Nikt dokładnie nie wie, jak to się stało, że ukraińskie uchodźczynie trafiły do wsi. Mieszkańcy, zapytani, przyznają: „Był jakiś facet, taki pośrednik, on przywiózł te kobiety” albo „Była taka pani, Ukrainka, prowadziła kwiaciarnię w Poznaniu, poleciła im to miejsce; nie wiem, skąd miała mój numer telefonu”. Pierwsza rodzina uchodźcza pojawiła się tydzień po wybuchu pełnoskalowej wojny, w nocy, i została przyjęta przez jedną z sióstr sołtysa. W sumie w podpoznańskiej gminie wiejskiej ugoszczono 97 osób. Większość wyjechała po 2–3 miesiącach, ale niektóre zostały dłużej, jak Ksenia z 6-letnim Maksimem z Charkowa, którzy byli goszczeni przez ponad 1,5 roku przez trzypokoleniową rodzinę.
To stara wieś, której historia sięga XVI w., ale jej położenie w niedużej odległości od Poznania sprawiło, że już w latach 90. zaczęła podlegać procesom suburbanizacyjnym. Dziś zamieszkuje ją ponad 1400 osób, z czego 2/3 to „nowi mieszkańcy”. Przed lutym 2022 r. we wsi nie mieszkali żadni migranci.
Krajobraz instytucjonalny gminy jest dość typowy i obejmuje sołtysa, radę sołecką oraz Koło Gospodyń Wiejskich. To właśnie oni stworzyli nieformalną grupę koordynującą wsparcie udzielane goszczonym we wsi rodzinom, której liderkami zostały kobiety z Koła Gospodyń. Sołtys – prywatnie brat jednej z nich, Ali – miał w dzień po wybuchu wojny powiedzieć: „Trzeba coś zrobić”, i, jak wspomina kobieta, „zainspirował wszystkich”.
Choć motyw „pełnej lodówki” powtarza się we wszystkich opowieściach goszczonych osób (Svitlana: „kurczaki, kiełbasy, syry, nutella – mnóstwo tego było!”), to mieszkańcy wsi szybko przekonali się, że goszczenie w praktyce oznaczało dużo więcej niż tylko zapewnienie dachu nad głową i wyżywienia. Obejmowało ono szerokie wsparcie w adaptacji do życia w Polsce. Gospodarze pomagali w załatwianiu formalności, asystowali w urzędach, przychodniach, bankach czy przy przyjęciu do szkół. W przypadku dzieci, które kontynuowały edukację w trybie zdalnym, pozyskiwali laptopy dla młodych Ukraińców i instalowali na nich klawiatury z cyrylicą. W nauce języka polskiego pomagały osoby starsze, które znały język rosyjski jeszcze z czasów edukacji w PRL-u, a młodsi, dzięki osobistym kontaktom z lokalnymi przedsiębiorcami, włączyli się w poszukiwanie pracy dla gości i tłumaczyli zawiłości związane z rodzajami umów i prawem pracy. Częstymi, prostymi formami pomocy były podwózki (zwłaszcza gdy goszczenie miało miejsce na prowincji) oraz wsparcie materialne (zakup odzieży, kosmetyków, środków higienicznych). Wreszcie, już na etapie usamodzielnienia, gospodarze pomagali w szukaniu mieszkania do wynajęcia, a w przypadku powrotu osób goszczonych do Ukrainy kontynuowali wsparcie, wysyłając paczki na święta czy organizując zbiórki np. na agregat prądotwórczy.

