(aut. Klawe Rzeczy)
Dariusz Rosiak wrzesień 2021

Dariusz Rosiak: to książka o życiu, którym się płaci za niedotykalność

Wielcy pisarze, wytrawni esteci oraz specjaliści od etyki różnią się od zwykłych ludzi co najwyżej tym, że potrafią w wyrafinowany sposób usprawiedliwiać swoje występki oraz głupotę.

Artykuł z numeru

Planeta Śląsk

Czytaj także

Georgina Gryboś-Szczepanik

Myśli przedślubne

Przyjęto uważać, że intelektualiści to z zasady ludzie porządni. Jeszcze bardziej dotyczy to miłośników sztuki. Trudno sobie wyobrazić, że wykwintny amator malarstwa Vermeera albo ekspert od Mahlera mógłby być tak po prostu świnią. Albo zdrajcą.

Oczywiście historia oraz doświadczenie życiowe uczą, że jest to przekonanie mylne, wręcz śmieszne. Ludobójstwo w Kambodży było wymyślone i nadzorowane przez absolwentów paryskich uniwersytetów, wśród aktywnych nazistów byli znani filozofowie, kompozytorzy, filmowcy, a praktyki komunizmu do dziś mają zwolenników wśród intelektualistów w krajach uznawanych za nad wyraz rozwinięte. Wielcy pisarze, wytrawni esteci, amatorzy konkursów szopenowskich oraz specjaliści od etyki różnią się od zwykłych ludzi co najwyżej tym, że potrafią w wyrafinowany sposób usprawiedliwiać swoje występki oraz głupotę. Motywacjami prostych ludzi nikt się nie interesuje, bo ich los może służyć co najwyżej za materiał do przemyśleń dla bardziej przenikliwych umysłów.

Niedotykalny Johna Banville’a to opowieść o historyku sztuki, który od lat 30. do 50. XX w. był sowieckim szpiegiem. Bohater książki Banville’a nazywa się Victor Maskell, ale postać ta oparta jest w dużym stopniu na życiu Anthony’ego Blunta, członka siatki szpiegowskiej z Cambridge, która przez kilka dekad przekazywała Sowietom brytyjskie tajemnice państwowe. Blunt przyznał się do bycia szpiegiem (unikał słowa „zdrada”, nie uważał też, że pracował dla Sowietów; „Szpiegowałem dla Europy” – wspominał) już w 1964 r., za co władze brytyjskie zagwarantowały mu bezkarność. Cała sprawa ujrzała światło dzienne tylko dlatego, że premier Thatcher, oburzona układami zawieranymi za jej plecami przez służby z Bluntem, ujawniła prawdę w 1979 r.

Ten moment stanowi punkt wyjścia książki Banville’a. „Pierwszy dzień nowego życia. Bardzo dziwny. Od samego rana nie opuszcza mnie swawolny nastrój” – komentuje. Maskell przyjmuje rolę narratora-kronikarza swojego życia, a jego słowa trafiają nie tylko do czytelnika, ale też do młodej kobiety, jego potencjalnej biografki, która odwiedza go nazajutrz po wystąpieniu premier.

Nastrój swawoli, gry z czytelnikiem, biografką, ale też ze wszystkimi postaciami, które przewijają się przez życie Victora Maskella, nie opuści go do końca, do ostatniego dramatycznego – wydawać by się mogło – wyboru.

Jednakże w jego świecie ten ostateczny wybór nie jest wcale dramatyczny, bo w poszukiwaniu autentycznej formy przeżywania, będącej ponoć celem bohatera, zmienia on swoje życie w ciąg nihilistycznych gier, które próbuje racjonalizować. „Lecz gdybym nie wstąpił w wezbrane wody historii, kimże bym był?” – pyta. I odpowiada: „Skostniałym uczonym żyjącym przyjemnymi problemami własnej dziedziny i pytaniem, co zrobić na kolację?”. Cóż za nudne rozważania, niegodne największego brytyjskiego specjalisty od Poussina, nagrodzonego tytułem szlacheckim kuratora królewskich obrazów.

Ten nihilizm – choć sam Maskell woli słowo „stoicyzm” – bohater przykrywa rozważaniami znanymi od innych intelektualistów, których porywały podmuchy Zeitgeistu w XX w. Wojna domowa w Hiszpanii, rasizm Anglików, nadzieja, że tym razem historia się nie myli, a jeszcze bardziej nienawiść do Ameryki i kapitalizmu to koła napędowe Nowej Wiary, którą przyjmowali artyści i myśliciele Zachodu od George’a Bernarda Shawa do Jeana-Paula Sartre’a. Niewielu – tak jak Orwella czy Koestlera – stać było na zmierzenie się z faktami i wyborami życiowymi. Dziś, po dekadach zacierania podziału na dobro i zło oraz uwalniania człowieka od poczucia odpowiedzialności za własne życie, nikt tego od nich nie oczekuje.

Tak, jak u Witkacego w Nienasyceniu, a potem u Miłosza w Zniewolonym umyśle człowiek, który postanawia być częścią nowej rzeczywistości, wybiera fałsz i, nie zważając na cenę, jaką zapłaci, doprowadza do jego triumfu: „Byliśmy jak ten jakobiński motłoch, który na początku rewolucji francuskiej wylał się na ulice Paryża, by w szale fraternizacji przyciskać do serca Zwykłego Człowieka z taką siłą, iż z biedaka wychodziły wszystkie flaki” – wspominał Maskell.

Najpiękniejszy polski magazyn intelektualny

Ciesz się z darmowej dostawy
i dostępu do e-wydań

Prenumeruj znak

W umyśle starego człowieka sentymentalizm miesza się z ostrością spojrzenia, a moralny niepokój każe pytać: „Czy ja w ogóle żyłem?”. Maskell naprawdę doznaje wstrząsu po odwołaniu jego sowieckiego opiekuna do Moskwy – doskonale zdaje sobie sprawę, że trafi on na lata do gułagu albo przed pluton egzekucyjny, ale po jakimś czasie niepokój ustępuje zażenowaniu, a potem rozpływa się w oparach dżinu, seksu i tęsknoty za bliżej niesprecyzowanym sensem życia.

Niedotykalny to jedna z wielkich powieści szpiegowskich i powieści o zdradzie.

Pozbawiona mroczności Le Carrégo, choć czytelnik będzie pewnie szukał u Banville’a nawiązań do tego mistrza szpiegowskiego thrillera, podobnie jak wpływu Josepha Conrada czy Grahama Greene’a. Ten drugi pojawia się zresztą w powieści w postaci Querella, katolickiego literata „autentycznie zainteresowanego ludźmi”, co ma być – według Maskella – „oczywistą cechą drugorzędnego pisarza”.

Banville, Irlandczyk piszący po angielsku, jest pisarzem wyjątkowym, a największą wartością jego książek jest niepodrabialny i olśniewający styl. Właściwie nie pisze historii, bo ona wyłania się sama z jego precyzyjnego drążenia ludzkiego doświadczenia. Wprowadza czytelnika w głąb przeżycia nie za pomocą scen akcji ani rozważań psychologicznych. Banville jest wielkim pisarzem zmysłów, potrafi uchwycić fizyczność doświadczenia – to jeden z niewielu znanych mi autorów, którzy sceny brutalnego seksu potrafią opisać, nie wywołując zażenowania u czytelnika.

Nie tylko w tym sensie jest pisarzem wyjątkowym, a Niedotykalny wart przeczytania. Banville wspominał, że zdecydował się napisać książkę, kiedy zobaczył konferencję prasową Anthony’ego Blunta po ujawnieniu, że to on jest czwartym członkiem siatki szpiegowskiej z Cambridge (tożsamość piątego wyszła na jaw dopiero na początku lat 90.). Kamera uchwyciła Blunta patrzącego na dziennikarzy, który uśmiecha się pod nosem, jakby chciał powiedzieć: „Czy ci ludzie myślą, że mogą ode mnie wyciągnąć coś naprawdę istotnego?”.

Blunt wiedział, że jest niedotykalny dla zwykłych ludzi. Banville opisał życie, którym się płaci za niedotykalność.


Czytaj także

Myśli przedślubne

John Banville

Niedotykalny

tłum. Hanna Pustuła-Lewicka

Wydawnictwo Znak, Kraków 2010, s. 391

Kup numer