Eliza Mórawska-Kmita fot. Edyta Leszczak
Eliza Mórawska-Kmita fot. Edyta Leszczak
Eliza Mórawska-Kmita sierpień 2025

Czy potrzebujemy dziś kulinarnych bohaterów?

Kiedy trochę ponad 20 lat temu wchodziłam do kulinarnego świata, nie musiałam poruszać się w nim po omacku. W telewizji było co najmniej kilka wielkich gwiazd, takich jak Martha Stewart, Nigella Lawson, Julia Child, Delia Smith. Łatwo było się którąś z nich zachwycić, podziwiać ją i za nią podążać. Śledzić kulinarne programy, książki kucharskie, gazety kulinarne.

Artykuł z numeru

Glukozowe pułapki

Glukozowe pułapki

Śmiało mogę powiedzieć, że najbliższa z nich była mi Martha Stewart. Uwielbiałam jej dopracowany do perfekcji magazyn „Martha Stewart Living”. Do dziś pamiętam, jak były tam prezentowane odmiany tulipanów czy indycze jaja. Martha miała dar opowiadania o tym, że kolor ścian przypomina np. odcień piór jakiegoś ptaka. Martha Stewart to legenda. Czytałam jej biografię (zawierającą m.in. ciekawą historię o tym, jak trafiła do więzienia i jak potem znów stawała na nogach). Kupowałam jej książki. Podobnie było z Nigellą Lawson, piękną Brytyjką, która gotowała po swojemu, inaczej niż reszta.

Moja miłość do nich trwała długie lata, a potem… Coś się skończyło, coś się wypaliło. Zajęłam się dziećmi, wciąż kupując kolejne książki popularnych w danym momencie autorów. Nowych gwiazd, młodych twarzy. Okładki wołały do mnie: musisz to mieć!

W końcu przyszedł czas znużenia nowymi książkami kucharskimi. Miałam wrażenie, że wszystko już było, wszystko widziałam. Przez kilka lat kupowałam zdecydowanie mniej, koncentrując się na własnych kulinarnych zainteresowaniach i rozwijając swoje przepisy, które były w głowie i w sercu. Pytanie: skąd się tam wzięły? Kto mnie nauczył robić cherry pie albo baklava muffins? Kto mnie przekonał, że w kuchni nie można się bać, że można jeden składnik zastąpić drugim? Kto pokazał mi, jak przyrządzać dania kuchni świata, jak łączyć kolory, jak nakrywać do stołu?

Kiedy ktoś mnie pyta o źródła mojej miłości do gotowania, pierwsza do głowy przychodzi mi babcia, mieszkanka Podlasia, która otworzyła dla mnie serce i kuchnię, ucząc mnie, jak można gotować proste potrawy. Dziś już wiem, że za moją miłością stoi też grupa postaci z kulinarnego świata, od których nauczyłam się może nie tyle przepisów, ile podejścia do gotowania.

Ostatnio zapytałam ChatGPT: „Kto jest współczesną Marthą Stewart?”. Odpisał mi tak: „Dziś nie ma jednej osoby, która jednoznacznie przejęła koronę Marthy Stewart, ale kilka współczesnych kobiet (i marek) uchodzi za jej duchowe następczynie – zależnie od tego, które aspekty stylu Stewart cenisz najbardziej (kulinarne, domowe, estetyczne, biznesowe). Dziś »ikona stylu życia« częściej jest marką zbiorową: Instagram, Pinterest, blogerki i YouTube zastępują centralne postacie”.

Zrobiło mi się żal czasów, kiedy emocjonalnie podchodziłam do moich kulinarnych bohaterek, które były przewodniczkami w sztuce kreowania domowego ogniska, nie tylko gotowania, ale też pielęgnowania ogrodu, organizowania przyjęć czy prowadzenia domu.

Mam w swoich zbiorach książkę Marthy, w której uczy ona, jak nakrywać stół, wywabiać plamy, organizować pralnię. Zgadnijcie, jaką pozycję wyjmuję z półki, kiedy dzieci muszą do szkoły zrobić rysunek nakrycia stołu: ułożenia sztućców i zastawy stołowej?

Chcesz przeczytać artykuł do końca?

Zaloguj się, jeden tekst w miesiącu dostępny bezpłatnie.

Zaloguj się