W tytułowym szkicu wydanego w tym roku wyboru pism George’a Orwella, na który składają się mało znane marginalia: młodzieńcze próby literackie, reportaże, fragmenty prozy, felietony i zapiski (zebrane, skomentowane i przełożone przez niestrudzonego propagatora Orwella w Polsce, Bartłomieja Zborskiego), pisarz kieruje swoją i naszą uwagę na wiosenne obyczaje ropuch, które na przedprożu wiosny, jeszcze przed jaskółkami, żonkilami i przebiśniegami, budzą się do nowego życia. Wychodzą z ziemi, w której zimowały zagrzebane od jesieni, i kierują się mozolnie ku swojemu naturalnemu żywiołowi – wodzie, by tam oddawać się siłom wzmożonej seksualności.
Orwell z czułością przyrodnika amatora opisuje te płazy wywołujące w potocznym odczuciu reakcję obrzydzenia i wstrętu. Świadomy ich podłej reputacji pisarz gotów jest na krok tak ryzykowny jak uznanie ropuchy za piękne zwierzę. Ropusze piękno jest, w jego słowach, niemal sakralne, gdyż ospałe, skurczone ciała ropuch cechuje „szlachetność i wzniosłość”, przypominająca Orwellowi „ortodoksyjnych wyznawców nurtu eklezjalnego w Kościele anglikańskim, gdy kończy się Wielki Post”.
Ale to nie wszystko. Po tej błyskotliwej obserwacji autor czyni wyznanie, które można odczytać tylko jako deklarację szczególnej, niecodziennej miłości: czym innym bowiem niż dowodem tego właśnie uczucia jest stwierdzenie, że ropucha ma „prawdopodobnie najpiękniejsze oczy wśród zwierząt”? Pomińmy tu kwalifikację „prawdopodobnie”,…