70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Raj nie całkiem utracony

Może mit o odejściu „pierwszych ludzi” z raju należałoby rozumieć jako opowieść nie o wygnaniu, lecz o udanej ucieczce? O wyzwalaniu się ludzkości ku prawdziwemu, odpowiedzialnemu i świadomemu człowieczeństwu, które bierze na siebie niełatwe obowiązki, ale i zna przysługujące mu prawa?

Mimo powabów wyspa jest bezludna,
a widoczne po brzegach drobne ślady stóp
bez wyjątku zwrócone są w kierunku morza.

Wisława Szymborska, Utopia

 

Komunistom i ich sympatykom zarzucano często, że mamili lud „rajem na ziemi”, który miał być bluźnierczą namiastką raju prawdziwego, obiecywanego przez religie. Heine, blisko wówczas  zaprzyjaźniony z Marksem, wołał: „Lecz nową pieśń, godniejszą pieśń, / O bracia, zaśpiewać przyrzekam. / Na ziemi chcemy stworzyć raj, / Krainę miodu i mleka”. I szyderczo namawiał swych czytelników, by „niebo” zostawili „aniołom oraz wróblom”[1].

Okazuje się, że „raju na ziemi”, „krainy miodu i mleka” nie poszukiwali jedynie bezbożnicy. Wręcz przeciwnie: wiara w to, że „ogród Eden na wschodzie”, zasadzony przez Boga dla pierwszych ludzi, wciąż istnieje, choć wygnano z niego jego mieszkańców, była żywa przez całe wieki. I nie pozostała bez poważnych następstw. Bo także wszelkie późniejsze próby stworzenia jakiejś jego namiastki korzeniami tkwiły w urodzajnej glebie Edenu.

 

Kierunek: raj

O tej to wierze traktuje wydana powtórnie książka Jeana Delumeau Historia raju. Ogród rozkoszy. Jej sędziwego (ur. w 1923 r.) autora nie trzeba czytelnikowi przedstawiać – w polskich przekładach wydano kilka jego książek, m.in. Cywilizację odrodzenia, Wyznanie i przebaczenie (rzecz o dziejach spowiedzi), a przede wszystkim monumentalny Strach w kulturze Zachodu. Historia raju to właściwie jedynie pierwsza część trylogii, której kolejne tomy – w Polsce jeszcze niewydane – poświęcone były oczekiwaniu na Tysiącletnie Królestwo i nadziei na wieczne szczęście życia pozagrobowego.

„Żydzi i chrześcijanie długo wierzyli, że raj ziemski istniał naprawdę. Wielu nawet przez wieki myślało, że istnieje nadal jako schronienie, gdzie sprawiedliwi czekają na zmartwychwstanie i Sąd Ostateczny” (s. 36). Była to wiara niepodważalna i realna. „Alegoryści”, zwolennicy symbolicznej interpretacji opowieści o Edenie, którzy jak Orygenes wyśmiewali „głupców” traktujących ją dosłownie, stanowili nieliczną mniejszość; większym zaufaniem obdarzano Augustyna, przychylającego się do poglądu o realnym charakterze „Bożego ogrodu”. A i Tomasz z Akwinu stwierdzał, że to, „co opowiedziano w Piśmie o raju, ma charakter opowieści historycznej” (s. 36), poświęcając też niemało uwagi jego lokalizacji. W tej materii zresztą uczeni teologowie byli dość zgodni, umieszczając raj przeważnie gdzieś na Wschodzie. Powszechne było też wśród nich przekonanie, że to stamtąd wypływają wciąż największe rzeki świata (z Nilem włącznie). Dostać się tam nie byłoby wszakże łatwo, bo miała to być kraina oddzielona oceanami, a niewykluczone, że znajdująca się na wysokiej górze, kto wie, czy nie w pobliżu Księżyca – średniowiecznym geografom nie zbywało na fantazji.

Skoro już uznano, że takie cudowne miejsce nadal istnieje, nie mogło zabraknąć śmiałków niezrażonych wcale jego niedostępnością i chętnych je odwiedzić. I, o dziwo, niektórym się to nawet udawało: niejaki Jan z Hesji zapewniał, że podczas podróży na Daleki Wschód dotarł do ziemskiego raju. Inni byli tego bliscy i w diariuszach swych podróży, prawdziwych bądź zmyślonych, zamieszczali zasłyszane opowieści o boskim ogrodzie, o który niemal się otarli, jak to czynili choćby Giovanni de Marignolli, Jehan de Mandeville czy benedyktyn Ranulf Hygden. Ich opisy są w gruncie rzeczy dość podobne: raj cechuje łagodny klimat, „przebywanie tam nie nuży”, a „starość nie ma wstępu”, na drzewach rosną smakowite owoce, a ziemia usłana jest drogimi kamieniami. Kto chciałby się zadumać nad z jednej strony mitomańską fantazją autorów tych relacji, z drugiej zaś – nad łatwowiernością ich czytelników, temu przypomnieć wypada, że jedno z owych dzieł, Ymago mundi kard. Piotra d’Ailly, zawierające niezmiernie dokładny opis raju, było jedną z ulubionych lektur… Krzysztofa Kolumba. Zapewne nie tylko pragnienie odnalezienia Edenu popchnęło żeglarza do zamorskich wypraw, ale przecież gdzieś z tyłu głowy chyba mu w nich towarzyszyło, w każdym razie gdy podczas trzeciej wyprawy, w 1498 r. dociera do ujścia Orinoko, jest przekonany, że znalazł się w pobliżu biblijnego ogrodu.

Ale to za sprawą takich ludzi jak Kolumb świat zaczyna się powoli kurczyć, coraz mniej na nim miejsc, w których można by umieścić ziemski raj, a wizja gór sięgających sfery księżycowej wkładana już bywa zwykle „między bajki”. Eden zostaje zastąpiony przez królestwo Księdza Jana, umiejscawiane to w Afryce, to w Azji, to znów na nieznanych wyspach (do tego tajemniczego państwa wędrują również bohaterowie Baudolina Umberto Eco). Niewykluczone, że zalążkiem opowieści o jego baśniowym państwie stała się francuska deformacja wyrazu „zan” oznaczającego władcę Etiopii (choć zdaniem niektórych badaczy tytuł ten poświadczony jest w dokumentach dopiero od XVI stulecia, legenda zaś sięga początkami wieku XII). Ksiądz Jan miał nawet wystosować do cesarza bizantyjskiego list, w którym chwalił się swą potęgą: hołd składało mu 72 królów, władał „w trzech Indiach”, a jego ziemie ciągnęły się aż w pobliże wieży Babel, żyło na nich mnóstwo przedziwnych stworzeń, wśród nich cyklopi oraz „ptak zwany feniksem”, a nawadniała je rzeka wypływająca z raju i niosąca mnóstwo drogocennych kamieni. Biło w jego kraju również źródło, którego woda leczyła wszystkie choroby, a powszechne zdumienie wywoływało suche morze, w którym piasek wzdymał się i burzył niczym fale oceanu. Pałac władcy wieńczyły kule ze złota i kryształu, ze złota i ametystu były też stoły, przy których ucztowało codziennie 3 tys. osób, w tym 7 królów i 62 książąt. „Mamy bardzo piękne żony – nie omieszkał napomknąć z dumą Ksiądz Jan – ale odwiedzają nas tylko cztery razy w roku i jedynie dla prokreacji”.

 

Wyspy Cnotliwe
Z biegiem czasu raj ziemski przemieszcza się coraz częściej z azjatyckiego Wschodu na ciepłe morza południowe i przybiera postać „Wysp Szczęśliwych”, znanych już Homerowi, Hezjodowi, Plutarchowi i Horacemu. „Jeśli istnieją (…) jakieś miejsca szczególnie drogie wyobraźni – pisze cytowana przez Delumeau Claude Cappler – to są nim wyspy. W przeciwieństwie do lądu, który stanowi świat zamknięty, wyspa z natury jest miejscem, gdzie cudowność objawia się sama przez się wbrew ogólnym prawom” (s. 128). Wyspą będzie i Raj Dantego.

Tak rodzi się idea utopii. I to ze wszystkimi jej konsekwencjami. Rajska utopia to bowiem społeczność idealna, zaprojektowana według modelu odgórnie uznanego za doskonały. Kto chce w niej mieszkać, musi się z nim utożsamić, podporządkować bez szemrania totalnej władzy tych, którzy go wymyślili. Już na „szczęśliwej” wyspie opisanej przez Diodora Sycylijskiego w Bibliotheke dzieci wychowują się poza rodzinami, a matki nie odróżniają własnego potomstwa, wszyscy jednego dnia jedzą to samo, mieszkańcy dożywają 150 lat, a potem zachęca się ich, by sami rozstali się z życiem, kładąc się na pewnej roślinie, usypiającej ich na zawsze.

Tu na marginesie warto zauważyć, że eutanazję propagowała także sławna Utopia Tomasza Morusa: „Gdy z nieuleczalną chorobą łączą się ustawiczne gwałtowne cierpienia, wtedy odwiedzają chorego kapłani i urzędnicy i poddają mu najlepszą według ich przekonania radę: wykazują mu, że ponieważ nie może spełniać żadnych obowiązków, których wymaga życie, więc przeżył niejako swą śmierć i teraz jest już tylko przykrym ciężarem dla innych i dla siebie; nie powinien więc dłużej pozwalać, aby wyniszczała go straszna choroba, lecz raczej winien odważnie umrzeć, gdyż życie jest dla niego męką; niech więc z otuchą w sercu albo sam uwolni się od tego smutnego życia, jakby od więzienia i tortur, lub zgodzi się, by inni go wyzwolili (…); będzie to nawet akt woli zgodny z pobożnością i religią, ponieważ słucha on w tej sprawie rady kapłanów, pośredników boskich”[2].

Wszystkim, którzy legalizację eutanazji uważają za pomysł bezbożników i nihilistów, warto przypomnieć, że Jan Paweł II ustanowił św. Tomasza Morusa patronem polityków.

Także w królestwie Księdza Jana życie jednostki uregulowane jest drobiazgowymi przepisami i poddane surowej dyscyplinie – średniowiecze nie miało wiele zrozumienia dla indywidualnej samorealizacji, za to do cnoty – jak ją pojmowało – nakłaniało bardzo stanowczo: „Nikt nie ośmiela się uprawiać rozpusty, bo natychmiast zostałby ścięty albo spalony” (s. 108). Według innej opowieści o mitycznym rajskim państwie jego obywatele muszą się spowiadać co dwa tygodnie. Związek między totalitarnymi ze swej natury utopiami a biblijną opowieścią o raju wydaje się zresztą dość naturalny. W końcu ta ostatnia to też historia o ofercie życia w komforcie i beztrosce, które trzeba jednak okupić bezwarunkowym posłuszeństwem. Oraz wyrzeczeniem się wiedzy, dozowanej oszczędnie przez absolutną władzę, kontrolującą w pełni wszelkie sfery życia poddanych, nie wyłączając nawyków dietetycznych. Może więc mit o odejściu „pierwszych ludzi” z raju należałoby rozumieć jako opowieść nie o wygnaniu, lecz o udanej ucieczce? O wyzwalaniu się ludzkości ku prawdziwemu, odpowiedzialnemu i świadomemu człowieczeństwu, które bierze na siebie niełatwe obowiązki, ale i zna przysługujące mu prawa?

 

Raj ogrodników i uczonych

W wiekach XVI i XVII nadzieja na odnalezienie raju słabnie: jego poszukiwaczy Sebastian Brant czyni pasażerami Okrętu błaznów. Ale wciąż marzy się o jakichś namiastkach Edenu. „(…) Nigdy przedtem na naszym Zachodzie nie przywiązywano takiej wagi i nie poświęcano tylu starań ogrodom” (s. 151). Zachód odkrywa urok kwiatów, a w 1783 r. Pierre-Joseph Buchoz swoją rozprawę o botanice nazywa Le Jardin d’Eden (Ogród Eden), opisując w niej raj ziemski odtworzony w ogrodzie królowej w Trianon. W ogrodniczych pasjach dzisiejszych działkowców nie powinniśmy się jednak dosłuchiwać odległego echa opowieści z Genesis. Może to raczej, odwrotnie, odwieczne pragnienie człowieka, by żyć pośród natury, nie narażając się na niebezpieczeństwo pożarcia przez drapieżniki ani żmudną pracę na roli, prastare epikurejskie marzenie o zamkniętym ogrodzie, dającym wytchnienie i spokój, było źródłem biblijnego mitu o Edenie? „W dawnej mentalności ludzkiej istniał pewien niemal strukturalny związek między szczęściem a ogrodem”, zauważa Delumeau (s. 17), związek zrozumiały zwłaszcza wśród ludów pustyni, znużonych widokiem piasku i nieużytków, wiecznie zagrożonych suszą.

Nowożytność przynosi unicestwienie wielu złudzeń. Mało kto wierzy jeszcze w raj istniejący nadal gdzieś na ziemi, ale wciąż docieka się, jak wyglądał biblijny ogród i życie pierwszej pary ludzkiej. Nawet Encyklopedia, postrzegana jako zalążek zuchwałego oświeceniowego bezbożnictwa, powtarza klasyczną wersję historii biblijnej: Adam i Ewa zostali umieszczeni w Edenie, „pozostali tam przez czas swojej niewinności i zostali stamtąd wygnani, gdy nie posłuchali Boga, jedząc owoc zakazany” (s. 273). Autor hasła zgadza się też z poglądem, że raj znajdował się w Azji. Delumeau słusznie stwierdza: „Dziwi nas (…), że tyle wybitnych umysłów trzymało się uparcie tradycyjnej doktryny”. Frapujący jest upór, z jakimi setki uczonych stawiało sobie absurdalne pytania i w setkach opasłych ksiąg udzielało na nie równie absurdalnych odpowiedzi. Imponujący – na swój sposób – był plon tych trudów. Wyliczano dokładną datę i godzinę stworzenia oraz datę i godzinę grzechu pierworodnego – widać skądinąd w tych rachunkach nowożytną fascynację matematyką. Dociekano wieku Ewy (według niektórych badaczy rajska piękność liczyła sobie 50 wiosen), koloru jej włosów oraz w jakim języku rozmawiała z małżonkiem: Andreas Kempe dowiódł w 1683 r., że Bóg przemawiał do pierwszych ludzi po szwedzku, oni sami posługiwali się duńskim, wąż zaś kusił Ewę oczywiście w mowie francuskiej, „językiem, który wprawia w ruch całe ciało, tak że zmylić może i najmędrszego” (s. 259). Jeśli na podstawie tych odkryć podjąć próbę znalezienia odpowiedzi na pytanie, w co człowiek jest w stanie uwierzyć, to taka – mało krzepiąca – odpowiedź musiałaby brzmieć: we wszystko.

W stan zagadkowego podniecenia wprawiało egzegetów pytanie, czy pierwsi mieszkańcy raju uprawiali seks. Tu również trudno było uzgodnić poglądy, nie brakowało jednak uczonych teologów, skłonnych przyjąć, że Adam i Ewa współżyli ze sobą jak mąż i żona, ale… nie czerpali z tego żadnej – z definicji nad wyraz grzesznej – przyjemności (co mogłoby wspierać naszą zasugerowaną powyżej wersję zdarzeń, zgodnie z którą opuszczenie Edenu odbyło się w trybie nie tyle przymusowej eksmisji, ile raczej dobrowolnej przeprowadzki).

 

Koniec raju?
Historia raju przypomina puzzle złożone z setek kawałków, których chyba nie sposób spamiętać, ale które przecież układają się w pewnym momencie w wyrazisty i ostry obraz dziejów pewnego złudzenia, rozpoczynających się niezmąconą, chciałoby się powiedzieć: dziecięcą, wiarą, a kończących tak, jak się kończą dzieje wszystkich złudzeń dzieciństwa. Znamienne przy tym, że erozja tej – jeśli wolno ją tak nazwać – „paradyzologii” zaczęła się na obszarze etyki. „Istnieje ścisła więź między ziemskim rajem a grzechem pierworodnym”, zauważa Delumeau (s. 296). Ale czy miłosiernemu Bogu wypada być tak bezwzględnym i tak surowo karać bezbronnych ludzi? Wiek Świateł zaczyna tu mieć poważne wątpliwości, a tradycyjna doktryna Kościoła wydaje mu się „nazbyt okrutna”. Mathew Tindal dworuje sobie z dialogu Ewy i węża, karę zaś, jaka spadła na pierwszą parę, uznaje za sprzeczną z naturą dobrego Boga. Rację miał chyba Georg Christoph Lichtenberg, który wyraził niegdyś pogląd, że „podobnie jak poprawiają się narody, poprawiają się także ich bogowie”. Kolejne ciosy zadadzą geologowie badający skamieliny, którzy odkryją, że Ziemia jest znacznie starsza, niż by to wynikało z Biblii. Wreszcie powstaje teoria ewolucji, której idea narodziła się zresztą na długo przed Karolem Darwinem. Blednie nawet wizja raju utraconego, ale istniejącego przecież dawno, dawno temu. Ale, kończy Delumeau z nieskrywaną radością, „czy to źle, że wraz z ziemskim rajem zniknął odpychający wizerunek Boga-mściciela?” (s. 301).

Czy jednak Eden rzeczywiście rozpłynął się w niebycie? Kto wpisze w Google pytanie: „Gdzie znajdował się ziemski raj?”, może przeżyć spore zaskoczenie: „naukowe” dywagacje wokół tej kwestii wciąż rozpalają umysły. Co prawda, kilka lat temu pewien – nieżyjący już, niestety – Postępowy Hierarcha oznajmił w wywiadzie telewizyjnym, że dla ludzi wierzących w tradycyjną historię Adama i Ewy „też” w Kościele jest miejsce, akcentując owo też z mocą niepozostawiającą żadnych wątpliwości co do aktualnego stanowiska tegoż Kościoła jako takiego. Rzeczywiście, papieże pogodzili się, choć chyba dość niechętnie, z teorią Darwina, bo jakież mieli inne wyjście? Ale miejsca dla wiernych trwających przy doktrynie tradycyjnej wciąż pozostaje w Kościele całkiem sporo. Konia z rzędem temu, kto podejmie się jednoznacznie rozstrzygnąć, czy autorzy nowego Katechizmu Kościoła Katolickiego traktują pierwsze rozdziały Genesis jako metaforę i mit czy też jako relację stricte historyczną (wiele wskazuje jednak na to, że skłaniają się raczej ku tej drugiej wykładni, zasłaniając się przy tym chętnie, gdy robi się gorąco, dosłownymi cytatami z Pisma – zob. zwłaszcza §§ 374–379). A i ze szkół dochodzą głosy, że gdy tylko przestają w Polsce rządzić partie katolickie (czyli PO, PSL i SLD), a do władzy dochodzą te arcykatolickie (czyli wszystkie pozostałe), ewolucja z programów nauczania wprawdzie nie znika, ale mówi się o niej jakby nieco zduszonym głosem, trwożnie rozglądając się wokół i bez wielkiego przekonania. Z pracowni biologicznych zaś na wszelki wypadek wynosi się na strych plansze obrazujące stadia ewolucyjnego rozwoju człowieka. Historia „raju ziemskiego” to z całą pewnością opowieść, która wciąż jeszcze nie doczekała się swojego ostatniego rozdziału. I chyba nieprędko się doczeka.

_

[1] Niemcy. Baśn Zimowa, tłum. S.J. Lec, Dzieła wybrane, t. I Warszawa 1956, s. 504.

[2] Thomas More, Utopia, tłum. K. Abgarowicz, Lublin 1993, s. 103.

 

Jean Delumeau

Historia raju. Ogród rozkoszy

tłum. Emilia Bąkowska,

wydanie II, Wydawnictwo Aletheia, Warszawa 2017, s. 356

 

 

 
 

Zapisz się
do newslettera
a otrzymasz:

● 35% rabatu na dowolny numer miesięcznika
● informacja o promocjach, wydarzenich i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter