70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Teatr jest przestrzenią lękową

W Polsce wciąż mamy potrzebę wyodrębnienia teatru jako medium osobnego. Nie chcę się zagalopować, ale za tym kryje się chęć obrony polskiej inności wobec zagrażającego nam imperializmu kulturowego.

Katarzyna Pawlicka: Pretekstem do naszej rozmowy są ostatnie wydarzenia w Teatrze Polskim we Wrocławiu – nominacja Cezarego Morawskiego w konkursie na dyrektora oraz protest aktorów i widowni teatru. Zapytam więc wprost: dlaczego polityka wtargnęła do polskiego teatru? I czy to zjawisko można osadzić w szerszym, nie tylko lokalnym, kontekście?

Grzegorz Niziołek: Zastanawiam się nad słusznością tezy, że polityka wtargnęła do polskiego teatru. Mam odmienne przekonanie: polski teatr jest szalenie niepolityczny. Owszem, potrafi pozorować działanie polityczne i często wyzwalać wokół siebie rytualną dyskusję, która jeszcze lepiej udaje tę polityczność. Ale brakuje mu stanowczości w podejmowaniu istotnych kwestii politycznych.

Polityczność przyszła do polskiego teatru z zewnątrz – poprzez ujawnienie się cenzury w jego przestrzeni. Uświadomiliśmy sobie, że ona nadal istnieje, gdy kolejni dyrektorzy podejmowali decyzje o odwołaniu spektaklu, a organizatorzy festiwalu rezygnowali z pokazania odważnego przedstawienia. Zaczęliśmy zadawać sobie pytanie, czym dziś jest cenzura. Jak wiadomo, ma ona różne formy – może być cenzura urzędowa, a może być nieformalna cenzura społeczna. Zadaniem jednej i drugiej jest kontrola instytucji. W naszym przekonaniu cenzura była silnie związana z czasami PRL-u i miała właściwie tylko jedną, urzędową formę. Po wszystkich wspomnianych wydarzeniach pojawiły się przed nami następujące kwestie: kto cenzuruje, co cenzuruje, ale też czego się boimy, czego nie pozwalamy komuś powiedzieć i czemu nie dajemy sobie prawa do powiedzenia lub pokazania akurat tej czy innej rzeczy? W tym sensie szeroko rozumiana myśl polityczna pojawiła się w teatrze. Mam tylko wątpliwości, czy przekłada się w jakikolwiek sposób na jego artystyczne działanie.

 

Czy nie jest przypadkiem tak, że teatr znajduje się na celowniku, bo to bardzo silne medium (być może silniejsze niż wcześniej), a do tego opiniotwórcze?

Powątpiewam w różne prawdy dotyczące teatru.

Teatr polski lubi ustawiać się w pozycji silnej instytucji kulturalnej czy nawet kulturowej. Zarówno pod względem wyrazu społecznych postaw i niepokojów, jak i oddziaływania na widownię i kształtowania jej postaw.

Ale kiedy zaczniemy się zastanawiać, ile osób ogląda konkretne przedstawienie, a jeszcze dalej – jaki ma ono wpływ na ich zachowania społeczne, przestajemy być tacy pewni siły teatru. Przekonanie, że jest on mocnym medium to rzeczywiście ciekawy fenomen. Istnieje wewnątrz samej instytucji i przenosi się w tajemniczy sposób na zewnątrz.

Wrócę do kwestii cenzury – każde medium jest inaczej cenzurowane. Pewne rzeczy, dopuszczalne w literaturze, niekoniecznie będą dopuszczalne w teatrze itp. Ta uwaga cenzorów różnej maści skierowana na teatr może sprawiać wrażenie, że jest on instytucją o wielkim znaczeniu politycznym, podczas gdy może być ona efektem pewnego przesądu. Chociaż teatr potrafi też pokazać obrazy rzeczywistości i zachowania ludzkie, które wyłamują się z obszaru normatywnych wyobrażeń społecznych przez swoją niejednoznaczność.

 

Co w takim razie najmocniej szkodzi polskiemu teatrowi?

Silna idea teatru narodowego. Niemal każdy teatr w Polsce czuje się teatrem narodowym. Oznacza to, że poczuwa się do obowiązku budowania ogólnego przekazu dotyczącego wspólnoty. Nawet partykularne doświadczenia stają się metaforą czegoś większego. Zostają automatycznie powiązane z szerszym horyzontem rzeczywistości.

 

Albo są głosem wykluczonych, których włącza się w ten sposób do wspólnoty.

Ale ten głos ma często tylko pobudzić wspólnotę, żeby zaczęła się na nowo definiować. Niestety, nie po to, żeby teatr stał się narzędziem emancypacyjnym wykluczonych. Tak jak chociażby w teatrze amerykańskim, w którym nietrudno o teatr stricte feministyczny, gejowski czy mniejszości narodowych. To są nurty w żaden sposób nieaspirujące do bycia uniwersalnymi. Mają natomiast bardzo silne założenie walki politycznej o prawa obywatelskie i o widzialność w przestrzeni publicznej. W polskim teatrze głos wykluczonych jest inaczej waloryzowany i umieszczany w innym kontekście. — pełna wersja tekstu dostępna jest w drukowanych i elektronicznych wydaniach Miesięcznika Znak

 
 

Zapisz się do newslettera!

Otrzymasz 35% kod rabatowy na dowolny numer miesięcznika oraz informacje o promocjach, wydarzeniach i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter