Cztery lata temu, po pełnoskalowym ataku Rosji na Ukrainę, teatralny świat obiegła informacja, że Magda Szpecht porzuciła reżyserowanie, żeby walczyć w internecie z rosyjską propagandą. A jednak od tego czasu zrobiłaś już dwa spektakle. Rzeczywiście planowałaś odejść z teatru?
Wtedy nikt nie myślał, że wojna będzie trwała tak długo. Tuż po inwazji nie miałam czasu zajmować się działaniami artystycznymi, nie widziałam w tym sensu. Często jeździłam na dworzec, organizowałam noclegi, transporty… I działałam w sieci. W tamtym czasie chciałam być przede wszystkim użyteczna i wykorzystać jak najlepiej swoje możliwości i zasoby. To było odejście z pewnego rodzaju teatru – takiego, jaki świadomie rezygnuje z uczestnictwa w rzeczywistości, nie angażuje się w bieżące wydarzenia, mimo że mają one rangę historyczną.
Pierwszym spektaklem, który wyreżyserowałaś po inwazji, były Spy Girls w estońskiej Narwie. Trzon procesu przygotowawczego stanowiły działania wywiadowcze. Trudno o bardziej wyrazisty przykład teatru zaangażowanego.
Pracowałam nad tym projektem ponad rok. Wraz z zespołem performerskim stworzyliśmy kilkadziesiąt fałszywych kont rosyjskich dziewczyn w aplikacji randkowej Znakomstwa i prowadziliśmy rozmowy z rosyjskimi żołnierzami z tymczasowo okupowanych terenów.
Jakiego rodzaju informacje wydobywaliście?
W sensie wywiadowczym najbardziej użyteczne były informacje logistyczne: dotyczące przemieszczania się, planów, niedoborów, wyposażenia. Problem w tym, że zwykła nastolatka z Biełgorodu nie pyta, jakim czołgiem jeździsz.
I jak sobie z tym radziliście?
Informacje o lokalizacji zdobywaliśmy za sprawą fejkowej aplikacji, na którą ściągaliśmy mężczyzn po nawiązaniu kontaktu przez Znakomstwa. Do open source’owego kodu Telegrama mój kolega programista dokleił część, która zapisuje na serwerze dokładne miejsce i czas wysłania wiadomości. I rosyjscy żołnierze zamiast na telegram.app wchodzili na, dajmy na to, telegrammm.app, i przeklikując te wszystkie zgody, których nikt nigdy nie czyta, zezwalali na udostępnianie swojej lokalizacji.
Kiedy siedzisz w okopie, nie zwracasz uwagi na takie rzeczy. Ale mnie i tak najbardziej interesowała ich psychika, system wartości, światopogląd, to, jak wyobrażają sobie miłość, związek czy swoją przyszłość. Na ten temat dowiedzieliśmy się znacznie więcej.
Kim byli ludzie, z którymi udało Wam się porozmawiać?
Świeżo zmobilizowani, najniżsi rangą młodzi mężczyźni. W bardzo konserwatywny, maczystowski sposób myślący o relacjach. Liczyłam na to, że poznamy kogoś, kogo chcielibyśmy ocalić, z kim się zaprzyjaźnimy. I osią naszego spektaklu będzie tragiczny konflikt wynikający właśnie z takiego kontaktu. To się nie wydarzyło, a przeprowadziliśmy ponad 200 rozmów.

