Tradycyjne narzędzia służące do obrzezania kobiet, Ibadan, Nigeria, 2007 r.
Błażej Popławski wrzesień 2020

Bliski kres obrzezania kobiet w Afryce

W maju 2020 r. Sudan zdelegalizował zabieg okaleczania narządów płciowych dziewczynek. Dotąd przechodziło go ponad 85% mieszkanek kraju. To kolejny etap walki o równouprawnienie kobiet w postkolonialnych demokracjach.

Artykuł z numeru

Gdy choruje nasza psychika

Gdy choruje nasza psychika

Czytaj także

Jagoda Grondecka

Ostatni Żyd w Afganistanie

Katarzyna Rodacka

Tłumacz umiera codziennie

W dwudziestce krajów, gdzie zjawisko dyskryminacji kobiet jest najbardziej odczuwalne w skali globu, znalazło się aż 19 państw z Afryki. To dane z ostatniego raportu o rozwoju społecznym sporządzanego przez Program ONZ ds. Rozwoju (UNDP). Analizy te opierają się na porównaniu kilku wskaźników, z których jeden – wskaźnik nierówności płci (Gender Inequality Index) – odzwierciedlać ma dyskryminację kobiet w trzech obszarach: zdrowia reprodukcyjnego (śmiertelność matek, dzietność wśród niepełnoletnich), pozycji społecznej (udział kobiet w parlamencie, odsetek kobiet, które zdobyły wykształcenie średnie i wyższe) oraz rynku pracy. Choć sytuacja Afrykanek – streszczając wnioski raportów ONZ – poprawia się z dekady na dekadę, to nadal jest zła. Są one grupą szczególnie narażoną na prześladowanie i wykluczenie społeczne. Jedną z kwestii związanych ze zdrowiem reprodukcyjnym, która budzi od lat ogromne kontrowersje, jest praktyka obrzezania kobiet.

Obrzezanie kobiet

Rytualne okaleczenie żeńskich narządów płciowych jest brutalnym aktem przemocy, praktyką niebezpieczną dla zdrowia i życia oraz destrukcyjną dla integralności i godności kobiet. Podkreślić trzeba, że nie ma żadnych wskazań medycznych – inaczej jest u mężczyzn, u których obrzezanie zmniejsza ryzyko zakażenia chorobami przenoszonymi drogą płciową oraz częstość występowania raka prącia.

Światowa Organizacja Zdrowia (WHO), próbując stworzyć globalną mapę ilustrującą skalę okaleczania narządów płciowych kobiet, wyróżniła cztery rodzaje praktyk określanych zbiorczo jako female genital mutilation. Pierwszy to klitoridektomia, czyli usunięcie łechtaczki, drugi ekscyzja – usunięcie łechtaczki z wargami sromowymi. Pierwszy i drugi typ zabiegu są stosowane najczęściej. Kolejny rodzaj to infibulacja nazywana także obrzezaniem faraońskim – nazwa wzięła się prawdopodobnie od starożytnych Nubijczyków, którzy najpierw służyli w armii faraona, a w VIII i VII w. p.n.e. rządzili Egiptem. Polega ona na usunięciu łechtaczki, warg sromowych mniejszych oraz na nacięciu i zaszyciu warg sromowych większych z pozostawieniem niewielkiego otworu na mocz i krew menstruacyjną. Blizna powstała w ten sposób musi zostać rozcięta przed stosunkiem seksualnym i porodem, co powoduje dodatkowy ból. Ze stosowania tej metody, postrzeganej jako najbardziej barbarzyńska, znane są mieszkanki Rogu Afryki. Światem wstrząsnęły wydane w 1998 r. wspomnienia Waris Dirie, Somalijki, która została poddana temu zabiegowi jako mała dziewczynka, a potem uciekła do Londynu i została modelką oraz działaczką w ONZ. Ostatni typ obrzezania obejmuje pozostałe praktyki uszkadzające kobiece narządy płciowe, takie jak: nakłucia, wyskrobanie i kauteryzacja okolicy narządów płciowych (tzw. przyżeganie), czyli przypalanie okolic genitaliów.

Zabiegów tych dokonuje się zwykle między 4. a 12. rokiem życia, choć – według analiz WHO – ostatnio coraz silniejsza jest tendencja, by praktyki te wykonywać na dziewczynkach nawet w dniu przyjścia na świat. Takie „operacje” przeprowadzają najstarsze kobiety lub lokalne akuszerki, jak i działające nielegalnie kliniki medyczne (dotyczy to zwłaszcza Egiptu, Gwinei, Kenii, Nigerii i Sudanu).

Podczas okaleczania narządów płciowych korzysta się z niesterylnych, wielokrotnie już używanych narzędzi (żyletek, noży, kawałków szkła, kamienia). Zabiegi wykonuje się w warunkach niehigienicznych, bez znieczulenia, robią je niewykwalifikowane znachorki. Do szycia ran często wykorzystuje się prymitywne narzędzia, np. igły akacji i nici wyprodukowane ze zwierzęcych jelit.

Dziewczynkom po zabiegu zwykle nie podaje się żadnych leków, nawet środków przeciwbólowych. Naraża to je na liczne choroby – do najczęstszych należą tężec, niedokrwistość, stany zapalne miednicy, nawracające zakażenia dróg moczowych, depresja, stres pourazowy. Około 10% kobiet poddanych infibulacji staje się bezpłodne, u większości porody przebiegają ze znacznymi komplikacjami. Znajdują się także w grupie większego ryzyka zarażenia HIV.

Szacuje się, że obrzezanie dotyka rocznie co najmniej 15 mln dziewczynek. Liczba okaleczonych w ten sposób kobiet sięga 150–200 mln.

Mieszkają one w ok. 30 krajach, zwłaszcza w Afryce i na Bliskim Wschodzie, a także Azji Południowo-Wschodniej (Indonezja), Azji Zachodniej (Kurdystan), Ameryce Łacińskiej (Amazonia). Według prognoz analityków UE do 2030 r. okaleczonych może zostać kolejnych 70 mln dziewcząt w 25 krajach.

Połowa zabiegów obrzezania jest przeprowadzana w Afryce. Wśród regionów, w których ponad 85% kobiet jest okaleczanych, znajdują się państwa położone w Rogu Afryki (Somalia, Dżibuti, Etiopia, Erytrea), kraje znad Zatoki Gwinejskiej (Sierra Leone, Gwinea), a także państwa Sahelu (Sudan, Mali) oraz Egipt. Do krajów, w których odsetek ten jest mniejszy, ale przekracza 25%, zalicza się głównie kraje Afryki Zachodniej (Wybrzeże Kości Słoniowej, Burkina Faso, Liberia, Gambia), a także Republikę Środkowoafrykańską oraz Kenię. W większości z nich okaleczanie narządów płciowych kobiet jest nielegalne.

Zauważyć można, że lista krajów, gdzie odsetek obrzezanych kobiet jest największy, koresponduje z listą państw, z których pochodzi najwięcej migrantów afrykańskich przebywających obecnie w Europie i Ameryce Północnej. Uchodźcy polityczni i zwykli migranci zarobkowi (najczęściej ich pierwsza, rzadziej już druga generacja) przenoszą swoje zwyczaje i tradycje do nowych miejsc zamieszkania. Problem okaleczania narządów płciowych kobiet zyskał w ten sposób charakter ogólnoświatowy, dotyka wielokulturowych społeczeństw globalnej Północy. Amnesty International szacuje, że w Europie żyje już ok. 500–700 tys. obrzezanych kobiet (większość w Wielkiej Brytanii, Francji i w Niemczech). Organizacja apeluje do władz UE o sprawne reagowanie i przeciwdziałanie temu procederowi. Skuteczność agend unijnych na polu walki z obrzezaniem kobiet jest jednak niska. Parlament Europejski, owszem, przyjął kilka rezolucji w sprawie walki z okaleczaniem żeńskich narządów płciowych (2001, 2009, 2012). Implementacja zapisów unijnych przebiega jednak powoli. Zabiegi obrzezania przybyszów z Afryki i Azji są dokonywane w tajemnicy, otacza je zmowa milczenia, skutkiem czego ich wykrywalność przez Europol jest minimalna.

Przyczyny okaleczania kobiet

Obrzezanie kobiet w zachodnioeuropejskim prawodawstwie uznaje się za formę przestępstwa motywowanego kulturowo. To czyn dokonany przez członka mniejszości kulturowej, etnicznej, religijnej, przez ową społeczność tolerowany, ale stanowiący przestępstwo w systemie prawnym kultury dominującej. Definicja ta jest użyteczna przy konstruowaniu programów przeciwdziałania obrzezaniu kobiet w Europie czy Stanach Zjednoczonych. W realiach afrykańskich ujęcie takie jest już mocno dyskusyjne.

Praktyka okaleczania narządów płciowych kobiet jest głęboko zakorzeniona w systemach wierzeń wielu grup etnicznych. W licznych mitach afrykańskich pojawia się wątek posiadania przez niemowlę dwóch płci, a łechtaczka bywa postrzegana jako męski element u dziewczynek. Aby jednostka mogła właściwie funkcjonować w określonej roli społeczno-kulturowej, powinna zostać pozbawiona tego atrybutu. W niektórych krajach Afryki Zachodniej (Nigeria, Gwinea, Burkina Faso) wierzy się, że nieobrzezane kobiety nie mogą rodzić dzieci, że niewycięta łechtaczka może urosnąć do rozmiarów męskiego penisa lub też, że nastąpi nagły zgon noworodka, gdy ten dotknie łechtaczki matki podczas wychodzenia z jej kanału rodnego. To tylko przykłady mitów związanych ze zdrowiem reprodukcyjnym o zaskakująco silnej skali oddziaływania społecznego.

Praktyka okaleczania narządów płciowych jest często formą inicjacji kulturowej członka wspólnoty tradycjonalistycznej. To tzw. rytuał przejścia, głęboko zakorzeniony w systemie aksjologicznym grupy, sygnalizujący wchodzenie jednostki w dorosłość (w przypadku gdy jest on dokonywany u nastoletnich dziewczynek). Często towarzyszą mu przyjęcia i spotkania rodzin. Ból fizyczny zadany jednostce wyzwala entuzjazm we wspólnocie, staje się okazją do święta.

Obrzezanie jest też narzędziem kontroli seksualności kobiet wpisanym w patriarchalny porządek społeczny. Poddanie kobiety temu zabiegowi gwarantować ma jej czystość i honor, hamować popęd seksualny, obniżać libido. To dowód dziewictwa i wierności, zabezpieczenie przed promiskuityzmem. Kobieta nieposiadająca takiego „oznakowania seksualnego” postrzegana bywa jako źle prowadząca się, nieczysta, co może przyczynić się do społecznego ostracyzmu, wykluczenia z rodziny, wspólnoty sąsiedzkiej, wyznaniowej, a także z rynku matrymonialnego (decyzja o obrzezaniu córki to także swego rodzaju wybór ekonomiczny rodziców – kobiety poddane obrzezaniu są chętniej wybierane na żony).

Wbrew wielu opiniom obrzezanie kobiet nie jest elementem żadnej wielkiej religii świata. To zwyczaj starszy nie tylko od islamu, ale także od judaizmu i chrześcijaństwa.

Według Herodota obrzezanie praktykowane było już u Egipcjan, Fenicjan i Babilończyków. Nawet jeśli widać wyraźną korelację między stopniem zislamizowania danego kraju a częstotliwością okaleczania narządów płciowych kobiet, to podkreślić trzeba, że praktyka obrzezania nie została zapisana w Koranie (wzmianki o niej pojawiają się jedynie w wybranych hadisach, czyli relacjach o życiu Mahometa, powstałych na podstawie ustnych opowieści po jego śmierci). Tezę tę potwierdzają liczne przykłady z kontynentu afrykańskiego. W Etiopii trzy na cztery kobiety są obrzezane – a muzułmanie stanowią zaledwie 30% populacji tego kraju, reszta należy do Kościoła prawosławnego (ok. 40%) lub Kościołów protestanckich (ok. 20%). W Liberii, gdzie połowa kobieta jest okaleczona, 85% społeczeństwa to chrześcijanie, islam wyznaje jedynie 10–15% populacji. Z kolei w Nigrze, którego społeczeństwo w 99% to muzułmanie, odsetek obrzezanych kobiet jest mniejszy niż 5%.

Reakcja społeczności międzynarodowej

Z praktyką obrzezania kobiet próbują razem walczyć trzy agencje ONZ: WHO, Fundusz Narodów Zjednoczonych na rzecz Dzieci (UNICEF) i Fundusz Ludnościowy Narodów Zjednoczonych (UNFP). Czynią to przy wsparciu wielu organizacji pozarządowych. Warto przy tym dodać, że instytucje ONZ nie są nawet w stanie zgromadzić wiarygodnych i kompletnych statystyk z większości państw afrykańskich; do tego część danych przytaczanych w oficjalnych sprawozdaniach uznać należy za mało wiarygodne (np. zaskakująco niski odsetek obrzezanych kobiet w Kamerunie i Ghanie czy niemalejący odsetek w Egipcie, gdzie okaleczanie narządów płciowych zostało zakazane w 2008 r., a w 2016 r. uznano je za przestępstwo). Na podstawie tego rodzaju danych trudno jest zaprojektować efektywną kampanię edukacyjną czy innego rodzaju akcję afirmatywną.

Coraz częściej przedstawiciele ONZ sugerują, że walkę z obrzezaniem Afrykanek powinny prowadzić lokalne instytucje – zarówno panafrykańskie, takie jak Unia Afrykańska, jak i regionalne: Wspólnota Wschodnioafrykańska (EAC), Południowoafrykańska Wspólnota Rozwoju (SADC), Unia Arabskiego Maghrebu (AMU). Cedowanie odpowiedzialności na kraje afrykańskie budzi z kolei uzasadniony sprzeciw tamtejszych polityków apelujących o wsparcie finansowe niezbędne ich zdaniem do prowadzenia skutecznych działań na polu walki z okaleczaniem kobiet. Spór ten trwa od lat i trudno przewidywać, kiedy się zakończy.

Pierwsza międzynarodowa konferencja poświęcona problemowi obrzezania kobiet w Afryce została zwołana w 1979 r. w Chartumie. Datę tę uznać można za cezurę zaangażowania się ONZ w walkę z tą praktyką. W Chartumie zderzyły się wówczas dwie opcje: obrzezanie zostało potępione przez polityków euroamerykańskich, znaczna część liderów afrykańskich dążyła zaś do legalizacji okaleczania. Stopniowo głosy przeciwników okaleczania kobiet przeważyły. Już w 1984 r. podczas konferencji w Dakarze, na skutek presji WHO i UNICEF, podjęto decyzję o zakazie okaleczania kobiet w szpitalach (akt taki uznano za przykład ciężkiego naruszenia etyki zawodowej lekarzy, nawet w przypadku gdy lekarz dokonujący obrzezania dysponował zgodą pacjenta na dokonanie okaleczenia). Kolejne spotkania międzynarodowe, zorganizowane w Addis Abebie na przełomie lat 80. i 90., dążyły do całkowitego wyeliminowania medykalizacji obrzezania kobiet w Afryce. W okresie tym zaobserwować można było zmianę w oficjalnym dyskursie polityków podejmujących tę kwestię. Odchodzono od stosowania terminów takich jak „obrzezanie”, które wiele osób kojarzyło się ze sferą religijną. Coraz częściej używano określenia „okaleczenie”, akcentując w ten sposób szkodliwość praktyk, cierpienie oraz kategorie winy i kary.

Najpiękniejszy polski magazyn intelektualny

Ciesz się z darmowej dostawy
i dostępu do e-wydań

Prenumeruj znak

ONZ wzywała państwa afrykańskie do wprowadzenia ustawodawstwa zakazującego obrzezania, zrównującego te praktyki ze stosowaniem tortur (zapis taki pojawił się np. w art. 15 Konstytucji Somalii przyjętej w 2012 r.). Część rządów rzeczywiście wprowadziła takie przepisy, ale ich egzekwowanie do dzisiaj jest mało efektywne. Gorzkie refleksje działaczy organizacji obywatelskich walczących z obrzezaniem słyszalne są wyraźnie co roku 6 lutego. Obchodzony jest wówczas Międzynarodowy Dzień Zerowej Tolerancji dla Okaleczania Żeńskich Narządów Płciowych. Dzień ten ustanowiono w 2003 r. z inicjatywy pierwszej damy Nigerii Stelli Obasanjo.

Walkę o prawa reprodukcyjne kobiet widać także w obszarze regulacji panafrykańskich. Organizacja Jedności Afrykańskiej, poprzedniczka Unii Afrykańskiej, początkowo niechętnie angażowała się w kampanie przeciwdziałania obrzezaniu kobiet. Symptomatyczne, że na konferencji zorganizowanej przez Komisję Praw Człowieka w 1991 r. w Wagadugu, podczas której wezwano państwa do wprowadzenia regulacji prawnych zakazujących praktykowania zwyczajów niebezpiecznych dla zdrowia reprodukcyjnego kobiet, nie był obecny żaden oficjalny wysłannik OJA. Tabu w kwestii obrzezania kobiet przełamano kilka lat później. Dopiero na szczycie OJA w 1995 r. wydano deklarację dotyczącą zdrowia rodziny, w której pojawił się zakaz okaleczania seksualnego kobiet.

W XXI w. idea równości płci i przeciwdziałania obrzezaniu kobiet występuje już we wszystkich podstawowych aktach normatywnych Afryki. W art. 4 aktu założycielskiego Unii Afrykańskiej (2001) zapisano, że promowanie równości płci stanowi jedno z podstawowych zasad UA. Bardziej szczegółowe zapisy w tej materii pojawiły się w Afrykańskiej Karcie Praw Człowieka i Ludów. W art. 2 zawarto zasadę antydyskryminacyjną ze względu na płeć. Z kolei w art. 18 zapisano, że: „Rodzina jest naturalną komórką i podstawą społeczeństwa. Będzie chroniona przez państwo, które będzie troszczyło się o jej zdrowie fizyczne i moralne. Państwo ma obowiązek wspomagania rodziny w jej funkcji strażnika moralności i tradycyjnych wartości uznawanych przez społeczność. Państwo zapewnia eliminację wszelkiej dyskryminacji kobiet oraz zapewnia ochronę praw kobiety i dziecka określonych w międzynarodowych deklaracjach i konwencjach”.

Teoretycznie zapisy takie uznać można za wystarczające uzasadnienie do walki z praktyką obrzezania kobiet. Według Karty dyskryminacją jest bowiem każde wyróżnienie, wykluczenie, ograniczenie lub inne traktowanie wynikające z płci, które uniemożliwia lub utrudnia korzystanie przez kobiety – niezależnie od ich statusu małżeńskiego – z praw człowieka i podstawowych wolności we wszystkich sferach życia. Sygnatariusze Karty zobowiązali się do przeprowadzania szeroko zakrojonych akcji afirmatywnych, zwalczania dyskryminacji poprzez właściwe stosowanie środków prawno-instytucjonalnych, uwzględnianie tzw. perspektywy płci w podejmowanych decyzjach, a także działanie na rzecz zmiany społeczno-kulturowych wzorców zachowań opartych na idei wyższości jednej z płci.

Wśród systemów kontrolnych Karty wyróżnia się Afrykańską Komisję Praw Człowieka i Ludów oraz Afrykański Trybunał Praw Człowieka. Niekiedy do systemów ochrony praw człowieka w Afryce zalicza się także tzw. system arabski, w którym przyjęto dwa istotne dokumenty dotyczące ochrony praw człowieka, a mianowicie: Kairską Deklarację Praw Człowieka (podpisaną przez większość afrykańskich krajów, w których dominuje islam) i Arabską Kartę Praw Człowieka (podpisaną przez Algierię i Libię). Pierwszy z dokumentów ma bardziej konserwatywny charakter. Deklaracja wyraźnie określa punkt odniesienia dla praw człowieka – jest nim szariat. Przydziela także poszczególne prawa według przynależności do określonej płci, na skutek czego jej postanowienia są w wielu miejscach sprzeczne z międzynarodowymi normami ochrony praw człowieka. W szariacie kobiecie przyznaje się osobowość prawną, ale nie uznaje się równości w kwestiach takich, jak: ślub, rozwód, życie rodzinne, dziedziczenie. Prawne ubezwłasnowolnienie kobiet sprawia, że negowane jest ich prawo do wyboru drogi życiowej, partnera czy liczby posiadanych dzieci. Trudno zatem na podstawie zapisów w Kairskiej Deklaracji i Arabskiej Karcie legitymizować kampanie walki ze zjawiskiem obrzezania kobiet.

Protokół z Maputo

Rozwiązaniem prawnym, które miało ujednolicić polityki państw afrykańskich w kwestii walki z nierównością płci, miał stać się tzw. protokół z Maputo. W przyjętym 11 lipca 2003 r. na szczycie UA w stolicy Mozambiku Protokole do Afrykańskiej Karty Praw Człowieka i Ludów dotyczącym Praw Kobiet w Afryce zawarto listę potencjalnych naruszeń praw kobiet. W protokole odwołano się do pojęcia praw reprodukcyjnych (art. 14), akcentując przy tym znaczenie prawa do kontrolowania własnej płodności, prawa do decydowania o liczbie dzieci i odstępach czasu między ich narodzinami, wyboru metody antykoncepcji, zabezpieczenia przed chorobami przenoszonymi drogą płciową, informacji o kondycji zdrowotnej partnera, edukacji w zakresie planowania rodziny, dokonywania lekarskiej aborcji w przypadku, gdy ciąża jest następstwem gwałtu lub kazirodztwa, jej zachowanie zagraża życiu fizycznemu albo psychicznemu zdrowiu matki bądź gdy płód obciążony jest ciężką wadą. Zapowiedziano także rychłe zakazanie okaleczania narządów płciowych.

W protokole znalazło się więc mnóstwo niezwykle kontrowersyjnych zapisów. Za taki uznano np. zobligowanie państw afrykańskich do ochrony praw reprodukcyjnych kobiet poprzez dopuszczenie aborcji medycznej i szeroką dystrybucję wczesnoporonnych środków antykoncepcyjnych.

Protokół wszedł w życie w 2005 r. Wkrótce potem został oprotestowany przez episkopaty państw afrykańskich uznające zapisy w nim zawarte za sprzeczne zarówno z katolicką nauką społeczną, jak i z tradycyjnymi wzorcami kultur afrykańskich, które to w centrum sytuują dobro rodziny i dziecka. Protokół uznano za program, w którym uwidacznia się ideologia zachodniej rewolucji seksualnej, za swego rodzaju „konia trojańskiego” w Afryce, który zamiast poprawiać sytuację kobiet, uprzedmiatawia je. Komentatorzy zwracali uwagę, że promowanie w Afryce aborcji stanowi przejaw paternalistycznej i neokolonialnej polityki globalnej Północy, która często uzależnia wysokość przyznania pomocy finansowej ubogim państwom od wprowadzania przez nie programów nieomal eugenicznych i antynatalistycznych.

Dekadę po wejściu w życie protokołu władze UA ogłosiły raport na temat stanu jego implementacji. Wnioski po analizie dokumentu potwierdzają słuszność części sądów krytycznych wysuwanych jeszcze przed jego ratyfikacją. Luka pomiędzy zobowiązaniami wynikającymi z aktu a realiami życia kobiet nie zniknęła. Prawa kobiet nadal są łamane, a ich sprawcy pozostają bezkarni. Akcje afirmatywne i kampanie uświadamiające kobiety o przysługujących im prawach zawiodły. Brak także woli politycznej, konsekwentnej polityki na szczeblu UA oraz poszczególnych jej członków w obszarze przeciwdziałania dyskryminacji kobiet. Po ratyfikacji protokołu stale rośnie liczba kobiet poddawanych sterylizacji. Obrzezanie kobiet jest nadal praktykowane.

Co przyniesie przyszłość?

Pojawia się jednak również nadzieja na poprawę sytuacji. Rok po obaleniu Umara al-Baszira tymczasowy rząd ekspercki Abdalli Hamdoka zdelegalizował okaleczanie kobiet w Sudanie. Ratyfikacja nowego prawa jest niewątpliwie zwycięstwem tamtejszych obrońców praw kobiet. Przede wszystkim to jednak symboliczny triumf polityczny nowej elity kraju, która walczy o legitymizację międzynarodową oraz o wsparcie Zachodu w kwestii zorganizowania wyborów powszechnych. Przyjęte rozwiązania mają ukazać nowy rząd jako demokratyczny i nowoczesny. Zakaz obrzezania wzbudził wśród samych Sudańczyków mieszane odczucia. Prawdopodobieństwo skutecznego egzekwowania prawa, zwłaszcza na terenach słabo zurbanizowanych, wydaje się minimalne. Mimo to sam fakt tak szybkiego jego przyjęcia przez nowe władze jest niezwykle symptomatyczny.

Sudan nie jest bowiem wyjątkiem. Przykładowo, już w 2001 r. restrykcyjne regulacje prawne zakazujące obrzezania kobiet wprowadziła Kenia, a dwa lata później Benin – w krajach tych za okaleczenie narządów płciowych kobiet można trafić do więzienia na 3 lata. Po niespełna dwóch dekadach od wprowadzenia zakazu odsetek kobiet poddanych obrzezaniu zmalał (w Beninie dwu-, a w Kenii nawet trzykrotnie). Pojawiło się za to nowe zjawisko, znacznie utrudniające egzekwowanie przepisu – zabiegi dokonywane są na granicach państwowych.

Zauważyć trzeba, że w ciągu ostatniego ćwierćwiecza powoli ewoluowało postrzeganie zjawiska okaleczania narządów płciowych kobiet. Przyczyniły się do tego wymuszane przez ONZ zmiany ustawodawstwa w Afryce, stopniowa penalizacja obrzezania, wzrost współczynnika skolaryzacji wśród kobiet czy zaangażowanie się lokalnych organizacji pozarządowych. Według danych WHO odsetek młodych Afrykanek (pomiędzy 15. a 19. rokiem życia), które zostały poddane obrzezaniu, jest znacznie niższy niż u kobiet między 19. a 49. rokiem życia: różnica wynosi – w zależności od kraju – od kilku do nawet kilkudziesięciu punktów procentowych. Wykorzenienie zjawiska tak długo obecnego w krajobrazie kulturowym patriarchalnych społeczeństw tradycyjnych zajmie jednak jeszcze wiele lat.

Kup numer