Il. Katarzyna Bogucka
Kamil Fejfer wrzesień 2025

Dlaczego nie mamy dzieci?

Przez ostatnie kilka lat jako dziennikarz uważnie przyglądałem się kwestii demografii. Startowałem z miejsca, w którym uważałem, że za niską dzietność Polaków odpowiada ekonomia: niskie płace, niestabilność zatrudnienia, brak mieszkań. Z czasem zmieniłem zdanie.

Artykuł z numeru

Uwolnić się od kultu produktywności

Uwolnić się od kultu produktywności

To może zacznę tak: zbliżam się do czterdziestki i nie mam dzieci. Nie będzie to jednak kolejny konfesyjny esej o zaletach bezdzietności, o presji społecznej na posiadanie potomstwa, o tym, jak brak własnych pociech ofiarował mi wolność, której nie mogą zaznać ludzie będący rodzicami. Ba, czasem mam wrażenie, że nie doświadczyłem w życiu czegoś istotnego. Uważam, że fakt, iż nie jestem ojcem, odebrał mi pewną fundamentalną w tym wieku perspektywę – głębokie przekonanie, że na świecie istnieje byt ważniejszy niż ja sam. To nie koniec: ja wcale nie zamierzam nie mieć dzieci.

Zawsze kiedy zastanawiałem się nad posiadaniem dzieci, dochodziłem do wniosku, że nie mam ich z powodów hedonistycznych. Nie dopisuję tu absolutnie żadnej innej ideologii; nie jestem antynatalistą, nie uważam, że za mało zarabiam, nie sądzę, że mam za małe mieszkanie (mieszkam na 40 m2). Jednak kiedy staram się dotrzeć głębiej do swoich motywacji, trafiam na ścianę, za którą poznanie miesza się z konstruowaniem narracji o sobie. Może to szeroko pojęta „niegotowość” (czymże ona w ogóle jest?), a może obracanie się w towarzystwie osób, które również nie mają dzieci? Może, może, może… Kiedy zadajemy sobie fundamentalne pytania o nasze najgłębsze motywacje, odpowiedzi nie przychodzą łatwo. Są złożone z autoopowieści, z tego, co zasłyszeliśmy w kulturze. Wbrew pozorom trudno jest oddzielić to, co wewnętrzne, od tego, co zewnętrzne.

Przykład osadzony w kontekście? W zeszłym roku w czasopiśmie naukowym „The Journal of Law and Economics” został opublikowany artykuł, który przypisuje zmniejszenie dzietności… obowiązkowi stosowania fotelików w samochodach. Przecież nikt nigdy nie powiedziałby: „Odłożyłem decyzję o dziecku z powodu przepisów ruchu drogowego”. Tymczasem badacze Jordan Nickerson i David Solomon wykazali, że nakaz stosowania fotelików w Stanach Zjednoczonych spowodował ograniczenie urodzeń trzecich i kolejnych dzieci w rodzinie. Dlaczego? Ponieważ jest mało samochodów, w których może się pomieścić dwoje rodziców i trzy specjalne miejsca dla pociech. Część rodziców stanęła więc przed wyborem: albo kupno większego (i droższego) auta, albo korekta planów prokreacyjnych.

Naukowcy szacują, że przepisy zapobiegły 57 śmierciom dzieci w wypadkach samochodowych w 2017 r. i jednocześnie ograniczyły liczbę urodzeń o 8 tys.

Nie potrafimy dostrzec wielu czynników, które wpływają na nasze decyzje. Dlatego czasem warto stanąć z boku i posłuchać tego, co mówią dane i trendy.

Co mówią dane?

Pod koniec maja Główny Urząd Statystyczny podał oficjalne dane na temat tzw. wskaźnika dzietności (TFR – total fertility rate) dla Polski za rok 2024. Wyniósł on 1,099. Tym samym potwierdziło się to, czego spodziewali się eksperci – pobiliśmy kolejny rekord. W Polsce nigdy wcześniej nie notowano tak niskiej dzietności. Według zajmującej się demografią organizacji Birth Gauge w pierwszym kwartale 2025 r. urodzeń w Polsce zaś było o 10% mniej niż rok wcześniej. Analitycy ostrzegają, że w bieżącym roku TFR w naszym kraju może spaść do 1,04. To fatalne wyniki, które stanowią poważne wyzwanie dla przyszłości.

Chcesz przeczytać artykuł do końca?

Zaloguj się, jeden tekst w miesiącu dostępny bezpłatnie.

Zaloguj się