Kinga Dawidowicz styczeń 2021

Chłodna precyzyjność

Antologia wierszy południowych sąsiadek jakby na przekór wszystkim skojarzeniom związanym z Czechami ciąży ku innemu kierunkowi. Odsyła w stronę północnego nieba, powietrza, zimnego morza.

Artykuł z numeru

Którędy do snu?

Czytaj także

Wojciech Bonowicz

Moi, mistrzowie: Agnieszka Wolny-Hamkało

Ten kierunek dotyczy dwóch warstw lektury – i tych najprostszych, cisnących się pod powieki obrazów rodzących się w czasie pierwszego czy pobieżnego czytania wierszy, i odczuć osadzonych już głębiej, po uważnej analizie. „Północną przestrzeń” tej drugiej płaszczyzny dopełniają oszczędność środków wyrazu, rytm i melodia języka Sąsiadek. Wybranych poetek jest dziesięć, każda jest osobna i każda mówi niepodrabialnym językiem, ale wszystkie głosy można spiąć hasłem chłodnej precyzyjności.

Zofia Bałdyga, tłumaczka czeskich poetek, wybrała twórczynie debiutujące w ostatniej dekadzie. Występują w tym zbiorze zarówno młode, debiutujące bardzo wcześnie dziewczyny, jak i dojrzałe kobiety – urodzone w latach 60. Wszystkie ich teksty stanowią małą panoramę współczesnej czeskiej poezji. Soczewkę, w której skupia się różnorodność perspektyw i słownych gier.

Brak tu wspólnego programu, nie mówiąc już o manifeście poetyckim, ale osobne głosy mówią o podobnym doświadczeniu.

Rdzeniem i mięsem tych opowieści jest codzienność, proza życia. Wspólne jest też dystansowanie się do opowiadanych zdarzeń czy odczuć.

To zbiór zapisanych obserwacji, z których podmiot liryczny zdaje nam raport. Trudno w tym tomiku znaleźć taki utwór, podczas którego lektury jesteśmy w stanie poczuć intensywność, zatracenie się we frazie. Nie o to zresztą zapewne też chodzi. Tym bardziej imponuje sposób, w jaki autorki potrafiły sprawić, że przy odczuwalnym oddaleniu emocjonalnym udaje im się kreślić czasem bardzo zmysłowe i intensywne obrazy.

Zmysłowość dotyczy zazwyczaj relacji z krajobrazem, przestrzenią miejską, czasem. Tak jest u Marie Iljašenko czy Jitki N. Srbovej. Oszczędność frazy, surowość zdań tylko wzmacniają odczucia opisywanego wilgotnego mchu czy ostrej kory drzewa. Czytamy opis światła, a odczuwamy chropowatą fakturę budynków czy pulsowanie wzburzonego morza. U Iljašenko głównym bohaterem jest las, nasycony kolorem, zapachami: „rozgarnij rękami niebieską trawę”, ale też przetrącony lekko, trochę zagubiony człowiek: „trochę poturbowani, ale jeszcze zdolni nabrać ostrości”. U Srbovej uwaga koncentruje się na zderzeniu rzeczywistych, realistycznych historii z surrealistyczną narracją. Poetka nasycone emocjami historie opowiada za pomocą najprostszych środków. Nie jest to jednak asceza, ale raczej dążenie do komunikatywności.

Z kolei Anna Beata Háblová posługuje się abstrakcją. Zdania są wyczyszczone do minimum z przymiotników. Przypominają bolesne komunikaty. Ubrane w kostium oszczędności słownej, dźwięczą tym wyraziściej. Obrazy grabarzy kupujących marynarki w centrum handlowym, przestrzeni miasta, pustych ulic, ciszy obecnej w czasie rodzinnego obiadu tworzą melancholijne kadry. Czytając te wiersze, trudno odpędzić się od muzycznego skojarzenia z wersem z Pablopavo z płyty Ladinola: „Niedzielny wieczór niesie takie cisze, których nie zagada radio ani z netu film”.

Najpiękniejszy polski magazyn intelektualny

Ciesz się z darmowej dostawy
i dostępu do e-wydań

Prenumeruj znak

Bardziej „rozgadanymi” poetkami w Sąsiadkach są Zuzanna Lazarová, Petra Strá i Daniela Vodácˇková. Lazarová wyróżnia się w tym zbiorze poprzez obranie szerszej perspektywy, z której mówi do czytelników. Można u niej zauważyć próby opisu społecznej rzeczywistości. To już nie tylko podmiot i jego prywatne odczucia codzienności wysuwają się na pierwszy plan opowieści, ale pokusa dogrzebania się do konkretu, znalezienia spójnej, wspólnej nam wszystkim wizji świata. Petra Strá pozwala nam z kolei śledzić gry językowe. Dużo w jej wierszach absurdu, słowa układają się w rytm wyliczanek, dziecięcych piosenek wystukiwanych za pomocą patyka gładko prześlizgującego się po drewnianych sztachetach. Zachęcają do sylabizowania:

„La kas

loraf

la klea na res

szo kas n ar

pirar konat

Twoje usta

otwarty hibiskus

język łopoce

jakby niósł go rycerz na koniu

niebo Bo z kraju Bes

Bo ba ta

je czas ran”.

 

W stronę klasycyzującej opowieści zabiera czytelników Daniela Vodáčková. Portrety kobiet, które wyłaniają się z jej sennej, spokojnej frazy, to ilustracja świata zatrzymanego w pół ruchu. Dramatyzm obecny u Vodáčkovej wynika z przeczucia, że prawdziwe życie jest gdzie indziej, że jakieś węzły krępują bohaterki tych utworów. Pozornie nie dzieje się nic, kobiety patrzą, obserwują i opisują świat z perspektywy wyciągniętej dłoni, ale napięcie użytych słów jest tak silne, że bliskie pęknięcia. To ostre uczucie ma wręcz perwersyjną drugą stronę. Utwory zbudowane są poprzez opisy mięsistych materiałów, grzejącego aksamitu, miękkich falban w otoczeniu kojących rdzawych barw.

Najmłodsza autorka obecna w tym zbiorze – Emma Kausc – wydaje się łączyć w swojej twórczości sposoby wypowiedzi starszych koleżanek. Jej poezja to szew spajający różne perspektywy. Bliskie językowi prozy wiersze przywodzą na myśl szkice dłuższych form, a jednocześnie są umiejętnie zbudowane przy użyciu krótkiej, fotograficznej frazy:

„jej przebudzenie po godzinach przed telewizorem

promieniującym ekranem przechwytującym cienie pod oczami”.

Pozostałe poetki w tym zbiorze: Kristina Láníková, Olga Stehlíková i Wanda Heinrichová, dopełniają obraz poetyckiego głosu ostatniej dekady w Czechach. Zwrócenie się ku konkretowi, powstrzymywanie się od mówienia lub brak rozgadania, dążenie do prostych konstrukcji przy jednoczesnym otwarciu na wielość skojarzeń – to główne cechy tego tomiku. Jeśli występuje zabawa słowem, to bez zbędnych ornamentów, jeśli fraza przybiera melodyjność kołysanki, to jak najprostszej, a jeśli któraś z poetek zaczyna się rozgadywać, kierować w stronę prozy, to forma zatrzaskuje się w kleszczach dziennikarskich newsów.

Osobność każdej z poetek odbija się w tym tomiku także poprzez dostrzegalne odosobnienie podmiotu wobec świata, który opisuje. Prywatność doświadczenia nie rości pretensji do głośnego wykrzyczenia swoich racji. Skupia się na sile uważnej obserwacji, na odczuwaniu detali, myśleniu obrazami. Większość tych obrazów rezonuje samotnością, wyobcowaniem, „twardniejącą ciemnością” (Láníková), ale głos opowiadających jest dźwięczny i wyrazisty. Zostawia miejsce i daje nadzieję na siłowanie się z tym, co tu i teraz.

Sąsiadki. 10 poetek czeskich

red. Anna Wanik, Agnieszka Wolny-Hamkało

tłum. Zofia Bałdyga,

Wydawnictwo Warstwy, Wrocław 2020, s. 88

Kup numer