Małgorzata Rejmer
fot. Katarzyna Lasoń, CC BY-SA 4.0 via Wikimedia Commons
Małgorzata Rejmer październik 2025

Opowiadanie siebie

Nie radzę sobie, gdy trzeba prowadzić small talki. Zawsze chcę wiedzieć więcej, jak najwięcej, i często zbyt szybko

Artykuł z numeru

Między słowami. Jak budować głębsze relacje

Między słowami. Jak budować głębsze relacje

Czasem, gdy ktoś mnie pyta, czym się zajmuję, odpowiadam, że zawodowo zadaję pytania.

Wiesław Myśliwski stwierdził kiedyś: „Człowiek czeka, żeby móc się opowiedzieć”. Moje podróżowanie po Bałkanach to często rozglądanie się za ludźmi, którzy potrzebują, by ktoś ich wysłuchał. Bo przyszedł w ich życiu taki czas, żeby podsumować, co do tej pory przeżyli. Bo chcą sami lepiej siebie zrozumieć i pragną zrozumienia drugiego człowieka. Bo w takich chwilach dzieje się magia, która nas czaruje, odkąd istnieje język: rozsnuwać opowieść albo być odbiorcą opowieści. Napełniać się nią, rosnąć dzięki niej, odtwarzać słuchaną historię w swojej wyobraźni, jakby się oglądało film.

Bardzo lubię ten moment w trakcie rozmowy, gdy widzę, że ktoś, kto siedzi naprzeciwko mnie, się waha, a potem podejmuje decyzję: chcę się opowiedzieć.

To znaczy odsłonić prawdę o swoim życiu, zejść razem jak najgłębiej, dotrzeć do czegoś wstydliwego, sekretnego, bolesnego i przyjrzeć się temu ze wszystkich stron.

Czasem staję się towarzyszką mrocznych i bolesnych podróży w miejsca, do których nie chciałabym trafić. Zdarzyło mi się kilka razy, że zupełnie nie byłam przygotowana na historię, którą mi opowiedziano. Musiałam zweryfikować wszystko, co wiem o danym człowieku, i na nowo ułożyć z nim relację, umieszczając w niej to, co usłyszałam. Gorzka cena, jaką płaci się za usłyszenie opowieści. Niemniej taki moment szczerości, gdy ktoś staje przed tobą kompletnie nagi, pokazując swoje ułomności, podłe występki, przytrafia się rzadko i jest świadectwem wielkiego zaufania. Jakby dawał ci nagle przedmiot, który jest piękny i odrażający jednocześnie. A ty patrzysz na niego z fascynacją i wstrętem, a potem nie możesz już go odłożyć. Zostaje z tobą, póki o nim pamiętasz.

Uczę się zdejmować z siebie ciężar takich opowieści. Uczę się też stawiać granice ludziom, którzy mówią: „Ja ci tak wszystko opowiadam, bo ty lubisz słuchać”. To nieprawda. Nikt nie lubi słuchać i znikać podczas słuchania. Lubię słuchanie, które jest rodzajem zadzierzgania więzi między mną a tym, kto mówi. Kiedy ten, kto opowiada mi historie, potrzebuje mnie jako aktywnej, empatycznej słuchaczki, a nie jako biernego obiektu słuchającego. Kiedy ja sama mogę tak kierować rozmową, by wraz z drugim człowiekiem schodzić głębiej, i w razie czego zatrzymać go albo złapać, gdy spada.

To wszystko sprawia, że nie radzę sobie, gdy trzeba prowadzić small talki. Zawsze chcę wiedzieć więcej, jak najwięcej, i często zbyt szybko. Mam skłonność, by nieoczekiwanie zadawać pytania, które niby pasują do rozmowy, ale żądają od mojego rozmówcy odsłonięcia się, gdy nie jest na to gotowy. Jestem wdzięczna, gdy ludzie stawiają mi granice, bo zdarza się, że pytam zbyt bezpośrednio i nieświadomie wchodzę w konwencję wywiadu, gdzie reguły gry są inne. Czasem moje pytania są po prostu za śmiałe lub nie trafiają w swój moment. Ale wiele razy słyszałam z wdzięcznością: „Nikt mnie o to nigdy nie zapytał”. Albo, po prostu: „To bardzo dobre pytanie”. W Albanii tak łatwo udaje mi się rozmawiać z osobami LGBT, bo ludzie w obrębie wspólnoty przekazują sobie wiadomość: „Nikt z tobą nie porozmawia tak jak Margo”.

Chcesz przeczytać artykuł do końca?

Zaloguj się, jeden tekst w miesiącu dostępny bezpłatnie.

Zaloguj się