70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Dwie pierwszorzędne siły

Wreszcie w jednym tomie znalazły się wszystkie najważniejsze teksty Czesława Miłosza o Witoldzie Gombrowiczu i na odwrót! Mamy tu teksty literackie (m.in. fragmenty Dziennika Gombrowicza, Ziemi Ulro i Roku myśliwego Miłosza), ale i szkice krytycznowspomnieniowe Miłosza, zachowaną korespondencję pisarzy (poszerzoną o listy do innych adresatów, które rzucają światło na ich stosunki), a dodatkowo szkice „Kota” Jeleńskiego i Rity Gombrowicz. Zaletą tomu jest logiczne i chronologiczne uporządkowanie,które pozwala śledzić krok po kroku, jak obaj się inspirowali i wspierali

Ta książka zachęca do łatwych uogólnień. oto dwa bieguny literatury polskiej: strona Miłosza i strona Gombrowicza. Takie arbitralne opozycje nie obiecują co prawda zbyt głębokich odkryć, ale pozwalają dostrzec znaczące napięcia, wyraziste odcienie, które nasycają kolorem wyblakły już obraz literatury polskiej XX w. A jednak tytułowe „konfrontacje” nie są tak oczywiste i przejrzyste. Po części wynika to z odmiennych preferencji ideowych pisarzy, po części z różnicy temperamentów, a wreszcie z okoliczności środowiskowo-taktycznych, które – jak ujął to Gombrowicz w liście do Miłosza – nakazywały, by „dbać o to, żeby nasze stosunki były jak trzeba, bo niejednemu z tych osłów marzy się, że Tobą mnie oko wykłują czy na odwrót” (s. 111).

W celnej przedmowie do tomu Michał Szymański kreśli historię znajomości, a potem przyjaźni Gombrowicza z Miłoszem. Widywali się jeszcze przed wojną na ulicach Warszawy, ale krążyli po różnych orbitach i nic nie wskazuje na to, by coś ich wtedy do siebie przyciągało.

Dopiero katastrofa wojenna i emigracja sprawiły, że trochę z przypadku, któremu pomógł Jerzy Giedroyc, spotkali się w 1951 r. na łamach paryskiej „Kultury”, krzyżując szpady w walce o dobre imię poezji i poetów.

Słynny pamflet Gombrowicza Przeciw poetom pozornie był krotochwilą, która miała wykazać, że „nikt prawie nie lubi wierszy i że świat poezji wierszowanej  jest światem fikcyjnym oraz sfałszowanym” (wyróżnienie W.G.; s. 17). Właściwie tylko Miłosz dostrzegł w nim coś więcej niż Gałkiewiczowe „nie zachwyca”. Już w pierwszej polemice przyznał Gombrowiczowi częściową rację, bo intuicyjnie wyczuwał, że u podłoża prowokacji stoją wcale poważne racje, które każą pisarzowi pozbywać się wszelkich protez znieczulających na doznanie rzeczywistości in crudo. Dlatego atak na poetycką egzaltację w równym stopniu wymierzony w westchnienia do róż, co w uwielbienie semaforów słusznie odczytywał Miłosz jako wezwanie do artystycznej niepodległości i wierności niepowtarzalnemu, konkretnemu odczuwaniu świata. W tej wymianie myśli zarysował się najważniejszy rys pokrewieństwa między pisarzami – wyzwalająca wielkopańskość, która nakazywała pozbywać się wszelkich „chomąt” (określenie Gombrowicza), narzucanych przez panujące mody, zbiorowościi dominujące ideologie.

Dlaczego mimo oczywistych różnic (liryczny poeta o wrażliwości religijnej – kontra szyderczy analityk „kościoła międzyludzkiego”) zbliżyli się do siebie i łaknęli wzajemnych kontaktów? Zwięźle wyraził to w 1995 r. Miłosz: „Gombrowicz-raróg i Miłosz napiętnowany skazani byli na swoje towarzystwo i swój dialog, właśnie jak ten dialog z 1951 r., w którym okazało się, że tylko my dwaj możemy się porozumieć. Zbyt cenny więc to był sojusznik, żeby go antagonizować. On jeden dostrzegł we mnie człowieka odartego, nagiego, co, zwłaszcza po zgodnym potępieniu przez emigrację mego Zniewolonego umysłu, stanowiło nie lada pomoc. Wygląda na to, że we mnie widział już spełnienie się jego idei, »żeby wydobyć człowieka polskiego z wszystkich rzeczywistości wtórnych«” (s. 247). Dodatkowo warto wspomnieć, że znajdowali w sobie sojuszników zarówno w rebelii przeciw „formie polskiej”, jak i przeintelektualizowanej i wydelikaconej kulturze Zachodu.

Bez wątpienia to Gombrowicz bardziej wpłynął na Miłosza niż ten na Gombrowicza. Echa sporu o poezję wyraźnie pobrzmiewają nie tylko w eseistyce Miłosza, ale i w jego wierszach – dość wspomnieć o samym zamyśle Traktatu poetyckiego, a zwłaszcza części Stolica. Gombrowicz dawał mu bardziej lub mniej bezpośrednie pouczenia. Pisał w Dzienniku o Miłoszu jako tym, który redukuje siebie na miarę biedy totalitaryzmu, a także autorze, któremu „osobiste życie dyktuje dzieło” (s. 78). Niezwykle przenikliwa jest też jego uwaga: „Miłosz, który jest zanurzony w Życiu i w Historii, powie, że nie ma większego kłamstwa niż definicja, i że jedyną prawdą jest ta, której się nie obejmuje. Owszem. Tylko że… przy czytaniu Miłosza zalecam ostrożność, gdyż on jest – tak twierdzę – osobiście zainteresowany w zamazywaniu konturu” (s. 78). Miłosz brał uwagi starszego kolegi do serca, co pozwoliło mu wyzwalać się od balastu rozmaitych -izmów i wzmacniać w sobie zbawienną artystycznie sobiepańskość i władczość. Z pewnością nie byłby tak posłuszny mentorskim zaleceniom Gombrowicza, gdyby nie wyczuwał, że ten wybredny egotyk nadzwyczaj ceni jego talent. Słynne frazy: „Miłosz jest pierwszorzędną siłą” (s. 55), „jest rasowym koniem” (s. 71), a wreszcie żarliwe zdanie z listu z 1954 r.: „jest pan jedynym pisarzem, w rękach którego rzeczywistość nasza (polska) staje się apokaliptyczna i to bez blagi”, nie pozostawiają wątpliwości co do intencji Gombrowicza – widział w nim prawdziwego artystę i godnego siebie intelektualnego partnera. Czy jednak brał coś z Miłosza dla siebie?

Jak się zdaje, niewiele. Na pewno Miłosz był dla niego fascynującym „przypadkiem” egzystencji zdruzgotanej przez powojenny komunizm. To po lekturze Zniewolonego umysłu i Zdobycia władzy zapisał największe komplementy pod adresem poety. Rodzinna Europa, a zwłaszcza Człowiek wśród skorpionów wzbudziły już mniej entuzjazmu. Krótki passus z listu do Miłosza pokazuje, że wobec wierszy pozostawał raczej obojętny: „Czytając pańskie poezje, medytowałem, że im sztuka pańska staje się bardziej sztuką, tym ja jestem dalej od Pana – nie abym miał jakiekolwiek zastrzeżenia, a tylko że Pan wobec mnie jest nieomal klasyk i że tutaj kroczymy zgoła innymi drogami” (s. 102). Miłosz był jednak ważnym źródłem informacji, jeśli chodzi o nowe prądy intelektualne, zwłaszcza te o zabarwieniu marksistowskim. To dzięki Miłoszowi przeczytał modną rozprawę Dionysa Mascolo, co zainspirowało go w Dzienniku do rozprawy z fałszem stylu intelektualnego komunizmu.

Ale najważniejsza konfrontacja Gombrowicza z Miłoszem nie została utrwalona na piśmie. Doszło do niej w marcu 1967 r., kiedy to obaj panowie po raz pierwszy po wojnie spotkali się twarzą w twarz. To wtedy Miłoszowie zamieszkali na miesiąc w Vence, co pozwoliło pisarzom toczyć namiętne dyskusje i zamienić zażyłość w przyjaźń. Rozmowy te dotyczyły wreszcie tego, co obchodziło ich najmocniej – sporu o istnienie świata, czyli pytań o absolutne uzasadnienie sensu rzeczywistości i ludzkiej egzystencji. Pobrzmiewały w nich paradoksy znane ze Ślubu i Kosmosu, a także – jak można przypuszczać – intuicje rozwinięte po latach w Ziemi Ulro, której ukrytym adresatem polemicznym jest przecież Gombrowicz. Istotę tej najważniejszej konfrontacji wyraził Miłosz dopiero po latach w Roku myśliwego: „Czy naprawdę podobają się tobie powieści i sztuki Gombrowicza? (…) Otóż nie. (…) Czy niepokoją mnie? Tak. Bo jeśli są tylko ludzie dla ludzi, jeżeli ten kokon przez nas utkany unosi się w kosmosie, o którym nie możemy powiedzieć nic (…) – jeżeli tak jest, to być może naprawdę żyjemy w piekle. (…) skoro uznaję Gombrowicza za pisarza nowoczesnego, siebie muszę uznać za staroświeckiego. Grzeczny chłopczyk wierzący w bozię, starający się unikać grzechu, spotyka się z dzikim łobuzem, który pokazuje język i gra na nosie autorytetom dwóch tysiącleci. Bo ostatecznie to, co Gombrowiczowi mogę przeciwstawić, pochodzi z magazynu dawno wypracowanych pojęć. – Świat istnieje, nie tylko w twoim umyśle. – A skąd to wiesz? – Bo jest oglądany przez Boga” (s. 213). Żeby prześledzić ten najważniejszy spór, nie wystarczy przeczytać obfitego tomu Konfrontacje. Trzeba sięgnąć do integralnych dzieł literackich – Ślubu, Dziennika i Kosmosu, a także całej Ziemi Ulro i kontemplacyjnego nurtu poezji Miłosza.

_

Witold Gombrowicz, Czesław Miłosz

Konfrontacje

wybór i opracowanie Michał Szymański i Barbara Toruńczyk,

Zeszyty Literackie, Warszawa 2015, s. 360

 
 

Dołącz do nas!

Prenumeratorzy zyskują więcej.

Zobacz ofertę!

Prenumerata