Włodzimierz Bolecki, analizując twórczość Berenta, zwracał uwagę, że na historię składają się dwa całkowicie odmienne elementy: bios oraz logos. Ten pierwszy to – świadomie używam pleonazmu dla podkreślenia swoistości tego składnika – „żywe życie”, historia osobista jednostki, niepowtarzalna i ulotna, nieraz niezgodna z przyjętymi później interpretacjami, z doktryną, ze stereotypem, do którego biografia bywa sprowadzana. Ten drugi to z kolei ślad biosu: w postaci tekstów pozostawionych przez jednostkę, w których na rozmaite sposoby stara się ona zrozumieć swoją drogę, co znaczy niekiedy, że wpisuje ją w pewne ogólne przekonania, ale też interpretacje i wmówienia, przyjęte przez społeczeństwo, jeśli jednostka pozostała w pamięci bliźnich.
W przypadku pisarza ten podział jest jeszcze bardziej wyrazisty, a jak się za chwilę okaże: dramatyczny. Po jednej stronie – prywatna historia człowieka, któremu przydarzyło się odkryć w sobie talent czernienia papieru; po drugiej – jego utwory, opinie na ich temat,…