Cmówi o mnie wstydliwy fakt, że felietony dla miesięcznika „Znak” wysyłam na ostatnią chwilę, choć moja cierpliwa redaktorka Ilona zamawia je zawsze z dużym wyprzedzeniem? Co mówi o mnie fakt, że nie mam nawet siły przyznać, jak długo wydawnictwo czeka na moją nową książkę reporterską?
Co mówi o mnie fakt, że bardzo często jestem niezadowolona z tego, w jakim momencie życia się znajduję, a gdy przydarzy mi się coś dobrego, to nie umiem tego przeżyć i zinternalizować? Dlaczego widzę siebie przede wszystkim jako sumę swoich klęsk, o których dobrze pamiętam, a nie sukcesów, o których zaraz zapominam? Dlaczego mam poczucie, że zawsze mogłabym zrobić wszystko lepiej? No i dlaczego w ostatnich miesiącach, gdy pociąg mojego wieloletniego związku spektakularnie się wykoleił, niemal straciłam umiejętność czytania? Jak mam być pisarką, jeśli nie potrafię cieszyć się czymś, co było sednem mojego życia?
A jeśli wchodzę do samochodu albańskich dilerów kokainy, to znaczy, że jestem dziennikarką oddaną swojej pracy czy może jestem uzależniona od adrenaliny albo po prostu lekkomyślna?
Kim jestem?
Ktoś ważny powiedział mi jakiś czas temu: „Zużywasz bardzo dużo energii, żeby sprawiać wrażenie osoby, która ma wszystko pod kontrolą”. Poczułam, jakby jednym zdaniem opisał całe moje życie. To zdanie utkwiło mi w głowie jak drzazga. Uwierało.
Ktoś mniej ważny rzucił podczas rozmowy pytanie: „Czy zastanawiałaś się, że możesz mieć ADHD?”. Ja? Skąd! Przecież ciągle kręcę korbką, żeby to przedsięwzięcie zwane Małgorzatą Rejmer sprawnie prosperowało. Codziennie, zanim usiądę do pracy, sprzątam swoje mieszkanie. Robię listy wszystkiego: obowiązków, zakupów, marzeń. Rachunki płacę zawsze przed terminem (bo inaczej bym o nich zapomniała). I nigdy nie spóźniłam się na pociąg ani samolot, choć dziesiątki razy wpadałam do środka transportu w chwili, gdy zamykały się za mną drzwi. Zawsze tłumaczyłam sobie, że to moje umiłowanie adrenaliny. Lubię ścigać się ze sobą i z czasem.
Właściwie to nie lubię, ale tak zawsze się dzieje. Podobnie jest z zamartwianiem się i rozpamiętywaniem przeszłości. Ze stanami lękowymi, refrenem mojego życia. Każdy słucha w głowie innej piosenki, a moja to requiem pogrzebowe.
Takim człowiekiem jestem.
Aż pewnego razu mój świeżo zdiagnozowany na ADHD brat położył przede mną Medikinet. A ja, ponieważ zawsze robię wszystko w odwrotnej kolejności, niż wymagałby rozsądek, zamiast pójść najpierw do specjalisty, po prostu ją wzięłam.


