fot.: Moritz Kindler/ Unsplash
Kinga Dawidowicz grudzień 2021

Radość tworzenia

O ile IKEA jest rozpoznawalna i kojarzona ze skandynawskim stylem, funkcjonalnością i prostotą, o tyle Bauhaus budzi mniej wyraziste czy natychmiastowe wyobrażenia.

Artykuł z numeru

Przyjemność w czasie niepokoju

Czytaj także

Joanna Guszta

B jak Bauhaus

Co prawda dźwięczna, mocna nazwa niemieckiej szkoły projektowania stereotypowo kieruje wyobraźnię w rejony bliskie skandynawskiemu duchowi, ale pomimo wielu podobieństw i niezaprzeczalnych powiązań z nim szkoła jest silnym, osobnym bytem. Przede wszystkim należy podkreślić, że pożądana i nieodłącznie wiązana ze szwedzką marką „przytulność” na pewno nie jest atrybutem Bauhausu. Zresztą z powodu owego braku ciepła i puchatej pluszowości idee propagowane przez Waltera Gropiusa, założyciela Bauhausu, nie wszędzie spotykały się ze zrozumieniem. Upodobanie do prostych, geometrycznych form, oszczędnych materiałów i faktur oraz przede wszystkim surowe, przestrzenne wnętrza były nie lada wyzwaniem dla współczesnych Gropiusowi.

Tym jednak, co było najistotniejsze i o czym warto cały czas przypominać mimo upływu ponad 100 lat od założenia szkoły, są idee, którymi kierował się Gropius. Nowe podejście do architektury i pomysł rozpropagowania na szeroką skalę wzornictwa przemysłowego są najszerszą, ale też beznamiętną próbą określenia dokonań Bauhausu. Zasługą Fiony MacCarthy, biografki Gropiusa, jest pokazanie i przeanalizowanie teoretycznych podwali szkoły, które nadały Bauhausowi istotności i sprawiły, że nie zestarzał się do dziś. Autorka zdejmuje z Gropiusa łatkę nudziarza i gbura, co jest zabiegiem niezbędnym, by lektura biografii smakowała, ale równolegle pokazuje, że niemiecki architekt „był jednym z największych filozofów”.

Najpiękniejszy polski magazyn intelektualny

Ciesz się z darmowej dostawy
i dostępu do e-wydań

Prenumeruj znak

Za tym dość podniosłym stwierdzeniem kryje się rzeczywiście ogrom pracy intelektualnej, którą Gropius wykonał i  którą przesiąknięty był duch szkoły, choć na szczęście nie nosiła ona znamion ciężaru czy przykrego obowiązku. Bauhaus był miejscem, gdzie wprowadzano w życie radość z uprawiania twórczości. Skutecznie zniesiono podział na artystów i rzemieślników, zgodnie z przekonaniem, że każdy artysta powinien być dobrym rzemieślnikiem, a każdy rzemieślnik powinien rozwijać w sobie artystę. Idée fixe Gropiusa, by nie rozdzielać pracy nad sztuką i  technologią, uskuteczniano poprzez odgórnie zalecane eksperymentowanie i podążanie za intuicją oraz emocjami. Ferment w szkole tworzył się m.in. dzięki koncepcji dziecka jako instynktownego artysty i idei wzajemnego przenikania się dyscyplin. Dość powiedzieć, że nawet warsztaty Bauhausu określane były jako „laboratoria sztuki”, w których to Gropius widział kształcących się „nowych współpracowników przemysłu i rzemiosła, w równym stopniu obeznanych z projektowaniem i z technologią”.

Szczytne i niewinne w gruncie rzeczy idee znalazły się jednak na cenzurowanym. Bauhaus okazał się reprezentantem sztuki zdegenerowanej, miejscem gdzie „uprawia się dekadenckie wartości, a schizoidalne bazgroły i eksperymenty mają wywoływać zażenowanie”. Rozpoczęła się przepychanka, a potem już otwarta wojna z nazistowskimi rządami w latach 30 XX w.

Praca MacCarthy pomimo nużącej czasem drobiazgowości i skrupulatności w odnotowywaniu zawijasów życiowych, a także niuansowaniu odcieni teoretycznych założeń Bauhausu wygrywa mocną kartą. Przypomina, odświeża i uaktualnia zakurzone nieco postulaty modernizmu. Filtrując je przez perspektywę opowieści biograficznej, pokazuje jego najistotniejsze założenia: obowiązek polepszania bytu społeczeństwa. I nie mniej ważną radość wynikającą z realizacji tego celu.

Czytaj także

B jak Bauhaus

Fiona MacCarthy

Walter Gropius. Człowiek, który zbudował Bauhaus

tłum. Jan Dzierzgowski, Wydawnictwo Filtry, Warszawa 2021, s. 544

Kup numer