70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Znak od Opatrzności

Trudno się oprzeć wrażeniu, że Świątynia Opatrzności Bożej stała się nie tyle wotum dziękczynnym, ile raczej pomnikiem Ecclesia triumphans, pieczęcią Instytucji pragnącej unaocznić swoją władzę nad państwem, społeczeństwem i jednostką, ich małość wobec jej potęgi.

A może Bóg sobie mnie upatrzył na ateistę?

Stanisław Jerzy Lec

 

Pięćset, 31 października 1517 r., pewien augustianin przybił na drzwiach kościoła w Wittenberdze kartkę z tezami, które chciał przedyskutować w gronie uczonych teologów. Gorszył go nade wszystko masowy handel odpustami, czyli kupczenie zbawieniem wiecznym. Nikomu nieznany zakonnik ośmielił się wystąpić przeciwko całej potędze Kościoła, na którego czele stał wówczas papież Leon X. Trzy wieki później Heinrich Heine tak opisał to nierówne starcie: „Leon X, wykwintny Florentczyk, uczeń Poliziana, przyjaciel Rafaela, grecki filozof w potrójnej koronie (…), Leon de Medici – jakże musiał go śmieszyć biedny, cnotliwy, prostoduszny mnich, któremu uroiło się, że Ewangelia jest Wielką Kartą chrześcijaństwa (…). Być może nawet nie zrozumiał, o co chodziło Lutrowi, jako że nazbyt był podówczas zajęty budową Bazyliki Piotrowej, a jej koszty pokrywano właśnie z pieniędzy pochodzących ze sprzedaży odpustów, tak iż to w istocie grzech dostarczał środków do budowy tego kościoła, który w ten sposób stał się niejako monumentem uciech zmysłowych, podobnie jak owa piramida, zbudowana przez pewną egipską kurtyzanę za pieniądze zarobione na prostytucji. O tym to domu Bożym można by z większą jeszcze słusznością niż o katedrze kolońskiej twierdzić, iż zbudowany został przez szatana”.

 

Zapomniana (szczęśliwie) lekcja wieży Babel

Zapewne bazylice można by też „z większą jeszcze słusznością” nadać imię analogiczne do tego, jakie Goethe nadał katedrze kolońskiej, nazywając ją „nadreńską wieżą Babel”. Wieża Babel – symbol ukaranego zuchwalstwa. Ludzkość szybko jednak zapomniała widowiskową nauczkę, udzieloną jej w 11. rozdziale Księgi Rodzaju. Na szczęście! Lepiej też chyba, że i papież Leon X nie wziął sobie do serca pewnej budującej legendy o św. Tomaszu. Ponoć ów patron sceptyków i architektów zawędrował kiedyś aż do Indii, gdzie niejaki król Gundafor zlecił mu wzniesienie pałacu. Gdy ujrzał wykreślone przez apostoła, olśniewające rozmachem plany, powierzył mu na ich sfinansowanie ogromną kwotę pieniędzy. Tomasz, jak przystało na dobrego chrześcijanina, rozdał je wszelako ubogim, kupując sobie w ten sposób „pałac w niebiesiech” – co prawda, na koszt klienta, ale średniowieczni hagiografowie nie zawracali sobie głowy takimi detalami. Najdziwniejsze, że Gundafor nie tylko nie usmażył defraudanta we wrzącym oleju, ale niezwłocznie nawrócił się na chrześcijaństwo. Czy i Leon X (wraz ze swymi poprzednikami i następcami) powinien był pójść za przykładem świętego? Takie dylematy lepsze świadectwo wystawiają wrażliwości moralnej pytających niż ich wrażliwości estetycznej. I lepiej chyba pozostawić je teologom moralistom. — pełna wersja tekstu dostępna jest w drukowanych i elektronicznych wydaniach Miesięcznika Znak

 
 

Zapisz się do newslettera!

Otrzymasz 35% kod rabatowy na dowolny numer miesięcznika oraz informacje o promocjach, wydarzeniach i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter