Nić, która daje czytelnikowi nadzieję i każe się jej kurczowo trzymać podczas lektury całego zbioru, gdy bohater, którego zdążyliśmy polubić, okazuje się klonem Adolfa Hitlera i za chwilę czeka go śmierć, inny zamiast użytkownikiem aplikacji jest jej częścią, powołanym do życia jedynie dla przyjemności klientki tworem, a bogaty człowiek z dna swojej samotności postanawia odkupić od ludzi ich urodziny i wszystkie wiążące się z nimi przyjemności.

Wystarczy przywołać te trzy powyższe przykłady Keretowskich bohaterów, by nasunęła się myśl, że najnowszy zbiór autora ma również wydźwięk komentarza, jeśli nie wręcz krytyki czasów współczesnych. Egoistycznych czasów, w których miarą międzyludzkiej bliskości jest przyjemność, a relacje podporządkowane są zasadzie ciągłego brania, nigdy dawania.

Najnowsze technologie ewidentnie pobudzają wyobraźnię Kereta tworzącego wizje świata nieograniczonych możliwości i bardzo ograniczonej empatii. Krytyczny trop jednak w tym przypadku wydaje się mylny – pisarz bardziej zauważa zachodzące wokół zmiany, niż je piętnuje, a przedmiotem jego zainteresowania nie jest nigdy zły i okrutny świat, ale zawsze dobry, choć pogubiony człowiek.

To dlatego anioł, bohater opowiadania rozgrywającego się w niebie, nie może sobie znaleźć miejsca w anielskim błogostanie i obsesyjnie tęskni za ziemią. Ostatecznie zamiast grabić chmury przez wieczność, postanawia za wszelką cenę wrócić między ludzi i poczuć dreszcz ekscytacji oraz zapachy człowieczeństwa: potu, prania, butwiejącego drewna… Z kolei bohater otwierającego tom opowiadania, pracownik cyrku, pozwala się wystrzelić z armaty, a w locie widzi swoich najbliższych i miejsca związane z najpiękniejszymi wspomnieniami. Gdy ostatecznie ląduje w stawie, przemoczony wraca do cyrku tylko po to, by lot odbyć jeszcze raz. I tu pojawia się źródło angielskiego tytułu – Fly Already, i metafora pisarstwa Kereta, a może również życia – świadomość, że to, co ma do zaoferowania, to jedynie widziane z lotu obrazki, sam lot zaś jest niebezpieczny i nieuchronnie związany z cierpieniem. Ale mimo wszystko jest wart ryzyka.

Najpiękniejszy polski magazyn intelektualny

Ciesz się z darmowej dostawy
i dostępu do e-wydań

Prenumeruj znak

Etgar Keret zaczął pisać w wojsku, zaraz po tym jak odbywający z nim służbę przyjaciel popełnił samobójstwo. Trzydzieści lat temu, dyżurując w pomieszczeniu, w którym znalazł przyjaciela w kałuży krwi, Keret sięga po pióro, ale motyw samobójstwa, człowieka na skraju autodestrukcji wciąż jest obecny w jego prozie. Podobnie jak wcześniejsze zbiory, Usterka na skraju galaktyki stanowi mowę obrończą życia, wygłaszaną z pełną świadomością, że samotność i cierpienie są wpisane w ludzką egzystencję. Najnowszy zbiór wpisuje się też w powstałą wtedy w wojsku strategię przetrwania za pomocą opowiadania, bo – jak zdaje się mówić Keret – uratują nas tylko historie. W tym przypadku bardzo dobre historie.

Etgar Keret

Usterka na skraju galaktyki

tłum. Agnieszka Maciejowska,

Wydawnictwo Literackie, Kraków 2020, s. 256

 

Kup numer